Planeta Singli
Bardzo pozytywne zaskoczenie. Polska komedia romantyczna, która nie jest żenująca, głupia ani nudna. Przyjemny, zabawny i momentami nawet całkiem wzruszający film. "Planeta Singli" to takie "Listy do M." (ale część pierwsza, nie okropny sequel z zeszłego roku), z mniejszą liczbą bohaterów, bez świąt Bożego Narodzenia i z innym tematem przewodnim jakim jest tutaj randkowanie przez sieć. Porównanie do "Listów do M." jest tym bardziej na miejscu bo oba filmy reżyserował Mitja Okorn. I po seansach tych produkcji można dojść do wniosku, że jeśli już ktoś w Polsce ma kręcić komedie, to powinien to robić właśnie Mitja. Potrafi on bardzo gładko połączyć humor ze wzruszeniem, opowiedzieć niby zwykłą ale ciekawą historię, przy tym unikając poczucia żenady, ostentacyjnego bazowania na znanych schematach. Jego filmy są lekkie, przyjemne, łatwe ale nie głupie. Czyli takie jakie powinny być komedie (romantyczne). I oczywiście choć nie prezentują one nie wiadomo jak wysokiego poziomu, na tle naprawdę marnej konkurencji, wypadają nad wyraz dobrze.
To zaskakujące, że film nad którego scenariuszem pracowało aż pięć osób jest całkiem spójny. Po takiej ilości zaangażowanych w tworzenie skryptu spodziewać by się można było nieskładnej papki splecionej z przeciwstawnych pomysłów. A "Planeta Singli" co ciekawe opowiada bardzo zgrabną historyjkę miłosną. To opowieść o Ani, dobiegającej do trzydziestki nauczycielki muzyki w szkole podstawowej, oraz Tomka, który jest showmenem, prowadzącym w telewizji program rozrywkowy nabijający się z relacji damsko-męskich. Tak się składa, że po przypadkowym spotkaniu zaczynają oni ze sobą współpracować. Ona chodzi na randki, a później razem tworzą skecze z tych spotkań, by w przerysowanej formie nadały się do telewizji. Jest więc wątek romantyczny, jest sporo zabawnych scenek z nieudanych randek, które zrozumie każdy kto choć przez chwilę bawił się w randkowanie przez sieć. A na drugim planie mamy lekko zarysowany wątek matki głównej bohaterki, której życie straciło sens po śmierci męża, oraz wątek przyjaciółki bohaterki i jej męża, którzy przypadkiem wplątują się w aplikację do randkowania. Dodatkowy przyczynek do zabawnych sytuacji, ale i obserwacji związków już trwających jakiś czas.
To co najważniejsze w "Planecie Singli" to to, że film ten nie traktuje swego widza jak idioty. Oczywiście prezentuje wygładzoną wersję rzeczywistości, ale przemyca przy tym całkiem sporo celnych obserwacji na temat randek, poznawania nowych osób, współczesnego życia w sieci, związków jako takich. Upiększa ten świat ale nie przesadnie dzięki czemu nie ma problemu by uwierzyć w przedstawiane tu sytuacje, czy bohaterów. Ci są również niewątpliwą zaletą tej produkcji. Prości, ale konkretnie zarysowani, swobodnie ale zdecydowanie zagrani przez aktorów, Macieja Stuhra, Agnieszkę Więdłochę, i pozostałych. Szybko można się do nich przywiązać, kibicując im w dalszej drodze. I choć pierwsze piętnaście minut z tym filmem jest dość kłopotliwe, trochę ciężko wejść w ten świat, tak od momentu, gdy bohaterowie zaczynają współpracować, całość zaczyna działać i wciąga coraz bardziej. W sumie ma niezłe tempo, przyjemny soundtrack, dobrze przeplecione akcenty humorystyczne z tymi bardziej dramatycznymi, a i odrobinę za bardzo przesłodzone zakończenie da się przeżyć. Naprawdę udany seans, na Walentynki jak znalazł.
7.5/10
To zaskakujące, że film nad którego scenariuszem pracowało aż pięć osób jest całkiem spójny. Po takiej ilości zaangażowanych w tworzenie skryptu spodziewać by się można było nieskładnej papki splecionej z przeciwstawnych pomysłów. A "Planeta Singli" co ciekawe opowiada bardzo zgrabną historyjkę miłosną. To opowieść o Ani, dobiegającej do trzydziestki nauczycielki muzyki w szkole podstawowej, oraz Tomka, który jest showmenem, prowadzącym w telewizji program rozrywkowy nabijający się z relacji damsko-męskich. Tak się składa, że po przypadkowym spotkaniu zaczynają oni ze sobą współpracować. Ona chodzi na randki, a później razem tworzą skecze z tych spotkań, by w przerysowanej formie nadały się do telewizji. Jest więc wątek romantyczny, jest sporo zabawnych scenek z nieudanych randek, które zrozumie każdy kto choć przez chwilę bawił się w randkowanie przez sieć. A na drugim planie mamy lekko zarysowany wątek matki głównej bohaterki, której życie straciło sens po śmierci męża, oraz wątek przyjaciółki bohaterki i jej męża, którzy przypadkiem wplątują się w aplikację do randkowania. Dodatkowy przyczynek do zabawnych sytuacji, ale i obserwacji związków już trwających jakiś czas.
To co najważniejsze w "Planecie Singli" to to, że film ten nie traktuje swego widza jak idioty. Oczywiście prezentuje wygładzoną wersję rzeczywistości, ale przemyca przy tym całkiem sporo celnych obserwacji na temat randek, poznawania nowych osób, współczesnego życia w sieci, związków jako takich. Upiększa ten świat ale nie przesadnie dzięki czemu nie ma problemu by uwierzyć w przedstawiane tu sytuacje, czy bohaterów. Ci są również niewątpliwą zaletą tej produkcji. Prości, ale konkretnie zarysowani, swobodnie ale zdecydowanie zagrani przez aktorów, Macieja Stuhra, Agnieszkę Więdłochę, i pozostałych. Szybko można się do nich przywiązać, kibicując im w dalszej drodze. I choć pierwsze piętnaście minut z tym filmem jest dość kłopotliwe, trochę ciężko wejść w ten świat, tak od momentu, gdy bohaterowie zaczynają współpracować, całość zaczyna działać i wciąga coraz bardziej. W sumie ma niezłe tempo, przyjemny soundtrack, dobrze przeplecione akcenty humorystyczne z tymi bardziej dramatycznymi, a i odrobinę za bardzo przesłodzone zakończenie da się przeżyć. Naprawdę udany seans, na Walentynki jak znalazł.
7.5/10
Komentarze
Prześlij komentarz