Kung Fu Panda 3

Po dziś dzień najbardziej kasową serią filmów animowanych studia DreamWorks pozostaje Shrek.  Cztery części, które zawojowały światowy rynek, zarabiając w sumie prawie 3 miliardy dolarów.  Od czasu zakończenia przygód z zielonym Ogrem studio poszukuje  kolejnej żyły złota.  Jednak żadna z późniejszych bajek (pod względem zarobków) nie może równać się właśnie ze Shrekiem.  Najbliżej jest jak na razie trylogia "Madagaskar", choć o ile w kasach kin poradziła sobie bardzo dobrze, nie do końca przypadła do gustu krytykom, zbierając raczej umiarkowane recenzje.  Inaczej ma się sprawa z "Jak wytresować smoka", którego dwie części bardzo dobrze poradziły sobie w kasach kin, i co ważniejsze zebrały najlepsze recenzje spośród wszystkich pozostałych projektów studia.  W pełni zasłużenie.  Wcale nie gorzej radzi sobie też "Kung Fu Panda", której (od teraz już) trylogia prezentuje zaskakująco wyrównany poziom.

"Kung Fu Panda 3" jest filmem bardzo zgrabnie kontynuującym wątki z poprzednich dwóch obrazów, ale jednak jakby trochę prostszym.  Po ma okazję poznać (wreszcie) swojego prawdziwego ojca, oraz inne pandy (bo jak się okazuje, nie jest ostatnią pandą na tym świecie).  A w między czasie będzie musiał zmierzyć się z przybyłym z krainy duchów złowrogim Kai, który kolekcjonuje energię Chi od największych wojowników.  I to właściwie tyle.  Całość jest bardziej przewidywalna i wygładzona od poprzednich epizodów.  Więcej tu również dygresji, scen przystankowych, mających do zaoferowania ciekawe sceny walki, lub przedstawienie nowych bohaterów, które jednak nie do końca posuwa akcję do przodu.  Przez co produkcja ta nie pędzi tak przed siebie jak część druga, nie jest również aż tak wciągająca jak poprzedni film.  Jest zabawnie, całkiem pomysłowo i zgrabnie, ale brakuje większego pazura.  Trochę zmarnowanym potencjałem okazuje się na przykład czarny charakter Kai.  Jego postać buduje świetny muzyczny motyw przewodni (zapożyczony z piosenki Imagine Dragons), i klarowana motywacja działań.  Jego przewagę nadwątla jednak to, że nikt z bohaterów go nie rozpoznaje i wszyscy z niego żartują.  Oczywiście to animacja, więc nie mogło być zbyt mrocznie, ale przez zbyt częste żarty, byk nie jest tak straszny, jak przerażający mógłby być.

To co przede wszystkim zachwyca w tej części, to przepięknie zrealizowane sceny akcji. Szczególnie te rozgrywające się w krainie duchów, które pozwoliły twórcom na większą fantazję, większy spektakl, i bardziej efektowne sytuacje.  Otrzymały one dodatkowy trzeci wymiar i stały się bardziej pomysłowe, spektakularne.  Również sama animacja tym razem zdaje się być bardziej dopracowana i przyciągająca wzrok.  Tak dwuwymiarowe fragmenty sprawiające wrażenie dawnych chińskich malowideł.  Tak niemal jednokolorowe obrazy dzielące ekran na poszczególne części, niczym wyjęte z kartek komiksu.  Tak i również przepiękne obrazy samej, właściwej animacji trójwymiarowej, przepełnionej kolorami i niezwykłą energią.  Ładne to, przyjemne i zabawne.  Może nie tak udane jak części druga, ale jako kolejny element trylogii spisuje się naprawdę bardzo dobrze.

8/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017