Wielka Szóstka / Big Hero 6
Co roku na ekranach naszych kin gości przynajmniej kilka filmów animowanych. Od europejskich produkcji dla najmłodszych, które nie grzeszą najlepszą grafiką, po cudeńka tworzone przez największe studia filmowe, z Pixarem na czele. Od kilku dobrych lat, szczególnie w sezonie letnim swoje (coraz dłuższe) kilka minut mają również ekranizacje komiksów. Kiedyś margines produkcji filmowych, kierowany wyłącznie do wąskiego grona odbiorców, teraz posiadający coraz bardziej znaczący udział w corocznych blockbusterach, zgarniających najwięcej zielonych w kasach kin. "Wielka Szóstka" na tym tle jest ciekawym przypadkiem. To takie dwa w jednym, animacja Disneya będąca ekranizacją komiksu Marvela. Film skierowany do młodszej publiczności, radosny, kolorowy, zabawny, ale posiadający klimat filmów o superbohaterach (choć i mocno wyczuwalna jest tu również atmosfera "Pacific Rim"). Nawet typowe dla ekranizacji powieści graficznych cameo twórcy komiksowych postaci czyli Stana Lee, ma tu miejsce.
"Wielka Szóstka" to bardzo przyjemna, pomysłowa, zabawna i ładna animacja. Momentami zaskakująco dokładna w prezentacji filmowego otoczenia, zachwycająca formą, do złudzenia przypominająca rzeczywistość, choć akcja tej opowieści rozgrywa się w fikcyjnym mieście przyszłości San Fransokyo, łączącym w sobie amerykańskie i japońskie stereotypy w bardzo barwnym kolażu. I choć nie jest to żadne arcydzieło animacji, ani nawet najlepszy film roku (tym bez dwóch zdań jest fantastyczne "Lego: Przygoda"), nie zmienia to sytuacji, że to bardzo ładny, zgrabny film, udowadniający, że czasy dominacji Pixara mijają i konkurencyjne studia, w tym jeszcze niedawno zdawać by się mogło zjadający własny ogon Disney, mają coraz więcej do powiedzenia. Tym razem jest to opowieść o potędze wyobraźni i umysłu, pochwale nauki i ciężkiej pracy. Historia o stracie i radzeniu sobie z brakiem bliskiej osoby u boku. O żalu, który z uczucia bezsilności popchnąć może w kierunku zemsty. O potrzebie posiadania przyjaciół, ludzi, którzy poratują nas w trudnych chwilach, dobrym słowem, uściskiem, pomocą.
I jak to zwykle we współczesnych animacjach bywa, seans całkiem kradnie drugoplanowy bohater, robot Baymax. Urokliwy, pocieszny, zabawny, biały balon, robot medyczny, którego podstawowym zadaniem jest dbanie o dobre samopoczucie swojego właściciela. Personalny asystent, który włącza się gdy usłyszy, że komuś coś się stało i będzie działać aż do momentu, gdy nie wypowie się magicznego "Jestem zadowolony z opieki medycznej". Nieporadna, powolna, ale urzekająca kluska z ogromnym sercem, służąca całym sobą dla dobra innych. To jemu ta animacja zawdzięcza większość zabawnych scen (żółwik, ucieczka z wydawać by się mogło opuszczonego magazynu) oraz wzruszeń (powrót z hiperprzestrzeni). Przesympatyczny bohater, który od pierwszego pojawienia się na ekranie zdobywa serca wszystkich widzów, aż chciałoby się jednego mieć na własność.
7/10
"Wielka Szóstka" to bardzo przyjemna, pomysłowa, zabawna i ładna animacja. Momentami zaskakująco dokładna w prezentacji filmowego otoczenia, zachwycająca formą, do złudzenia przypominająca rzeczywistość, choć akcja tej opowieści rozgrywa się w fikcyjnym mieście przyszłości San Fransokyo, łączącym w sobie amerykańskie i japońskie stereotypy w bardzo barwnym kolażu. I choć nie jest to żadne arcydzieło animacji, ani nawet najlepszy film roku (tym bez dwóch zdań jest fantastyczne "Lego: Przygoda"), nie zmienia to sytuacji, że to bardzo ładny, zgrabny film, udowadniający, że czasy dominacji Pixara mijają i konkurencyjne studia, w tym jeszcze niedawno zdawać by się mogło zjadający własny ogon Disney, mają coraz więcej do powiedzenia. Tym razem jest to opowieść o potędze wyobraźni i umysłu, pochwale nauki i ciężkiej pracy. Historia o stracie i radzeniu sobie z brakiem bliskiej osoby u boku. O żalu, który z uczucia bezsilności popchnąć może w kierunku zemsty. O potrzebie posiadania przyjaciół, ludzi, którzy poratują nas w trudnych chwilach, dobrym słowem, uściskiem, pomocą.
I jak to zwykle we współczesnych animacjach bywa, seans całkiem kradnie drugoplanowy bohater, robot Baymax. Urokliwy, pocieszny, zabawny, biały balon, robot medyczny, którego podstawowym zadaniem jest dbanie o dobre samopoczucie swojego właściciela. Personalny asystent, który włącza się gdy usłyszy, że komuś coś się stało i będzie działać aż do momentu, gdy nie wypowie się magicznego "Jestem zadowolony z opieki medycznej". Nieporadna, powolna, ale urzekająca kluska z ogromnym sercem, służąca całym sobą dla dobra innych. To jemu ta animacja zawdzięcza większość zabawnych scen (żółwik, ucieczka z wydawać by się mogło opuszczonego magazynu) oraz wzruszeń (powrót z hiperprzestrzeni). Przesympatyczny bohater, który od pierwszego pojawienia się na ekranie zdobywa serca wszystkich widzów, aż chciałoby się jednego mieć na własność.
7/10
Komentarze
Prześlij komentarz