Nad morzem / By the Sea

Lata siedemdziesiąte.  Południowe wybrzeże Francji.  Amerykański pisarz wraz z żoną przyjeżdżają z Nowego Jorku by uciec od zgiełku wielkiego świata.  On zamierza pracować nad kolejną książką, choć z początku ma trudności w odnalezieniu weny.  Ona będzie przede wszystkim odpoczywać.  Sprawiają wrażenie pary szczęśliwej, wręcz idealnej.  Piękni, bogaci, w sile wieku.  Są ze sobą już czternaście lat.  Znają się na wylot choć nie pamiętają daty swojej rocznicy. Gładki obraz tej pięknej pary dość szybko zostaje jednak zburzony.  Ona i On przeżywają bowiem ciężki okres.  Roland nadużywa alkoholu, udając, że pracuje, Vanessa smutek i depresję zapija pigułkami.  Są na rozdrożu i czas, który spędzą we Francji pokaże czy uda im się razem wyjść z tego dołka, czy jedyne co im pozostanie to się rozstać.

Po zeszłorocznym "Unbroken" Angelina Jolie nakręciła zupełnie inny film.  Obraz toczący się w zupełnie odmienny tempie.  Film zanurzony w latach 70. wyglądem, ubiorem, lokacją i atmosferą, rozpoczynając od archiwalnego logo Universal.  Niespieszny, powolny, delikatny, subtelny dramat, który bardzo ospale odkrywa swoje tajemnice.  Film oszczędny w dialogach, prosty w historii jaką opowiada, ale nie pozbawiony treści.  Trzyaktowa, bardzo delikatna historia pewnego małżeństwa borykającego się ze swoimi problemami. Chwilami smutna, chwilami nudna, momentami zaskakująco lekka i zabawna.  Wymagająca od widzów cierpliwości, wytrzymałości, czasu i ochoty by ją śledzić.  Przestawienia się na zupełnie inny rytm, inny rodzaj odczuwania.  Film do zadumy, do współodczuwania.  Z jednej strony obyczajowe romansidło, z drugiej całkiem interesujący dramat podszyty melancholią, smutkiem, tęsknotą i bólem.

Jolie w swoim filmie przygląda się związkom, relacjom pomiędzy dwojgiem ludzi.  Przygląda się związkom na różnych etapach ich istnienia.  Tym dopiero się rozpoczynającym, które płoną od pożądania.  Tym, które trwają już jakiś czas, które są obarczone znudzeniem, przyzwyczajeniem, zmęczeniem.  Tym, które szczęśliwie, niemal idyllicznie, przetrwały całe życie.  Wreszcie tym, które się już skończyły, zostawiając w samotności jedną z osób dotychczasowej pary.  Jolie spogląda na złożoność relacji, na to jak przeszłość, wszystkie zdarzenia z życia dwojga ludzi wpływają na ich obecne bycie.  Spogląda na miłość, przywiązanie, znajomość każdej z myśli i zachowań, które jednocześnie, ułatwiają i utrudniają wspólne życie.  Spogląda na chwile zwątpienia, niemożność przebicia się przez dramat przeżywany przez jednostkę, mimo przebywania w związku.

Angelina realizując ten film, trzeci fabularny w swoim jeszcze niewielkim dorobku reżyserskim, porwała się na nie lada wyzwanie, bo najtrudniejsze są przecież te historie, które się nie dzieją, które rozgrywają się w umysłach bohaterów.  Które wybrzmiewają w tym co niewypowiedziane, tym co było i wpływa na to co jest i będzie.  Błędnych odczuciach z przeszłości, przeżytych dramatach, zawiedzionych nadziejach, niespełnionych marzeniach.  Tym wszystkim co rozgrywa się w nas samych, co niedostępne nawet dla najbliższej osoby, czego często samemu nie jest się w stanie zrozumieć, lub z czym nie sposób uporać się samemu.  Na uczuciach, relacjach międzyludzkich i myślach.  Dlatego "Nad morzem" jest jednocześnie filmem udanym i niespełnionym.  To ciekawa, całkiem stylowa i hipnotyzująca obserwacja, która będzie tak udana, na ile jej na to pozwolimy.

6.5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017