Wataha - sezon I
"Wataha" była jedną z najgorętszych serialowych premier w tegorocznym jesiennym sezonie. Produkcja, która pierwotnie miała być realizowana dla stacji Polsat, w końcu trafiła do HBO, kablówki której amerykański oddział słynie z produkcji wybitnych seriali. "Wataha" miała być trzymającym w napięciu serialem sensacyjnym, składającym się z sześciu odcinków. Serialem opowiadającym o pracy strażników granicznych w polskich górach, którzy strzegą naszej południowo-wschodniej granicy. Granicy Polski z Ukrainą, Europy ze Wschodem. Narażonej na przemyt wszelkiej maści towarów, przepływ ludzi ze wschodu na zachód. Miała być serialem napędzanym przez zagadkę, pytanie kto dopuścił się zamachu, w którym (w pierwszym odcinku) ginie większość strażników granicznych, prócz głównego bohatera, który automatycznie staje się pierwszym podejrzanym. Pamiętając poprzednie dokonanie polskiego HBO, genialny serial "Bez tajemnic", który doczekał się trzech sezonów, nadzieje na udaną produkcję były więc wielkie. Niestety nie zostały spełnione.
To czego najbardziej brakuje w najnowszym serialu HBO to atmosfera. Historia pozbawiona jest jakiegokolwiek napięcia, mrocznego, mroźnego klimatu, który był niezbędnym elementem do udramatyzowania tej opowieści. Brakuje werwy, większego impulsu, pod wpływem którego kolejne odcinki śledziłoby się z zapartym tchem. A przez to "Watahę" ogląda się jak zwykły serial obyczajowy z tysiącem odcinków, a nie produkcję na której kolejne epizody nie można się doczekać, której rozwiązanie pragnie się jak najszybciej poznać. To taki rozwodniony polski serial w którym napięcie jest stale budowane, ale nigdy nie osiąga odpowiedniego poziomu, stale jest czymś rozbijane (czy to przesadnie wydłużanymi widokami krajobrazów, czy scenami, które powinny zostać znacznie przycięte). I choć od początku towarzyszy nam tajemnica, choć zdarzają się zwroty akcji, są one podane w tak nieemocjonujący sposób, jakby ich w ogóle nie było. Ostatnie dwa odcinki ogląda się co prawda odrobinę lepiej. Być może dlatego, że to końcówka serialu, a może dlatego, że wyreżyserowała je Kasia Adamik. Niestety całość kończy się właściwie na niczym. Jeśli powstanie następny sezon, będzie o czym opowiadać. Jednak jeśli te sześć odcinków ma być zamkniętą całością, wtedy finał jest bardzo niesatysfakcjonujący.
6/10
To czego najbardziej brakuje w najnowszym serialu HBO to atmosfera. Historia pozbawiona jest jakiegokolwiek napięcia, mrocznego, mroźnego klimatu, który był niezbędnym elementem do udramatyzowania tej opowieści. Brakuje werwy, większego impulsu, pod wpływem którego kolejne odcinki śledziłoby się z zapartym tchem. A przez to "Watahę" ogląda się jak zwykły serial obyczajowy z tysiącem odcinków, a nie produkcję na której kolejne epizody nie można się doczekać, której rozwiązanie pragnie się jak najszybciej poznać. To taki rozwodniony polski serial w którym napięcie jest stale budowane, ale nigdy nie osiąga odpowiedniego poziomu, stale jest czymś rozbijane (czy to przesadnie wydłużanymi widokami krajobrazów, czy scenami, które powinny zostać znacznie przycięte). I choć od początku towarzyszy nam tajemnica, choć zdarzają się zwroty akcji, są one podane w tak nieemocjonujący sposób, jakby ich w ogóle nie było. Ostatnie dwa odcinki ogląda się co prawda odrobinę lepiej. Być może dlatego, że to końcówka serialu, a może dlatego, że wyreżyserowała je Kasia Adamik. Niestety całość kończy się właściwie na niczym. Jeśli powstanie następny sezon, będzie o czym opowiadać. Jednak jeśli te sześć odcinków ma być zamkniętą całością, wtedy finał jest bardzo niesatysfakcjonujący.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz