Gość / The Guest
Pewnego dnia do drzwi domu rodziny Petersonów puka przystojny, młody mężczyzna. Przedstawia się jako David, bardzo bliski przyjaciel syna Petersonów, który niedawno zginął służąc w wojsku. David przybył do rodziny, by spełnić ostatnie życzenie umierającego. Zobaczyć jak radzą sobie jego bliscy i przekazać im, że bardzo ich kochał. Z początku David zamierza zostać tylko na chwilę, wypełnić wolę zmarłego i jechać dalej, ale rodzina zatrzymuje go na dłużej. Z uwagi na swego zmarłego syna Petersonowie chcą poznać go bliżej. W tym samym czasie w miasteczku w dziwnych okolicznościach zaczynają ginąć ludzie. Brzmi znajomo? Nawet bardzo. Na myśl nasuwa się sporo filmów, chociażby niedawny "Stoker", choć podobny jest tylko punkt wyjścia, bo "Gość" to film z zupełnie innego gatunku, z całkiem odmiennej stylistyki.
"Gość" to taki dobry-zły film. Obraz przepełniony klimatem kina lat 80. Elektroniczna muzyka, odrobinę gruzełkowaty obraz, niewielkie miasteczko, toporne inscenizacje scen bijatyk z licznymi, szybkimi zbliżeniami, kolorowe kostiumy bohaterów. I w sumie gdyby nie to, że bohaterowie wysyłają do siebie maile, korzystają z dotykowych komórek, a muzyki słuchają z płyt CD, ta historia mogłaby równie dobrze rozgrywać się w latach osiemdziesiątych. Idealnie bowiem do nich pasuje. Ten ciekawy klimat to jedno co wyróżnia ten obraz. Drugie, to czasowe umiejscowienie akcji, która rozgrywa się w czasie Halloween, czyniąc z tego filmu idealną propozycję do obejrzenia w czasie tego coraz bardziej popularnego święta. Cały finał ma miejsce na sali gimnastycznej przygotowanej na licealną zabawę Halloweenową, stąd kręte labirynty, wiszące szkielety, straszne pokoje, krzywe lustra. Dawno żaden thriller tak dobrze nie odnajdywał się w tym czasie, z klimatu tworząc swój największy atut. Bo w sumie nie historia (bardzo prosta i łatwa do przewidzenia) jest tu ważna, tylko właśnie atmosfera jaką ten obraz wokół siebie roztacza.
Z całą pewnością nie udałaby się ta produkcja, gdyby nie fantastyczny Dan Stevens grający tytułowego gościa. Dan jest perfekcyjny w roli Davida, absolutnie magnetyczny. Spokojny, przyjacielski, grzeczny, uprzejmy, ale w swoim zdecydowaniu, w swojej pewności siebie, niepokojący. Jego oczy, jego wygląd, jego postawa, trudno oderwać od niego wzrok. Ani trochę nie dziwi zachowanie bohaterów, którzy szybko zaczynają mu ufać, traktując jako przyjaciela. Nie sposób mu się bowiem oprzeć. Stevens tworzy ten film, gdyby nie jego niezwykły występ, nie oglądałoby się tej produkcji tak dobrze. Mając jednak w pamięci poprzednie dokonanie reżysera (udane "Następny jesteś ty"), "Gość" zdaje się być niestety krokiem w tył. To taka pomysłowa zabawa klimatem lat 80., której brakuje jednak ciekawszego, bardziej angażującego rozwinięcia oraz lepszego tempa. Choć zobaczyć ją nawet warto.
6/10
"Gość" to taki dobry-zły film. Obraz przepełniony klimatem kina lat 80. Elektroniczna muzyka, odrobinę gruzełkowaty obraz, niewielkie miasteczko, toporne inscenizacje scen bijatyk z licznymi, szybkimi zbliżeniami, kolorowe kostiumy bohaterów. I w sumie gdyby nie to, że bohaterowie wysyłają do siebie maile, korzystają z dotykowych komórek, a muzyki słuchają z płyt CD, ta historia mogłaby równie dobrze rozgrywać się w latach osiemdziesiątych. Idealnie bowiem do nich pasuje. Ten ciekawy klimat to jedno co wyróżnia ten obraz. Drugie, to czasowe umiejscowienie akcji, która rozgrywa się w czasie Halloween, czyniąc z tego filmu idealną propozycję do obejrzenia w czasie tego coraz bardziej popularnego święta. Cały finał ma miejsce na sali gimnastycznej przygotowanej na licealną zabawę Halloweenową, stąd kręte labirynty, wiszące szkielety, straszne pokoje, krzywe lustra. Dawno żaden thriller tak dobrze nie odnajdywał się w tym czasie, z klimatu tworząc swój największy atut. Bo w sumie nie historia (bardzo prosta i łatwa do przewidzenia) jest tu ważna, tylko właśnie atmosfera jaką ten obraz wokół siebie roztacza.
Z całą pewnością nie udałaby się ta produkcja, gdyby nie fantastyczny Dan Stevens grający tytułowego gościa. Dan jest perfekcyjny w roli Davida, absolutnie magnetyczny. Spokojny, przyjacielski, grzeczny, uprzejmy, ale w swoim zdecydowaniu, w swojej pewności siebie, niepokojący. Jego oczy, jego wygląd, jego postawa, trudno oderwać od niego wzrok. Ani trochę nie dziwi zachowanie bohaterów, którzy szybko zaczynają mu ufać, traktując jako przyjaciela. Nie sposób mu się bowiem oprzeć. Stevens tworzy ten film, gdyby nie jego niezwykły występ, nie oglądałoby się tej produkcji tak dobrze. Mając jednak w pamięci poprzednie dokonanie reżysera (udane "Następny jesteś ty"), "Gość" zdaje się być niestety krokiem w tył. To taka pomysłowa zabawa klimatem lat 80., której brakuje jednak ciekawszego, bardziej angażującego rozwinięcia oraz lepszego tempa. Choć zobaczyć ją nawet warto.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz