Brud / Filth

Zwiastun tego filmu zapowiadał trochę inny obraz, obiecywał odrobinę inną historię.  Można by się po nim spodziewać produkcji opowiadającej o facecie bez żadnych zahamowań, stróżu prawa, który używa na całego.  Chleje, ćpa i pieprzy się ze wszystkim co się rusza.  Leci po bandzie nie zważając na konsekwencje swoich czynów.  Okazuje się jednak, że to tylko fasada, zasłona dymna, bo "Brud" jest filmem o wyrzutach sumienia, które nie dają spokojnie żyć.  To obraz mówiący o poczuciu winy i stracie z którą nie sposób się pogodzić, która ciąży każdego dnia coraz bardziej.

"Brud" jest sprawdzianem aktorskim dla Jamesa McAvoya (z którego wyszedł bardzo obronną ręką) oraz sprawdzianem wytrzymałości dla wszystkich jego fanów, bo jego rola jest tak obrzydliwa, odpychająca, że trudno znieść jego obecność.  McAvoy gra tutaj szkockiego policjanta, który ma szansę na awans i zrobi wszystko by go zdobyć.  Rzuca kłody pod nogi swoim konkurentom, podrzuca świnie, napuszcza jednych na drugich.  Knuje i romansuje, lawirując między wszystkimi rywalami, byleby tylko otrzymać upragniony awans.  Taki małomiasteczkowy Frank Underwood pozbawiony białych rękawiczek.  Zapijaczony, ohydny fleja, reprezentujący wszelkie najgorsze cechy charakteru i stereotypu złego gliny.  Na awansie zależy mu tym bardziej dlatego, gdyż jego żona tego od niego wymaga, grożąc, że zostanie z nim tylko wtedy, gdy ten zajmie wyższe stanowisko.  Inaczej go opuści, bo nie będzie już dla niej tak podniecający jak kiedyś.

Strasznie ciężko ogląda się ten film.  Przez nagromadzenie perwersji, ohydy, przekleństw, i tytułowego brudu.  Każdy z bohaterów jest tu od czegoś uzależniony, każdy ma jakieś odchyłki od normy.  Po pewnym czasie przyglądanie się temu wszechobecnemu zepsuciu zaczyna męczyć i dołować.  Męczy również forma, szalona, zwariowana, pełna przeróżnych wstawek, dziwnych scen przerywników, jak chociażby wizje bohatera, w których widzi swoich konkurentów ze zwierzęcymi łbami.  Migawki, które zaburzają tempo, wprowadzają jeszcze większy chaos.  Szał jak w pijanym widzie, odjazd po proszkach.  Szalona forma, pomieszanie z poplątaniem.  Dramat, kryminał, horror, musical, nawet słodka animacja na koniec.  Szaleństwo do kwadratu szkoda tylko, że tak mało angażujące.

5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017