39.FFG / Kebab i Horoskop / Sąsiady / Miasto 44


Kebab i Horoskop | dramat, komedia | Polska | 2014
reż. i scen. Grzegorz Jaroszuk
 (6/10)

Specyficzna opowieść o dwóch oszustach. Pierwszy stracił właśnie pracę w piśmie zoologicznym do którego pisał horoskopy.  Drugi zrezygnował z pracy w malutkiej kebabowni.  Spotykają się całkiem przypadkowo i razem decydują się na pewien przekręt.  Będą udawać speców od marketingu i doradzać pracownikom pewnego zapomnianego przez klientów sklepu z dywanami.

"Kebab i Horoskop" to właściwie taki trochę film o niczym.  Liczy się tu klimat, odrobinę surrealistyczny, pokręcony humor, oraz specyficzni bohaterowie, potłuczeni na swój własny sposób.  Jest jurny dziadek uzależniony od cukru.  Jest dziewczyna, która jak nikt potrafi sprzedać dywan, a której matka postanawia, że wreszcie musi odnaleźć miłość swojego życia.  Jest bojący się prądu elektryk, którego żona obsesyjnie interesuje się piłką nożną, by zrobić mu przyjemność.  Jest kasjerka, która w domu zachowuje się jak hipiska, otwarcie przyznaje, że całym jej życiem jest Internet.  Jest wreszcie jedyny nieprzydatny pracownik - fan złotych rybek.  Odstrzelone towarzystwo, obowiązkowy element tego typu kina.

Przed pracownikami sklepu postawione zostają trzy zadania, i w ten sposób film ten dzieli się na trzy części.  "Kebab i Horoskop" podobnie jak "Małe stłuczki' wyjątkowo mocno zalatuje amerykańskim kinem niezależnym.  To taki zbiór przyjemnych scenek kręcących się wokół jednego tematu i kilku postaci.  Takie niby nic.  Niewiele się tu dzieje, całość chwilami się trochę dłuży, choć jest raczej krótka.  Nie ma co prawda takiej energii i tak pozytywnego wydźwięku jak świetne "Małe stłuczki", ale to przyjemne kino, które dobrze się ogląda.


Sąsiady | obyczajowy | Polska | 2014
reż. i scen. Grzegorz Królikiewicz
 (3/10)

W sobotnie popołudnie w jednej z sal gdyńskiego Multikina rozpoczął się jeden z ostatnich seansów "Sąsiadów".  Pamiętam, że po kilku pierwszych minutach pomyślałem sobie, oj będzie ciężko.  A było znacznie gorzej.  Bardzo rzadko miewam ochotę opuszczenia sali kinowej przed napisami końcowymi, nigdy tego jeszcze nie zrobiłem, ale tym razem byłem tego bardzo bliski. "Sąsiady" okazali się bowiem najgorszym filmem biorącym udział w konkursie głównym tegorocznego Festiwalu.  Filmem podczas którego widzowie tłumnie opuszczali salę kinową.  I choć z opisu produkcja ta zapowiadała się interesująco, okazała się męczarnią, którą ciężko było przetrwać.

Teoretycznie "Sąsiady" są spojrzeniem na mieszkańców pewnej strasznie zaniedbanej kamienicy.  Czas nie jest w tej opowieści ważny, dzieje się ona gdzieś pomiędzy połową lat czterdziestych, a współczesnością.  Gdzieś pomiędzy tam i teraz.  To zbiór oddzielnych historyjek o różnych osobach, choć niektóre postaci pojawiają się w kilku segmentach.  W teorii brzmi to obiecująco, w praktyce powstał gniot, obraz absurdalnie idiotyczny, bezsensowny i bzdurny.  Brud, syf, ubóstwo, ciemność, głupota i dziwy.  Paranoiczne pomysły na kolejne segmenty filmu, które przekrzykują się między sobą nic składnego nie tworząc, o niczym nie mówiąc.  Niektóre części są za długie, inne znów za krótkie, wszystkie za to równie bezsensowne i udziwnione na siłę.  Ani to ładne, ani ciekawe.  Koszmar, który ciągnie się w nieskończoność, z którego chce się jak najszybciej uciec.


Miasto 44 | dramat, wojenny | Polska | 2014
reż. i scen. Jan Komasa
 (7,5/10)

Rewelacyjny film.  Fantastyczna produkcja, gdyby nie trzy sceny, które w ogóle do niej nie pasują, zdają się być wciśnięte całkiem na siłę.  Zachcianka młodego reżysera, zwykłe efekciarstwo, fascynacja rozbuchanymi widowiskami z dalekiej Ameryki.  Efektowna pokazówka, w oderwaniu od filmu co prawda ładna i dopracowana, ale ani trochę tu nie pasująca.  Trzy sceny powodujące mega zgrzyt.  Wielka szkoda, że w takiej formie znalazły się w tej produkcji, bo choć trwają może ze trzy minuty, kładą się cieniem na całym ponad dwugodzinnym seansie.  Wybijają z rytmu, odrzucają na kilometr.  Te trzy dziwaczne momenty to: pocałunek pod ostrzałem, miłość w rytmie dubstepu i najmniej problematyczny ze wszystkich bieg przez cmentarz.  Wszystkie nakręcone w slow-motion.

Jednak mimo tych trzech scen, udał się Komasie ten film.  Chwyta za gardło, mrozi krew w żyłach, przeraża, emocjonuje, wzrusza.  Wali obuchem w łeb, nie patyczkuje się.  Gdy rozpoczyna się Powstanie wrzuca niewinnych bohaterów, właściwie jeszcze dzieci, w sam środek piekła.  Nie ma litości dla nikogo.  Ludzie giną, krew bryzga na lewo i prawo, części ciał latają w powietrzu.  Masakra i śmierć stają się stałym towarzyszem bohaterów, ale choć tak częste szokują niezmiennie.  Chaos, przerażenie, strach i rozpacz.  Mnóstwo ekstremalnych emocji, które są obecne w trakcie seansu.  Na każdym kroku widać ogromny budżet tej produkcji, widać wieloletnie przygotowania, świetną realizację.  Rozmach inscenizacyjny, wielkość scenografii.  Komasa poszedł na całość, a jego produkcja onieśmiela wielkością.  Efekty specjalne są tu perfekcyjne (zasłużone wyróżnienie).  "Miasto 44" jest w pewnym sensie takim polskim blockbusterem, filmem zrealizowanym na amerykańską modłę, ale co ważne nie naśladującym tamtych wysokobudżetowych produkcji nieudolnie.  Korzysta z samego wzorca, sprawdzonych zasad, wykorzystuje je by w ten nowoczesny sposób opowiadać trudną historię.

Ciężko się wraca po obejrzeniu "Miasta 44" do zwykłej rzeczywistości, do świata codziennego.  Nie sposób ot tak wyjść z sali i wkroczyć do własnego tu i teraz.  Potrzeba odrobiny czasu, potrzeba chwili odczekania na napisach końcowych.  Chwili, by się wybudzić, otrząsnąć z obrazów, które się ujrzało.  Komasa stawia w swoim filmie przede wszystkim na emocje, na przeżycie i tym wygrywa, bo seans jego filmu pozostawia w nas ślad, robi wrażenie.  A o to przecież przede wszystkim chodzi, bo kino to emocje.  Szkoda tych trzech scen w slow-motion.  Gdyby nie one otrzymalibyśmy perfekcyjny film, bez większych wad, a tak jest na co kręcić nosem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017