Wróg / Enemy

"Wróg" to bez dwóch zdań jeden z tych filmów, o którym przed seansem lepiej za wiele nie wiedzieć, bo każdy, nawet najmniejszy szczegół ma w nim znaczenie, jest wskazówką do zrozumienia całości.  Obraz ten zaczyna się bardzo intrygująco. Młody nauczyciel historii wiedzie powtarzalne, proste i dość nudne życie wraz ze swoją dziewczyną, która jednak z nim nie mieszka, odwiedza go jedynie co noc w wiadomych celach.  Pewnego razu jego znajomy z pracy poleca mu do obejrzenia film.  Adam, bo tak na imię ma główny bohater, wypożycza płytę DVD w lokalnej wypożyczalni i jeszcze tego samego wieczoru ogląda zaproponowaną produkcję.  W czasie seansu zauważa gdzieś na trzecim planie mężczyznę, który wygląda identycznie jak on sam.  Świadomość istnienia sobowtóra nie daje od tej chwili Adamowi spokoju.  Postanawia więc odszukać identycznego mężczyznę i się z nim spotkać.

Przedziwny to film.  Perfekcyjny od strony technicznej, hipnotyzujący od pierwszej minuty swoim wyglądem i brzmieniem.  Świetne, duszne, żółtawe zdjęcia.  Ujęcia przycięte perfekcyjnie wymierzonym montażem.  Idealnie dopasowana, niepokojąca muzyka.  Wszystkie te elementy cudownie do siebie pasują, wszystkie fantastycznie ze sobą współgrają, na zmianę się uzupełniając, tworząc ponurą, bardzo specyficzną atmosferę.  Mistrzostwo w budowaniu napięcia, które od przedziwnego prologu utrzymuje się na stale wysokim poziomie, męcząc i dręcząc pytaniami o to kim jest drugi, identyczny mężczyzna, jaki będzie efekt spotkania dwóch "klonów", do czego tak naprawdę dąży ta opowieść?  Mistrzostwo w budowaniu pokręconego klimatu, który nie tylko mrozi krew w żyłach w czasie seansu, ale utrzymuje się przez długi czas po opuszczeniu sali kinowej, nie dając o sobie zapomnieć.

"Wróg" kończy się nagle, bardzo gwałtownie, jedną z najbardziej szokujących i zaskakujących scen jakie ostatnimi czasy widziało kino.  Jest ona tak dziwna, że z początku właściwie nie za bardzo wiadomo co z nią zrobić.  Jeden wielki WTF, z którego wydawać by się mogło kompletnie nic nie wynika, który ucina ten obraz w momencie w którym zdawać by się mogło całość dopiero zaczyna nabierać sensu, który pozbawia ten obraz właściwego zakończenia.  Szokująca końcówka o której nie sposób zapomnieć i która przedłuża życie tego filmu o dalsze rozmyślania po zakończonym seansie.  Zmuszając do zastanawiania się nad sensem tej ostatniej sceny, nad sensem całego filmu, który wydawać by się mogło pozostał nierozwiązany.  Zmuszając do szukania porządku, rozwiązania, odpowiedzi, w zaprezentowanym chaosie, fragmentach układanki, które nie trafiły jeszcze na swoje miejsce.

Produkcja Denisa Villeneuve'a wymaga więc albo dokładnej analizy scen zapamiętanych albo powtórnego obejrzenia, by znając już jej cały wygląd, skupić się jedynie na szukaniu odpowiedzi, wyłapać te szczegóły, które za pierwszym razem wydawały się nieistotne, a w istocie są kluczem do rozwiązania całości.  By ujrzeć sens z początku niezauważalny, kryjący się w chaosie zadanym przez makabryczne wizje pająków, jakie nawiedzają głównego bohatera, oraz przez sposób prezentacji tej historii, od strony sugerującej pewne rozwiązanie.  Pytanie tylko czy właściwe?  Być może starające się jedynie utrzymać błędne przeświadczenie, oddalające nas od właściwego rozwiązania, od prawdy z którą skonfrontować muszą się też bohaterowie?  Co jest prawdą a co zwidem, co przenośnią a co rzeczywistym wydarzeniem, kto jest tu prawdziwy, a kto nie?  Chaos w którym samemu trzeba zaprowadzić porządek.  A gdy to się już uda, rozwiązanie okazuje się nad wyraz satysfakcjonujące.

8,5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017