Slow West
Kino amerykańskie ostatnio coś chętnie powraca do czasów Dzikiego Zachodu, ożywiając ten odrobinę zapomniany gatunek jakim jest western. Filmów prezentujących opowieści z tego typu kręgu było ostatnio całkiem sporo, żeby tylko wspomnieć o "Prawdziwym męstwie", "Django", czy "Eskorcie". Teraz do tego grona dołącza jeszcze "Slow West", choć z tych wszystkich jest najbardziej specyficzny. Spokojny, skromny, chwilami absurdalny film drogi, który tworzą występy Michaela Fassbendera i młodego Kodi Smit-McPhee. Rzecz dzieje się dawno, dawno temu, dokładnie rzecz biorąc w roku 1870. Młody Jay kocha dziewczynę o imieniu Rose. W ślad za nią rusza z zimnej Szkocji na amerykański Dziki Zachód. Tam samotnie przemierza prerie, w poszukiwaniu dziewczyny. Pewnego dnia trafia na zawadiakę, mężczyznę wyjętego spod prawa, który decyduje się pomóc chłopakowi. Od tej pory prowadzą już wspólną wędrówkę.
"Slow West" to film dość specyficzny. Trochę zlepek innych obrazów, kolaż przeróżnych stylów i pomysłów, kombinacja wpływów wpleciona w western. To niespieszne kino drogi, które toczy się od jednego napotkanego bohatera, do następnego, od przypadku do przypadku. Obraz powolny, który jednak znajduje dość wybuchową końcówkę. Wpływy innych twórców i produkcji można odnaleźć już na samym początku, wraz z muzyką. Motyw przewodni przypomina bowiem w pewnym stopniu temat muzyczny z przecudownego koreańskiego filmu "Spragnieni miłości". Centralne kadrowanie, przesyt kolorów, pewnego rodzaju czarny humor (Indianie odjeżdżający na związanych koniach, czy sól sypiąca się na ranę) kojarzą się z kinem Wesa Andersona. Tylko miejsce akcji i sama historia jest dość klasyczna, ot western. Wszystko to tworzy dość dziwne choć intrygujące połączenie, które jednak niestety z początku ma odrobinę zbyt wolne tempo, przez co mniej więcej do połowy seansu bywa trochę nudne. Co prawda później, bliżej finału, całość na szczęście zaczyna nabierać tempa, ale czuć wyraźnie, że z silniejszą, pewniejszą ręką reżysera, film ten porywałby bardziej.
Odrobinę rozczarowuje w tym filmie treść. Bardzo prosta, nie za wiele mówiąca o bohaterach, niezbyt przekonująco tłumacząca pewne przemiany. Nie da się jednak ukryć, że "Slow West" jest filmem przepięknym wizualnie. To prześliczne cacuszko zachwycające w każdym kadrze, nasycone niezwykle żywymi, konkretnymi kolorami. To piękno objawia się szczególnie w ostatnim akcie, gdy żółć pszenicy miesza się z błękitem nieba, bielą chmur i czerwienią krwi, a tłem są odległe pasma gór. Niezwykłe widoki, przepięknie sportretowane. Dbałość o wygląd każdego kadru, ustawienie kamery, postaci i przedmiotów, w każdej kolejnej scenie. To ogromna przyjemność patrzeć na tak starannie skomponowany film. Szkoda, że treść, sama historia, nie do końca idzie w parze.
6.5/10
"Slow West" to film dość specyficzny. Trochę zlepek innych obrazów, kolaż przeróżnych stylów i pomysłów, kombinacja wpływów wpleciona w western. To niespieszne kino drogi, które toczy się od jednego napotkanego bohatera, do następnego, od przypadku do przypadku. Obraz powolny, który jednak znajduje dość wybuchową końcówkę. Wpływy innych twórców i produkcji można odnaleźć już na samym początku, wraz z muzyką. Motyw przewodni przypomina bowiem w pewnym stopniu temat muzyczny z przecudownego koreańskiego filmu "Spragnieni miłości". Centralne kadrowanie, przesyt kolorów, pewnego rodzaju czarny humor (Indianie odjeżdżający na związanych koniach, czy sól sypiąca się na ranę) kojarzą się z kinem Wesa Andersona. Tylko miejsce akcji i sama historia jest dość klasyczna, ot western. Wszystko to tworzy dość dziwne choć intrygujące połączenie, które jednak niestety z początku ma odrobinę zbyt wolne tempo, przez co mniej więcej do połowy seansu bywa trochę nudne. Co prawda później, bliżej finału, całość na szczęście zaczyna nabierać tempa, ale czuć wyraźnie, że z silniejszą, pewniejszą ręką reżysera, film ten porywałby bardziej.
Odrobinę rozczarowuje w tym filmie treść. Bardzo prosta, nie za wiele mówiąca o bohaterach, niezbyt przekonująco tłumacząca pewne przemiany. Nie da się jednak ukryć, że "Slow West" jest filmem przepięknym wizualnie. To prześliczne cacuszko zachwycające w każdym kadrze, nasycone niezwykle żywymi, konkretnymi kolorami. To piękno objawia się szczególnie w ostatnim akcie, gdy żółć pszenicy miesza się z błękitem nieba, bielą chmur i czerwienią krwi, a tłem są odległe pasma gór. Niezwykłe widoki, przepięknie sportretowane. Dbałość o wygląd każdego kadru, ustawienie kamery, postaci i przedmiotów, w każdej kolejnej scenie. To ogromna przyjemność patrzeć na tak starannie skomponowany film. Szkoda, że treść, sama historia, nie do końca idzie w parze.
6.5/10
Komentarze
Prześlij komentarz