Boyhood
Niezwykły filmowy eksperyment. Jedyny w swoim rodzaju, niesamowicie ambitny projekt. Film realizowany z przerwami przez ostatnie dwanaście lat, ukazujący proces dorastania pewnego chłopca, od momentu gdy kończy pięć lat, aż do chwili gdy osiągnie pełnoletność i pojedzie do College’u. Co ciekawsze, ten zapis przemiany od dziecka do nastolatka dotyczy również córki reżysera, która gra tutaj siostrę głównego bohatera. I tak oto filmowy zapis dojrzewania staje się również dokumentem, pamiątką dla samego twórcy. Portret życia, obserwacja zmieniających się czasów, obserwacja codzienności, w jej niezwykłych momentach trwających zaledwie chwile, oraz banalnych szarościach wypełniających pozostałe fragmenty życia. Niby nic wielkiego, ale przez sposób w jaki zrealizowana została ta produkcja, ukazujący autentyczny upływ czasu, seans okazuje się być całkiem fascynującym doświadczeniem. Zmieniająca się rzeczywistość portretowana jest tutaj poprzez muzykę lecącą akurat w radio (największe hity kolejnych lat), poprzez zmieniające się ubrania i fryzury, oraz urządzenia ulegające coraz poważniejszej miniaturyzacji. Wszystko to co otacza bohaterów się zmienia. I nie jest to zasługą dekoracji czy charakteryzacji. Upływ czasu jest realny, a kamera rejestruje jedynie prawdziwe zmiany jakie zachodzą w świecie w jakim żyją bohaterowie. Niezwykłe, że mimo tak długiego okresu produkcji, projekt ten stanowi jedną całość, że od początku do samego końca utrzymuje charakterystyczny dla siebie klimat, że opowieść ta nie rozjeżdża się w różnych kierunkach, tylko tworzy konkretną, zwartą historię. Ogromne brawa za odważny pomysł, oraz wytrwałość w jego realizacji.
Pomijając jednak te dwanaście lat w realizacji, pojawia się pewne dość istotne pytanie. Na ile ten film jest niezwykły właśnie ze względu na wyróżniający go pomysł rejestracji rzeczywistego upływu życia, a na ile broni się poprzez historię jaką opowiada? W oderwaniu od sposobu wykonania "Boyhood" okazuje się być dość zwyczajną historią, obrazem wycinku z życia pewnego chłopaka, którego życie zmienia się z roku na rok. Widzimy jego nadzieje, marzenia, pierwsze rozczarowania i oczarowania, pierwsze miłości i rozstania. Obraz zwykłego, przeciętnego chłopaka, jednego z wielu. Obserwacja jego młodości oraz spojrzenie na tych, którzy go otaczają. Matka, która stara się związać koniec z końcem i zagwarantować swoim dzieciom lepszą przyszłość. Starsza siostra głównego bohatera, która przez wiele lat drze z nim koty. Ojciec, którego bohater widuje średnio raz na dwa tygodnie, bo już z nimi nie mieszka, gdyż rodzice chłopaka rozeszli się gdy ten był jeszcze bardzo mały. Spokojna, niespieszna obserwacja, chwilami przesadnie wydłużona i zbyt zwalniająca tempo. Niby nic szczególnego, choć im dłużej przygląda się losom bohaterów, im dłużej się z nimi przebywa, tym film ten coraz mocniej wciąga, tym coraz lepszy się zdaje. Choć mógłby być odrobinę krótszy, choć mógłby chwilami być bardziej dynamiczny, to dobrze śledzi się tę drogę jaką pokonuje bohater ku dorosłości. Warto zobaczyć więc "Boyhood" bo takiego filmu jeszcze nie było, choć nie przesadzałbym z pochwałami. To po prostu niezwykły projekt będący "tylko" dobrym filmem.
7/10
Pomijając jednak te dwanaście lat w realizacji, pojawia się pewne dość istotne pytanie. Na ile ten film jest niezwykły właśnie ze względu na wyróżniający go pomysł rejestracji rzeczywistego upływu życia, a na ile broni się poprzez historię jaką opowiada? W oderwaniu od sposobu wykonania "Boyhood" okazuje się być dość zwyczajną historią, obrazem wycinku z życia pewnego chłopaka, którego życie zmienia się z roku na rok. Widzimy jego nadzieje, marzenia, pierwsze rozczarowania i oczarowania, pierwsze miłości i rozstania. Obraz zwykłego, przeciętnego chłopaka, jednego z wielu. Obserwacja jego młodości oraz spojrzenie na tych, którzy go otaczają. Matka, która stara się związać koniec z końcem i zagwarantować swoim dzieciom lepszą przyszłość. Starsza siostra głównego bohatera, która przez wiele lat drze z nim koty. Ojciec, którego bohater widuje średnio raz na dwa tygodnie, bo już z nimi nie mieszka, gdyż rodzice chłopaka rozeszli się gdy ten był jeszcze bardzo mały. Spokojna, niespieszna obserwacja, chwilami przesadnie wydłużona i zbyt zwalniająca tempo. Niby nic szczególnego, choć im dłużej przygląda się losom bohaterów, im dłużej się z nimi przebywa, tym film ten coraz mocniej wciąga, tym coraz lepszy się zdaje. Choć mógłby być odrobinę krótszy, choć mógłby chwilami być bardziej dynamiczny, to dobrze śledzi się tę drogę jaką pokonuje bohater ku dorosłości. Warto zobaczyć więc "Boyhood" bo takiego filmu jeszcze nie było, choć nie przesadzałbym z pochwałami. To po prostu niezwykły projekt będący "tylko" dobrym filmem.
7/10
Komentarze
Prześlij komentarz