Serce, Serduszko

Raz na jakiś czas zdarzają się takie filmy, które bardzo ciężko ugryźć, po których człowiek czuje się dziwnie.  Jakby trochę winny tego, że inaczej odbiera daną produkcję niż teoretycznie powinien.  Bo choć dany obraz skrojony jest według miary, która pasować powinna idealnie, ona jakoś nie wiedzieć czemu zupełnie nie leży, nie wygląda, uwiera i męczy.  Z reguły dzieje się tak przy komediach obyczajowych.  Produkcjach będących mieszanką humoru, wzruszenia, gorzko-słodkiego dramatu.  I tak ogląda człowiek taki film, doskonale zdaje sobie sprawę z tego w którym momencie powinien się zaśmiać, na której scenie wzruszyć, a która powinna go skłonić do myślenia, odniesienia ukazanej opowieści do swego życia, doświadczeń z przeszłości.  Wie o tym bardzo dobrze, ale nic a nic go to nie rusza.  Serce z kamienia.

Tak niestety czułem się na najnowszym filmie Jana Jakuba Kolskiego.  Znudzony, zmęczony, nijak nie poruszony tą w założeniu podnoszącą na duchu, choć smutną opowieścią.  Historią małej dziewczynki - Maszenki, która mieszka w domu dziecka gdzieś w niewielkiej miejscowości na południu Polski.  Ojciec pijak, choć z wyższym wykształceniem, załamał się po śmierci żony i najczęściej można go teraz spotkać w lokalnym barze.  Dziewczynka marzy o tym by zostać baletnicą i bardzo chce wziąć udział w konkursie, który odbywa się już za kilka dni na drugim końcu kraju.  Dlatego ucieka z bidula i jedzie do ojca z nadzieją, że ten zawiezie ją na konkurs.  Szybko odnajduje ją nowa pracownica domu dziecka, Kordula, mroczna kobieta w młodym wieku, wyjęta niczym z powieści Stiega Larssona.  Razem wyruszają w drogę na północ by zdążyć spełnić marzenie Maszenki.  Po drodze będą oczywiście mieć niezapowiedziane postoje, poznają nietypowe osoby, przeżyją kilka przygód.  A to odwiedzą księdza, który ma na rękach tatuaże z Matką Boską i prowadzi rapujący videoblog, a to pomogą zwariowanej pani weterynarz odebrać poród krówki, a to powłóczą się po Kazimierzu, popływają rzeczną barką, na której urządzą bitwę tańca. 

"Serce, Serduszko" to więc taki typowy film drogi, osadzony w naszej zwykłej, polskiej rzeczywistości.  Historia dziewczynki, która zaopiekuje się zbuntowaną Kordulą i pomoże jej odzyskać kontakt z dawno niewidzianą matką.  Historia mężczyzny, który wreszcie będzie musiał podnieść się z nałogu by na nowo zostać ojcem dla swojej jedynej pociechy.  Ni to radosna, ni to smutna opowiastka, która ani przesadnie nie zachwyca, ani niczym szczególnym nie grzeszy.  No chyba, że przesłodzonym zakończeniem, które rozpoczyna się od idiotycznej sceny baletu na peronie (chusteczki w ruch), a kończy na przydługiej, kiczowatej piosence-teledysku, w całości zaśpiewanej przez młodą aktorkę.  No ale to przecież takie wzruszające, a ja po prostu nie mam serca.

6/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017