Hobbit: Bitwa Pięciu Armii / The Hobbit: The Battle of the Five Armies
Fanem Tolkienowskich opowieści zdecydowanie nie jestem. Nie widziałem trylogii "Władcy Pierścieni" i nic nie zapowiada bym miał ją kiedykolwiek nadrobić. Na pierwszego "Hobbita" wybrałem się do kina wyłącznie po to, by na własne oczy przekonać się na czym polega i jak prezentuje się nowa technologia - HFR, czyli 48 klatek na sekundę. Ani film ani ten technologiczny bajer nie przypadły mi wtedy do gustu. Dlatego drugiego "Hobbita" już całkiem sobie darowałem. Na trójkę jednak się wybrałem, ale tylko dla towarzystwa, wcześniej nadrabiając "Pustkowie Smauga", które rozczarowało mnie okrutnie. A wydaje mi się, że filmy te mają bardzo ułatwione zadanie, bo spoglądam na nie jak na zwykłe produkcje, bez sentymentu do poprzedniej trylogii, czy twórczości Tolkiena. Bez bagażu wyobrażeń, nadziei, wysoko ustawianej poprzeczki. Ku memu ogromnemu zaskoczeniu "Bitwa Pięciu Armii" podobała mi się bardzo i mimo pewnych mankamentów jakie jej dol...