Rogi / Horns
Daniel Radcliffe od kilku lat robi wszystko byleby tylko widzowie przestali kojarzyć go z postacią, w którą wcielał się przez dobre dziesięć lat swojej młodości, byleby tylko wreszcie odkleiła się od niego łatka czarodzieja, chłopca z błyskawicą na czole. I jak na razie wychodzi mu to całkiem dobrze, bo co rusz wybiera coraz bardziej ekstremalne role do zagrania, coraz mocniej kontrastujące postaci do tej najbardziej z nim kojarzonej. Było już przedstawienie teatralne o chłopaku, który kocha konie, a na scenie pojawia się w całkowitym negliżu. Był klasyczny horror z duchami i lekka komedia romantyczna. Teraz przyszedł czas na diabła. No może nie do końca, bardziej chłopaka z wyrastającymi z czoła rogami, który ma kontrolę nad wężami.
Radcliffe wciela się w tej produkcji w Iga, chłopaka, który zostaje oskarżony o zabójstwo swojej dziewczyny. Całe miasteczko w jednej chwili sprzysięga się przeciwko niemu, widząc w nim zło wcielone. I któregoś dnia to przeświadczenie zaczyna się potwierdzać. Z głowy chłopaka wyrastają tytułowe rogi. Co ciekawe jednak, właściwie na nikim nie robią one wrażenia, jedynie Ig jest przerażony tym widokiem. Szybko jednak okazuje się, że rogi mają niezwykłe właściwości - wyzwalają w ludziach wszelkie tłumione pragnienia, najgorsze instynkty. Każdy rozmówca widząc je, zbiera się na niezwykłą szczerość, mówiąc rzeczy, których nikomu by nie powiedział, których nawet przed samym sobą boi się przyznać. Rogi stają się więc przyzwoleniem na wszystko. Nie namawiają do złego, dają jedynie przyzwolenie na wszelkie ludzkie pragnienia, które tak się składa, najczęściej wiążą się z tym co złe. Puszczają hamulce, wszystko staje się możliwe. Ig orientuje się, że rogi, które pierwotnie brał za przekleństwo mogą stać się dla niego błogosławieństwem. Dzięki nim ludzie stają się prawdomówni, dzięki nim być może uda się wyjaśnić kto zabił jego dziewczynę, złapać prawdziwego mordercę.
"Rogi" są najspokojniejszym i moim zdaniem jak dotąd najlepszym filmem w karierze francuskiego reżysera Alexandra Aja. Najbardziej przemyślane, niosące ze sobą najwięcej treści, opowiadające najbardziej rozbudowaną i ciekawą historię, odkładające na bok (nadmierne) efekciarstwo i przesadne epatowanie krwią. Nie są jedynie głupim straszakiem. To przedziwna mieszanka fantasy, kryminału, thrillera, komedii romantycznej, wreszcie horroru. Opowieść o miłości, zdradzie, poszukiwaniu sprawiedliwości, ukrytych lękach i pragnieniach. O złu, które okazuje się być przejawem nieskrępowanej wolności i zgodą na nieograniczone możliwości. O pozorach i o tym jak fałszywy bywa ludzki świat, przyjaciół, rodziny, znajomych. Być może bogatsza treść wynika z faktu, że scenariusz do tej produkcji został oparty na powieści pod tym samym tytułem. Szkoda tylko, że sam film przez swój gatunkowy miszmasz jest tak nierówny. Wspomnienia przeszłości są kontrastująco zbyt radosne do obecnej sytuacji bohatera, a końcowy horror zdaje się być dodany odrobinę na siłę z sentymentu do poprzednich dokonań reżysera, w których krew lała się wiadrami. Ciekawe kino choć niespełnione.
6/10
Radcliffe wciela się w tej produkcji w Iga, chłopaka, który zostaje oskarżony o zabójstwo swojej dziewczyny. Całe miasteczko w jednej chwili sprzysięga się przeciwko niemu, widząc w nim zło wcielone. I któregoś dnia to przeświadczenie zaczyna się potwierdzać. Z głowy chłopaka wyrastają tytułowe rogi. Co ciekawe jednak, właściwie na nikim nie robią one wrażenia, jedynie Ig jest przerażony tym widokiem. Szybko jednak okazuje się, że rogi mają niezwykłe właściwości - wyzwalają w ludziach wszelkie tłumione pragnienia, najgorsze instynkty. Każdy rozmówca widząc je, zbiera się na niezwykłą szczerość, mówiąc rzeczy, których nikomu by nie powiedział, których nawet przed samym sobą boi się przyznać. Rogi stają się więc przyzwoleniem na wszystko. Nie namawiają do złego, dają jedynie przyzwolenie na wszelkie ludzkie pragnienia, które tak się składa, najczęściej wiążą się z tym co złe. Puszczają hamulce, wszystko staje się możliwe. Ig orientuje się, że rogi, które pierwotnie brał za przekleństwo mogą stać się dla niego błogosławieństwem. Dzięki nim ludzie stają się prawdomówni, dzięki nim być może uda się wyjaśnić kto zabił jego dziewczynę, złapać prawdziwego mordercę.
"Rogi" są najspokojniejszym i moim zdaniem jak dotąd najlepszym filmem w karierze francuskiego reżysera Alexandra Aja. Najbardziej przemyślane, niosące ze sobą najwięcej treści, opowiadające najbardziej rozbudowaną i ciekawą historię, odkładające na bok (nadmierne) efekciarstwo i przesadne epatowanie krwią. Nie są jedynie głupim straszakiem. To przedziwna mieszanka fantasy, kryminału, thrillera, komedii romantycznej, wreszcie horroru. Opowieść o miłości, zdradzie, poszukiwaniu sprawiedliwości, ukrytych lękach i pragnieniach. O złu, które okazuje się być przejawem nieskrępowanej wolności i zgodą na nieograniczone możliwości. O pozorach i o tym jak fałszywy bywa ludzki świat, przyjaciół, rodziny, znajomych. Być może bogatsza treść wynika z faktu, że scenariusz do tej produkcji został oparty na powieści pod tym samym tytułem. Szkoda tylko, że sam film przez swój gatunkowy miszmasz jest tak nierówny. Wspomnienia przeszłości są kontrastująco zbyt radosne do obecnej sytuacji bohatera, a końcowy horror zdaje się być dodany odrobinę na siłę z sentymentu do poprzednich dokonań reżysera, w których krew lała się wiadrami. Ciekawe kino choć niespełnione.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz