39.FFG / Onirica - Psie pole / Małe stłuczki / Bogowie


Onirica - Psie pole | dramat | Polska | 2013
reż. i scen. Lech Majewski
 (4/10)

To co zaraz napiszę jest oczywiście grubą przesadą, ale tuż po seansie filmu Lecha Majewskiego nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jedne co było warte zobaczenia w "Onirica - psie pole" to... plakat.  Wyjątkowo udany, przyciągający wzrok, zachęcający do seansu.  Jeden z nielicznych polskich posterów, który naprawdę robi wrażenie.  Tajemniczy, intrygujący, wciągający, piękny.  Szkoda, że żadnego z tych przymiotników nie można odnieść do samego filmu.  Ten jest bowiem (drugą) najgorszą produkcją tegorocznego festiwalu w Gdyni.  Gorsi byli już tylko "Sąsiady".  Przerost formy nad treścią, bełkot do granic możliwości, przepełniony symbolizmem z którego nic nie wynika, który dodany jest tu całkiem bez celu.  Zbiór obrazów, które zamiast opowiadać historię (a potencjał na dobrą opowieść tu był i to naprawdę spory), zadowalają się mieszaniem symboli, znaczeń, metafor.  Koszmar, który ciężko wytrzymać, który okrutnie męczy podczas oglądania.

Głównym bohaterem tej produkcji jest młody mężczyzna, który cudem wyszedł z wypadku samochodowego, w którym zginęli jego bliscy.  Cierpi na depresję, nie może odnaleźć się w życiu, nie widzi sensu w tym co się mu przydarzyło, łapczywie poszukuje nadziei, dzięki której mógłby dalej żyć.  Cierpi on, cierpimy i my, oglądając ten przekombinowany wymysł wylewający się z ekranu.  Obrazy przetykane długimi telewizyjnymi migawkami z powodzi na Śląsku i o zgrozo, tragedii w Smoleńsku, włączając w to oczywiście pogrzeb Prezydenta RP na Wawelu.  Bo przecież jak uderzać w podniosłe tony to po całości, jak walić na ekranie tragediami, to czemu by tą pominąć?  Dramat bohatera to przecież zdecydowanie za mało, to zbyt błahy, przyziemny temat by mógł kogokolwiek zainteresować.  Prawda?  Całość przetykana jest okropnymi dialogami, które opisują i przedstawiają wszystko wprost, słowo po słowie mówiąc co stało się z bohaterem, dlaczego znalazł się w takim miejscu swojego życia.  Nie ważne, że nikt na co dzień tak się nie odzywa.


Małe stłuczki | obyczajowy | Polska | 2014
reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb | scen. Ireneusz Grzyb
 (7,5/10)

Jest coś takiego w tym filmie, sam nie wiem dokładnie co.  Sposób realizacji, bohaterowie, podejście do historii tu opowiadanej?  Coś co powoduje, że jest to film prawdziwie urzekający, ujmujący od pierwszych chwil.  Przez cały seans nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nie oglądam polskiej produkcji, tylko amerykańskie kino niezależne i to w bardzo dobrym wydaniu.  „Małe stłuczki” to teoretycznie to taki trochę film o niczym.  Czynią go bohaterowie, ich dziwne pomysły, nietypowe spojrzenie na świat.  Bardzo ciekawy jest tu już sam pomysł wyjściowy, to kim są bohaterowie i co robią na co dzień.  Mamy dwie dziewczyny - Asię i Kasię - które zajmują się likwidacją mieszkań.  Zabierają rzeczy z mieszkań osób, które zmarły, lub odciążają z bambetli tych, którzy mają ich już zbyt wiele i chcą się czegoś pozbyć.  Dziewczyny przeglądają wszystkie przedmioty i zabierają ze sobą te, które ich zdaniem prezentują jakąś wartość, które będzie można jeszcze do czegoś wykorzystać.  Prócz Asi i Kasi jest jeszcze on - Piotr - trzydziestolatek, który pracuje przy pakowaniu pustych pudełek do kartonów, a niedawno rozstał się ze swoją żoną.

"Małe stłuczki" to film bardzo przemyślany, przedyskutowany jeszcze przed faktyczną realizacją.  O tych długich przygotowaniach przed wejściem na plan mówili twórcy w dyskusji zorganizowanej po projekcji.  I to przygotowanie w istocie widać podczas seansu.  Nic w tym filmie nie jest przypadkowe.  Ładne, ciepłe, wyraziste i kolorowe zdjęcia, dodają energii miejscom w którym rozgrywa się ta historia, dodają energii każdej minucie tej produkcji.  Piękne, szczegółowe zdjęcia, pokazują to co jest najistotniejsze, ale w swojej perfekcji ani przez moment nie są zimne, czy chłodne.  Do tego wyjątkowa jest tu ścieżka dźwiękowa, muzyka stworzona przez zespół Enchanted Hunters.  To wszystko tworzy naprawdę przyjemną kompozycję, film optymistyczny, ale lekko melancholijny.  Zbiorowisko małych dziwadełek, odstrzelonych pomysłów i pytań zadawanych przez jedną z bohaterek, pocieszne stwierdzenia przy których nie sposób się nie uśmiechnąć gdy się je słyszy.  "Małe stłuczki" to sympatyczna opowieść o chwilach codzienności w których kryje się magia, ale i o niespełnieniu gdy mimo starań nie udaje się osiągnąć wyśnionych marzeń, uczuć i pragnień.  Film o związkach międzyludzkich, czy to przyjaźni, czy zauroczeniu, czy długoletnim związku, o niezwykłości tego jak powstają i o tym jak łatwo jest je stracić.


Bogowie | biograficzny, dramat | Polska | 2014
reż. Łukasz Palkowski | scen. Krzysztof Rak
 (8/10)

Pierwsze prawdziwe wzruszenie na tegorocznym Festiwalu, pierwszy film, który zaoferował większe emocje.  Dynamiczny, szybki, pełen świeżej energii i niezwykłej werwy.  Obraz bardzo nietypowy jak na film biograficzny, pędzący przed siebie na łeb na szyję, poganiany przez świetnie napisane dialogi (zasłużona nagroda za najlepszy scenariusz), oraz bardzo zgrabnie przemyślaną akcję, niczym wyścig, pęd ku osiągnięciu wymarzonego celu.  I choć w drugiej części całość odrobinę się rozmywa, trochę się gubi, to i tak świetne kino, które ogląda się jednym tchem, z wielką przyjemnością.  Ogromna w tym zasługa rewelacyjnej muzyki.  Podczas seansu przypuszczałem, że musi za nią stać Bartosz Chajdecki, nikt inny nie potrafi tak pisać muzyki do polskich filmów, i faktycznie fantastyczny soundtrack jest jego kompozycją.

Nie lubię takich stwierdzeń jak "rola życia", bo brzmi ono tak jakby aktor osiągnął swoje maksimum, wykorzystał w pełni cały swój potencjał, jakby już nigdy nie mogło mu się udać zagrać roli jeszcze lepszej, jeszcze bardziej doskonałej, jakby osiągnął kres swoich możliwości, po którym będzie prezentować się już tylko gorzej.  Ale nie da się ukryć, że rola Tomasza Kota w filmie Łukasza Palkowskiego jest wybitna i jak dotąd najlepsza w jego karierze.  Kreacja warta każdych nagród (nie tylko tej otrzymanej w Gdyni).  Kot stał się Religą, w tym jak się porusza, jak mówi, jak się zachowuje.  Przejął jego charakter, jego maniery.  Fantastyczna rola, która zadziwia, elektryzuje, która napędza cały film.

Świetne wrażenia z seansu są również wynikiem tego, że "Bogowie" są filmem bardzo jasno wytyczonym, obrazem, który dąży w bardzo konkretnym kierunku.  Bardziej tu o osiągnięcie tego celu chodzi niż o przybliżenie samej postaci.  To dzieje się przy okazji.  Obserwując próby osiągnięcia wyznaczonego celu, poznajemy jednocześnie głównego bohatera.  A tym celem do którego dąży jest przeprowadzenie pierwszej udanej operacji przeszczepu serca.  I poprzez tę misję poznajemy Religę - człowieka żyjącego swoją praca, oddającego się jej w pełni.  Najbardziej zaskakujące w całym tym filmie jest natomiast to, jak zabawny jest to obraz.  W życiu bym się nie spodziewał, że film o takiej tematyce dostarczy tylu szczerych, wielkich wybuchów śmiechu.  Pełno tu ciętych ripost, mnóstwo zabawnych sformułowań, które wywoływały autentyczne salwy śmiechu na festiwalowej widowni.  Za to też ogromny plus.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017