Deadpool

Ryan Reynolds ma już pewne doświadczenie w graniu postaci superbohaterów.  Kilka lat temu wcielił się bowiem w postać Green Lantern.  Film zebrał jednak niepochlebne recenzje (oględnie powiedziawszy) i całkiem zatonął w amerykańskim box-office.  W pamięci po nim pozostał jedynie zielony, animowany kostium bohatera i uczucie strasznie zmarnowanego materiału.  Zielona Latarnia nie był jednak jedynym bohaterem z komiksu, w jakiego wcielał się Reynolds.  Wcześniej pojawił się na drugim planie w jednym z origins X-Menów, grając tam... Deadpoola.  Tamta rola (oraz sama filmowa postać) spotkała się z wielką krytyką ze strony fanów.  Od tamtego czasu Reynolds, a jest to już siedem lat, bardzo lobbował za tym aby Deadpool jeszcze raz pojawił się na srebrnym ekranie.  Tym razem jednak w swoim własnym filmie.  Hollywood musiało jednak do tego dojrzeć.  Filmy takie jak "Kick-Ass" musiały odnieść kasowy sukces, by wreszcie ten niepokorny komiksowy bohater otrzymał film na który zasługuje.  I dobrze stwierdzić, że druga szansa na ekranowe życie tej postaci została w pełni wykorzystana, bo Deadpool to naprawdę udany blockbuster, całkiem wyróżniający się na tle silnej konkurencji.

Patrząc jednak na samą fabułę tego filmu, nie jest on niczym niezwykłym czy zaskakującym.  To w sumie bardzo skromna, prosta origin story (odrobinę zamieszana przez zaburzoną chronologię wydarzeń), która po przedstawieniu przeszłości bohatera, drogi jaką przechodzi aż do stania się antybohaterem, kończy się sporą nawalanką, w której główny przeciwnik musi zostać pokonany.  Coś co widzieliśmy już wiele razy i co samo w sobie jest już nudnym schematem.  Dodatkowo jeszcze tutaj, sama stawka o jaką toczy się cała awantura jest naprawdę niewielka.  "Deadpoola" wyróżniają jednak trzy sprawy.  Po pierwsze jest to produkcja, która jak na amerykańskie standardy kina rozrywkowego nie boi się brutalności, graficznej przemocy, oraz odrobiny nagości.  Przeklina się tu non-stop, przeciwnicy są masakrowani na krwawą papkę, odcięte głowy latają dookoła niczym piłki.  "Deadpool" to film, który się nie patyczkuje i w pełni korzysta ze kategorii wiekowej R.  Po drugie jego bohaterem tak naprawdę nie jest nikt "dobry".  Wade Wilson to były żołnierz, który dla pieniędzy rozprawia się z innym zwyrolami.  W wyniku pewnego eksperymentu zyskuje nadludzkie zdolności do regeneracji własnego ciała.  Nie ma potrzeby ratowania świata, nie chce pomagać słabszym, nie postępuje honorowo jak inny superbohaterowie.  To przestępca, który tak się składa ma bardzo cięty język, wyraziste poczucie humoru i swoją bezpośredniością potrafi być nad wyraz czarujący. Rzuca żartami na lewo i prawo, celnie podsumowując niektóre sytuacje.  Stąd i sam film bywa wulgarny, ale i momentami zabójczo zabawny, przez co ogląda się go bardziej jak komedię, która rozbraja swoim poczuciem humoru.

I po trzecie, co czyni ten film innym od konkurencji: "Deadpool" jest samoświadomy swego istnienia w naszej rzeczywistości.  Wielokrotnie przełamywana jest tu czwarta ściana (w pewnej scenie nawet podwójnie), bohater zwraca się z ekranu do widzów, komentując to co się właśnie dzieje, odwołując się do popkultury.  Stąd żarty z "Green Lantern", z 20th Century Fox, które wyprodukowało ten film, z innych ekranizacji komiksów, z samego Ryana Reynoldsa.  Deadpool spoileruje inne filmy (na przykład „127 godzin”), komentuje niezbyt wielki budżet własnego filmu, oraz żartuje z X-Menów, a także aktorów, którzy się w nich wcielają.  Żarty rozpoczynają się już od napisów początkowych, które nikogo nie wymieniają z imienia i z nazwiska, zamiast tego korzystają z ksywek nadanych im przez Deadpoola.  To wszystko razem wzięte powoduje, że choć produkcja ta u swych podstaw nie jest niczym niezwykłym, ogląda się ją nadzwyczaj dobrze.  To zabawny, pomysłowy, całkiem brutalny ale emocjonujący seans.  Może nie tak rewolucyjny i odważny za jaki się ma, ale udany.  Większy fun, niż na przykład "Strażnicy galaktyki".

7/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017