Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2014

Szefowie wrogowie 2 / Horrible Bosses 2

Komedia to chyba najtrudniejszy gatunek ze wszystkich.  Wielką sztuką jest nakręcić film, który byłby zabójczo zabawny, a jednocześnie niegłupi.  Oczywiście by rozśmieszyć najłatwiej jest zejść poniżej pasa, rzucić tortem w twarz, rozmowy wypełnić seksualnymi aluzjami, żartami wyśmiewającymi pochodzenie rasowe, orientację seksualną, wykonywaną profesję.  Sklecić całość z luźnych scenek, gagów rozwijających się wokół jakiegoś jednego tematu, zwulgaryzować każdą scenę do granic możliwości i mieć nadzieję, że coś z tego wyjdzie.  Problem współczesnych amerykańskich komedii, których udanych reprezentantów można zliczyć na palcach jednej ręki.  "Szefowie wrogowie 2" niestety nie są wyjątkiem, nie wyróżniają się na tle marnej konkurencji.  To nudna komedia, która wykorzystuje humor najniższych lotów, opowiadając dalszą część idiotycznej historii trzech facetów, którzy pozbyli się swoich szefów.  Można ją obejrzeć, nie jest to co prawda najgorszy reprezentant...

Zrywa się wiatr / Kaze tachinu

Ostatni film Hayao Miyazakiego, który przeszedł na artystyczną emeryturę, oraz (podobno) jeden z ostatnich filmów studia Ghibli w takim kształcie - klasycznej, płaskiej, szlachetnej animacji.  Dla kontrastu mój pierwszy film studia Ghibli oglądany w kinie, na wielkim ekranie.  Dotychczas bowiem animacje Miyazakiego widywałem tylko na małym ekranie, na którym jednak również robiły ogromne wrażenie.  Byłaby wielka szkoda gdyby "Zrywa się wiatr" okazał się być ostatnim filmem wielkiego twórcy, jak również, gdyby miał to być ostatni film studia w takiej formie.  W tej odręcznej kresce jest bowiem dusza, niezwykły, niepowtarzalny klimat.  Nie tylko dla mnie był to pierwszy seans z Miyazakim w kinie, również dla kilkorga rodziców, którzy do kina przyszli ze swoimi kilkuletnimi pociechami, dziećmi w wieku jeszcze nawet nie szkolnym.  Pociesznie się patrzyło wpierw na zaskoczenie, że animacja jest z napisami a nie z dubbingiem, oraz późniejsze próby tłumaczenie na ...

Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1 / The Hunger Games: Mockingjay Part 1

Strasznie denerwująca jest ta obecna moda na dzielenie ostatnich części trylogii na dwa oddzielne filmy.  Zwykły skok na kasę, który z poszczególnych tomów powieści tworzy odcinki serialu, bez wyraźnego początku, bez konkretnego zakończenia, bo to nadejdzie dopiero w kolejnej produkcji z cyklu.  Skok na kasę, który pozwala producentom podwójnie zarobić.  Tak było w przypadku "Harry’ego Pottera", tak zrobiono z sagą "Zmierzch", teraz cierpią również na tym "Igrzyska śmierci".  Teoretycznie decyzja o podziale książki na dwie osobne produkcje daje twórcom większą swobodę, szansę na ukazanie całej historii zawartej w materiale źródłowym.  Zamiast dwóch godzin dysponują aż czterema, więc i cięcia w materiale nie muszą być tak drastyczne.  Z drugiej jednak strony rozciągając relatywnie krótką powieść na przesadnie długi metraż, mogą zbyt mocno trzymać się materiału źródłowego, zapominając, że tworzą jednak film, w którym książkowe dłużyzny są raczej niemile widz...

Interstellar - po drugim seansie

Obraz
whatever can happen, will happen Rzadko kiedy oglądam filmy po raz drugi.  Najczęściej nie mam po prostu na to czasu.  Poza tym mając do wyboru seans powtórkowy, lub doświadczenie nowej opowieści, zdecydowanie bardziej wolę to drugie.  Ciągle tworzące się zaległości również motywują do oglądania nowego, a nie przypominania sobie tylko tego co się już raz widziało, jakkolwiek perfekcyjne by to nie było.  Dotychczas tylko trzy filmy widziałem w kinie dwukrotnie.  "Wojnę światów", "Imagine" i "Incepcję".  Teraz do tego grona dołącza również "Interstellar".  Choć tuz po seansie nie bylem przekonany czy tak się stanie.  Najnowszy obraz Nolana podobał mi się ale odczuwałem po nim pewnego rodzaju niedosyt, w pewnym sensie nawet rozczarowanie (m.in. przez szczęśliwe zakończenie, które jednak wcale takie szczęśliwe nie jest).  Nie podejrzewałem też ze zostanie ze mną na dłużej.  Kolejne dni pokazały jednak, że historia miłości ojca do córki,...

Furia / Fury

"Furia" okazała się być jednym z najtrudniejszych filmów jakie miałem okazję obejrzeć w tym roku w kinie.  Filmem ukazującym piekło wojny w niezwykle mocny, wstrząsający  sposób.  Obrazem wyzbytym z patosu, filmowego bohaterstwa, przesadnych uproszczeń i upiększeń.  Bez ogródek ukazującym horror Drugiej Wojny Światowej.  Już w ciągu pierwszego kwadransa reżyser szokuje takimi obrazami jak oderwany kawałek ludzkiej twarzy, setki trupów spychanych do rowu przez spycharkę, ciała przejeżdżane na miazgę przez gąsienice czołgów.  A później bywa jeszcze brutalniej.  Jednak nie ma się co dziwić, w końcu to film o wojnie.  Dziwnym byłoby gdyby oszczędzono nam takich obrazów.  W "Furii" horror wojny ukazany został w bardzo bezpośredni sposób.  Doświadczamy go niejako oczami młodego chłopaka, który przypadkiem trafia na front i przydzielony zostaje do czołgu dowodzonego przez Dona "Wardaddy" Colliera, granego przez Brada Pitta.  Chłopak był ...

Mapy Gwiazd / Maps to the Stars

Mam problem z kilkoma uznanymi reżyserami.  Ścisła czołówka światowego kina.  Nazwiska, które znają chyba wszyscy, nawet  Ci, którzy nie siedzą na okrągło w kinie.  Twórcy, którzy znacząco przysłużyli się dla dobra kinematografii, których produkcje przeszły do historii, i wymieniane są wśród tych najlepszych, najbardziej znaczących, wartościowych.  Jednym z takich twórców jest David Cronenberg, reżyser "Muchy", "Wideodromu", "eXistenZ", czy niedawnego "Cosmopolis".  Reżyser, którego filmów nie jestem w stanie polubić, które w ogóle do mnie nie przemawiają, z którymi mam ogromny problem.  I choć próbowałem już wielokrotnie, nadal nie mogę się przekonać.  Kolejną próbą były "Mapy Gwiazd".  Próbą znów nieudaną. Nie wiem z czego to wynika.  Czy z materiału źródłowego - ostatnie filmy Kanadyjczyka powstawały na podstawie powieści, co by nie mówić dość specyficznych.  A może ze sposobu realizacji tych produkcji, w których wszystko jest ...

Gość / The Guest

Pewnego dnia do drzwi domu rodziny Petersonów puka przystojny, młody mężczyzna.  Przedstawia się jako David, bardzo bliski przyjaciel syna Petersonów, który niedawno zginął służąc w wojsku.  David przybył do rodziny, by spełnić ostatnie życzenie umierającego.  Zobaczyć jak radzą sobie jego bliscy i przekazać im, że bardzo ich kochał.  Z początku David zamierza zostać tylko na chwilę, wypełnić wolę zmarłego i jechać dalej, ale rodzina zatrzymuje go na dłużej.  Z uwagi na swego zmarłego syna Petersonowie chcą poznać go bliżej.  W tym samym czasie w miasteczku  w dziwnych okolicznościach zaczynają ginąć ludzie.  Brzmi znajomo?  Nawet bardzo.  Na myśl nasuwa się sporo filmów, chociażby niedawny "Stoker", choć podobny jest tylko punkt wyjścia, bo "Gość" to film z zupełnie innego gatunku, z całkiem odmiennej stylistyki.  "Gość" to taki dobry-zły film.  Obraz przepełniony klimatem kina lat 80.  Elektroniczna muzyka, odrobinę gr...

Rogi / Horns

Daniel Radcliffe od  kilku lat robi wszystko byleby tylko widzowie przestali kojarzyć go z postacią, w którą wcielał się przez dobre dziesięć lat swojej młodości, byleby tylko wreszcie odkleiła się od niego łatka czarodzieja, chłopca z błyskawicą na czole.  I jak na razie wychodzi mu to całkiem dobrze, bo co rusz wybiera coraz bardziej ekstremalne role do zagrania, coraz mocniej kontrastujące postaci do tej najbardziej z nim kojarzonej.  Było już przedstawienie teatralne o chłopaku, który kocha konie, a na scenie pojawia się w całkowitym negliżu.  Był klasyczny horror z duchami i lekka komedia romantyczna.  Teraz przyszedł czas na diabła.  No może nie do końca, bardziej chłopaka z wyrastającymi z czoła rogami, który ma kontrolę nad wężami. Radcliffe wciela się w tej produkcji w Iga, chłopaka, który zostaje oskarżony o zabójstwo swojej dziewczyny.  Całe miasteczko w jednej chwili sprzysięga się przeciwko niemu, widząc w nim zło wcielone.  I które...

Interstellar

"Interstellar" niestety nie jest najlepszym filmem Christophera Nolana.  Tymi nadal pozostają "Mroczny rycerz" i "Incepcja".  Ale bez wątpienia to najodważniejszy, najbardziej ambitny i ryzykowny ze wszystkich jego dotychczasowych projektów.  Produkcja w której próbuje zmierzyć się z ostatecznym i doskonałym.  Z tym pierwszym konfrontuje się poprzez fabułę, wysyłając bohaterów swojej produkcji w najdalsze zakątki wszechświata, pytając o sens istnienia, wartość życia i siły jakie nami kierują.  Z tym drugim zderza się wielokrotnie nawiązując do arcydzieła kinematografii jakim jest "2001. Odyseja kosmiczna" Stanleya Kubricka, tworząc własną impresję na temat tamtego wielkiego filmu, w poszczególnych scenach, w niektórych wątkach, czy nawet poprzez niektóre postaci.  Jednocześnie opowiada swoją własną, przedziwną, przepełnioną śmiałymi pomysłami historię.  I dlatego "Interstellar" jest filmem, który wymaga przetrawienia, dłuższego przemyśl...

Brud / Filth

Zwiastun tego filmu zapowiadał trochę inny obraz, obiecywał odrobinę inną historię.  Można by się po nim spodziewać produkcji opowiadającej o facecie bez żadnych zahamowań, stróżu prawa, który używa na całego.  Chleje, ćpa i pieprzy się ze wszystkim co się rusza.  Leci po bandzie nie zważając na konsekwencje swoich czynów.  Okazuje się jednak, że to tylko fasada, zasłona dymna, bo "Brud" jest filmem o wyrzutach sumienia, które nie dają spokojnie żyć.  To obraz mówiący o poczuciu winy i stracie z którą nie sposób się pogodzić, która ciąży każdego dnia coraz bardziej. "Brud" jest sprawdzianem aktorskim dla Jamesa McAvoya (z którego wyszedł bardzo obronną ręką) oraz sprawdzianem wytrzymałości dla wszystkich jego fanów, bo jego rola jest tak obrzydliwa, odpychająca, że trudno znieść jego obecność.  McAvoy gra tutaj szkockiego policjanta, który ma szansę na awans i zrobi wszystko by go zdobyć.  Rzuca kłody pod nogi swoim konkurentom, podrzuca świnie, napu...