Szefowie wrogowie 2 / Horrible Bosses 2
Komedia to chyba najtrudniejszy gatunek ze wszystkich. Wielką sztuką jest nakręcić film, który byłby zabójczo zabawny, a jednocześnie niegłupi. Oczywiście by rozśmieszyć najłatwiej jest zejść poniżej pasa, rzucić tortem w twarz, rozmowy wypełnić seksualnymi aluzjami, żartami wyśmiewającymi pochodzenie rasowe, orientację seksualną, wykonywaną profesję. Sklecić całość z luźnych scenek, gagów rozwijających się wokół jakiegoś jednego tematu, zwulgaryzować każdą scenę do granic możliwości i mieć nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Problem współczesnych amerykańskich komedii, których udanych reprezentantów można zliczyć na palcach jednej ręki. "Szefowie wrogowie 2" niestety nie są wyjątkiem, nie wyróżniają się na tle marnej konkurencji. To nudna komedia, która wykorzystuje humor najniższych lotów, opowiadając dalszą część idiotycznej historii trzech facetów, którzy pozbyli się swoich szefów. Można ją obejrzeć, nie jest to co prawda najgorszy reprezentant gatunku, tylko po co?
Sporo rzeczy boli w tym filmie. Po pierwsze sami główni bohaterowie. Trójka facetów, którzy jeszcze nie dorośli, zatrzymali się na poziomie średnio rozgarniętego nastolatka i nic nie wskazuje na to by kiedykolwiek miało się im poprawić. Nie sposób wytrzymać ich obecności, nie sposób nie irytować się ich idiotycznym zachowaniem. Gadają, wrzeszczą jeden przez drugiego, kłócą się jak potłuczeni. Zupełnie jakby od szybkości wystrzeliwanych słów zależało czy będą zabawni. Nie dam głowy, bo już nie pamiętam jak to wyglądało w poprzedniej części, ale wydaje mi się, że w niej byli odrobinę bardziej ogarnięci. A przecież nie sztuką jest umieścić idiotę w głupiej sytuacji. Sztuką jest by normalny, zwykły bohater znalazł się w sytuacji tak komicznej, że nie sposób powstrzymać się od śmiechu. A tego w tym filmie jest niestety tyle co kot napłakał. Najwięcej na napisach końcowych. Przedziwna sytuacja, która powtarza się już po raz któryś w przypadku amerykańskiej komedii. Sama produkcja okazuje się być nijaka, nudna, a odrzuty, sceny nieudane, pokazywane na napisach końcowych, tryskają humorem, są zabawne w niewymuszony, naturalny sposób. Smutne to i tragiczne zarazem. W czym więc problem? Może w scenariuszu, który tłamsi potencjał aktorów, wciskając ich w głupie sytuacje, wymuszając takie a nie inne dialogi?
Na plus (jeśli już) można zaliczyć tej produkcji bardzo ładnie zrealizowane sekwencje ukazujące perfekcyjny plan przygotowany przez bohaterów, oraz pościg samochodowy naigrywający się z tego typu scen w filmach sensacyjnych. Zdecydowanie lepiej od głównej trójki prezentują się też aktorzy drugiego planu. Fantastyczny Kevin Spacey jako siedzący za kratami jeden z szefów z pierwszej części, do którego bohaterowie zwracają się o radę. Wyluzowana Jennifer Aniston, która nieźle szarżuje zrywając z poprawnym, grzecznym wizerunkiem, grając kobietę uzależnioną od seksu. Niezły jest również Jamie Foxx jako przestępca ciamajda, który nie potrafi się targować. Wisienką na torcie okazuje się jednak charyzmatyczny Chris Pine, który z ogromną przyjemnością bawi się swoją rolą bogatego, przebiegłego intryganta i cwaniaka. Jest zaskakujący, nieprzewidywalny, całkiem inny od swoich poprzednich wcieleń w filmach w jakich grywał. Orzeźwiający element, który ratuje tą nieudaną komedię.
Za możliwość obejrzenia filmu "Szefowie wrogowie 2", na specjalnym przedpremierowym pokazie, dziękuję dystrybutorowi filmu - Warner Bros. Polska.
5/10
Sporo rzeczy boli w tym filmie. Po pierwsze sami główni bohaterowie. Trójka facetów, którzy jeszcze nie dorośli, zatrzymali się na poziomie średnio rozgarniętego nastolatka i nic nie wskazuje na to by kiedykolwiek miało się im poprawić. Nie sposób wytrzymać ich obecności, nie sposób nie irytować się ich idiotycznym zachowaniem. Gadają, wrzeszczą jeden przez drugiego, kłócą się jak potłuczeni. Zupełnie jakby od szybkości wystrzeliwanych słów zależało czy będą zabawni. Nie dam głowy, bo już nie pamiętam jak to wyglądało w poprzedniej części, ale wydaje mi się, że w niej byli odrobinę bardziej ogarnięci. A przecież nie sztuką jest umieścić idiotę w głupiej sytuacji. Sztuką jest by normalny, zwykły bohater znalazł się w sytuacji tak komicznej, że nie sposób powstrzymać się od śmiechu. A tego w tym filmie jest niestety tyle co kot napłakał. Najwięcej na napisach końcowych. Przedziwna sytuacja, która powtarza się już po raz któryś w przypadku amerykańskiej komedii. Sama produkcja okazuje się być nijaka, nudna, a odrzuty, sceny nieudane, pokazywane na napisach końcowych, tryskają humorem, są zabawne w niewymuszony, naturalny sposób. Smutne to i tragiczne zarazem. W czym więc problem? Może w scenariuszu, który tłamsi potencjał aktorów, wciskając ich w głupie sytuacje, wymuszając takie a nie inne dialogi?
Na plus (jeśli już) można zaliczyć tej produkcji bardzo ładnie zrealizowane sekwencje ukazujące perfekcyjny plan przygotowany przez bohaterów, oraz pościg samochodowy naigrywający się z tego typu scen w filmach sensacyjnych. Zdecydowanie lepiej od głównej trójki prezentują się też aktorzy drugiego planu. Fantastyczny Kevin Spacey jako siedzący za kratami jeden z szefów z pierwszej części, do którego bohaterowie zwracają się o radę. Wyluzowana Jennifer Aniston, która nieźle szarżuje zrywając z poprawnym, grzecznym wizerunkiem, grając kobietę uzależnioną od seksu. Niezły jest również Jamie Foxx jako przestępca ciamajda, który nie potrafi się targować. Wisienką na torcie okazuje się jednak charyzmatyczny Chris Pine, który z ogromną przyjemnością bawi się swoją rolą bogatego, przebiegłego intryganta i cwaniaka. Jest zaskakujący, nieprzewidywalny, całkiem inny od swoich poprzednich wcieleń w filmach w jakich grywał. Orzeźwiający element, który ratuje tą nieudaną komedię.
Za możliwość obejrzenia filmu "Szefowie wrogowie 2", na specjalnym przedpremierowym pokazie, dziękuję dystrybutorowi filmu - Warner Bros. Polska.
5/10
Komentarze
Prześlij komentarz