Interstellar - po drugim seansie


whatever can happen, will happen

Rzadko kiedy oglądam filmy po raz drugi.  Najczęściej nie mam po prostu na to czasu.  Poza tym mając do wyboru seans powtórkowy, lub doświadczenie nowej opowieści, zdecydowanie bardziej wolę to drugie.  Ciągle tworzące się zaległości również motywują do oglądania nowego, a nie przypominania sobie tylko tego co się już raz widziało, jakkolwiek perfekcyjne by to nie było.  Dotychczas tylko trzy filmy widziałem w kinie dwukrotnie.  "Wojnę światów", "Imagine" i "Incepcję".  Teraz do tego grona dołącza również "Interstellar".  Choć tuz po seansie nie bylem przekonany czy tak się stanie.  Najnowszy obraz Nolana podobał mi się ale odczuwałem po nim pewnego rodzaju niedosyt, w pewnym sensie nawet rozczarowanie (m.in. przez szczęśliwe zakończenie, które jednak wcale takie szczęśliwe nie jest).  Nie podejrzewałem też ze zostanie ze mną na dłużej.  Kolejne dni pokazały jednak, że historia miłości ojca do córki, na tle kosmicznej misji ratowania ludzkości, przykleiła się do mnie na dobre i nie chce opuścić.  Nie dawała o sobie zapomnieć.   A gdy kilka dni temu wreszcie światło dzienne ujrzał soundtrack Hansa Zimmera, wraz z pięknymi dźwiękami jego cudownej kompozycji, zaczęły przypominać się kolejne sceny.  I tak zdałem sobie sprawę z tego, że muszę zobaczyć "Interstellar" jeszcze raz.  Koniecznie na wielkim ekranie.  Bo właśnie tam jest jego miejsce.

one thing that transcends time and space

To niesamowite, ale film ten, pomimo drugiego seansu, pomimo tego, że dokładnie wiedziałem co się wydarzy, nadal oddziałuje z taką samą mocą jak za pierwszym razem.  Wzrusza, zastanawia, zapiera dech w piersiach, bawi, onieśmiela.  Chwilami nawet jeszcze mocniej niż przy pierwszym podejściu.  Momentami jest jak bomba emocjonalna, która wybucha ogromną siłą, całkiem unieruchamiając w fotelu.  Tak dzieje się chociażby w genialnej sekwencji kończącej pierwszy akt, gdy Cooper opuszcza dom decydując się na międzygwiezdną misję.  Tak jest również w dwóch scenach rozgrywających się na styku aktu drugiego z trzecim, podczas dokowania do stacji i przelotu nad horyzontem zdarzeń, gdy emocje osiągają absolutne wyżyny.  W tych momentach "Interstellar" wbija w fotel, całkiem zapiera dech, przyspiesza bicie serca do granic możliwości.  Nie sposób wtedy na nim spokojnie wysiedzieć.  Jednocześnie jest filmem szalenie wzruszającym.  Scena w której Cooper odsłuchuje wiadomości od swoich dzieci, jakie nagromadziły się przez lata, gdy zdaje sobie sprawę ile życia z jego dziećmi uleciało w ciągu jednej sekundy, rozrywa serce.  Albo jedna z ostatnich scen pożegnania - łzy same napływają do oczu.  "Interstellar" jest ponadto filmem, który oferuje niezwykłe doznania jak na blockbuster, film wysokobudżetowy.  Momenty absolutnej ciszy w przestrzeni kosmicznej, magię przepięknych chwil, jak chociażby wtedy gdy statek Endurance przelatuje niedaleko Saturna, a w tle słychać pojedynki dźwięki fortepianu.  Lub moment gdy jeden z bohaterów zakłada słuchawki, w których słucha odgłosów natury, podczas gdy tuż obok znajduje się próżnia przestrzeni kosmicznej.

go further

"Interstellar" okazuje się być nie tylko świetnym kinowym doświadczeniem, ale również cudownym materiałem do długich rozmów.  Co widać chociażby po forach internetowych, pękających w szwach od zażartych dyskusji na temat najnowszego dokonania Christopera Nolana.  Tysiące osób debatuje na temat teoretycznych luk w fabule, rozgryza sens zakończenia i zastanawia się nad abstrakcyjnym trzecim aktem, wymieniając się licznymi spostrzeżeniami z seansu, punktując to co uznają w nim za najlepsze i najsłabsze.  Interpretują kolejne sceny, znajdują liczne rozwiązania, sięgają nawet do teorii naukowych, zastanawiając się nad prawdziwością 'science' w tym sci-fi.  Krótko mówiąc, "Interstellar" żyje po seansie.  Jak mało który film rozrywkowy daje pole do dyskusji, ścierając ze sobą przeciwstawne poglądy zwolenników i przeciwników.  Jest bowiem filmem przepełnionym wątkami, śmiałymi pomysłami, najróżniejszymi teoriami.  Grawitacja i czas, kosmiczne osamotnienie, dylatacje czasowe, wielowymiarowość rzeczywistości, tunele czasoprzestrzenne i czarne dziury, oraz przeplatająca to wszystko miłość jako najsilniejsze uczucie jakie istnieje na tym świecie.  Ponadto jest obrazem przepełnionym nawiązaniami do innych filmów.  Wlot do czarnej dziury kojarzy się z kosmiczną podróżą odbytą w "Kontakcie", muzyka przywołuje na myśl powagę "Odysei kosmicznej" i romantyzm "Star Treka", sarkastyczne uwagi robotów, wyglądających jak monolit z filmu Kubicka, przywołują z pamięci zrzędliwego robota z "Autostopem przez galaktykę". A tych nawiązań można odnajdywać znacznie więcej, te są tylko tymi, które nasuwają się jako pierwsze.

do not go gentle into that good night...

Drugi seans rozjaśnia sceny, które zdawały mi się być odrobinę bez sensu.  Wybuch na lodowej planecie, płonące pole kukurydzy, sen o katastrofie.  Przekonuje, że scena przemowy dr Brand na temat miłości, która za pierwszym razem wydawała się być zaprzeczeniem jej charakteru, jej postaci, wcale nią nie jest.  Nawet czterokrotne powtórzenie wiersza Dylana Thomasa nie razi tak jak poprzednio.  Drugi seans pomaga również dostrzec to, co może umknąć za pierwszym razem.  Chociażby liczne kontrasty.  W zdjęciach, gdy szerokie ujęcia ogromnego kosmosu zderzane są z ciasnymi wnętrzami statków kosmicznych.  W postawach bohaterów, gdy nauka ściera się z uczuciami, misja z własnymi pragnieniami.  W obłędnej muzyce Hansa Zimmera, która w scenach ukazujących ogrom i piękno obcych światów pozostaje cicha i spokojna, a szarżuje, obezwładnia dźwiękami organów w wydawać by się mogło zwykłych momentach, rozgrywających się na powierzchni Ziemi (najazd na okno w jednej z pierwszych scen).  Ona jest sercem tego obrazu, ona dostarcza w nim większość emocji i przeżyć.  Obok tego wszystkiego "Interstellar" podczas drugiego seansu znów porywa emocjonującą opowieścią o miłości rodzica do dziecka, genialnie zagraną przez Matthew McConaughey, Jessicę Chastain i młodziutką Mackenzie Foy.  Opowieścią o miłości, niezwykłym uczuciu, które pokonuje przestrzeń i czas.  Zdecydowanie mój film roku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017