Cień / Maryland
Gesaffelstein to kolejny twórca muzyki elektronicznej, który swoich sił spróbował jako kompozytor muzyki filmowej. Wcale nie tak dawno ten romans z kinem przeżywali Daft Punk tworząc niezapomniany soundtrack do "Tron: Dziedzictwo", M83 komponując do "Oblivion", czy The Chemical Brothers pisząc utwory do "Hanna". I choć dokonanie Gesaffelsteina nie jest tak porywające jak kompozycje wymienione wcześniej, to w filmie Alice Winocour spisuje się wyśmienicie. Od pierwszej sceny gdy wchodzi elektroniczny bit, budzi się niezwykły klimat tej produkcji. Trochę mroczny, trochę oniryczny, odrobinę zagadkowy. I ten klimat pogłębia się z każdą kolejną minutą seansu, by w finale wybrzmieć w pełni najciekawszym kawałkiem, który idealnie pasuje na podsumowanie tego obrazu, ale również świetnie spisuje się jako niezależny utwór.
"Maryland" to film, który rozwija się niespiesznie i który początkowo sprawia wrażenie dość niepozornego. I właściwie przez pierwszy akt, dobre pół godziny, trudno domyślić się w jakim kierunku podąży, o co tak naprawdę będzie w nim chodzić. Możliwych dróg rozwoju tej opowieści jest wiele, a ta którą wybiera reżyserka jest dość nieoczywista i zaskakująca. Tym kierunkiem jest bowiem całkiem nieźle trzymający w napięciu dreszczowiec. Na szczęście nie romans, jak to sugerowały opis czy zwiastun. Bohaterem tego filmu jest Vincent, żołnierz, który w przerwie pomiędzy kolejnymi misjami dorabia sobie jako ochroniarz. Zostaje wynajęty do ochrony pewnego wielkiego przyjęcia organizowanego przez niezwykle bogatego biznesmena. Ponieważ Vincent sprawdza się i zostaje zapamiętany, zaproponowane zostaje mu nowe zadanie. Tygodniowa ochrona żony i dziecka biznesmena. W teorii spokojna praca, polegająca na kontrolowaniu kamer, zamykaniu posiadłości na noc, jeżdżeniu na zakupy i temu podobnych. Jednak szybko okaże się, że zadanie będzie znacznie trudniejsze.
To co działa w tej produkcji, to co powoduje, że seans trzyma w napięciu i interesuje, to granie na nieoczywistościach. Bohater choć fizycznie wrócił z misji wojskowej, nie powrócił z niej psychicznie. Źle sypia, miewa migreny, jest niespokojny, przewrażliwiony, podejrzliwy i wiecznie gotowy na odparcie ataku. To wszystko powoduje, że jego postrzeganie rzeczywistości bywa zaburzone. A ponieważ całą sytuację obserwujemy jego oczami, trudno stwierdzić czy w istocie jest ona taka jaką ją nam twórcy prezentują. I tu pojawia się co jakiś czas pytanie, o to czy bohater ma rację, czy jego podejrzenia są słuszne, a może to wszystko jest tylko wynikiem stresu pourazowego. A gdy reżyserce kończą się możliwości grania na tych niepewnościach, wtedy na pierwszy plan wysuwa się naprawdę dobrze zainscenizowany dreszczowiec. I tyle. Tylko tyle i aż tyle. Może można było oczekiwać czegoś więcej, ale cały sens mimo to jest udany, a niejednoznacznie zakończenie działa w nim tylko na plus.
6/10
"Maryland" to film, który rozwija się niespiesznie i który początkowo sprawia wrażenie dość niepozornego. I właściwie przez pierwszy akt, dobre pół godziny, trudno domyślić się w jakim kierunku podąży, o co tak naprawdę będzie w nim chodzić. Możliwych dróg rozwoju tej opowieści jest wiele, a ta którą wybiera reżyserka jest dość nieoczywista i zaskakująca. Tym kierunkiem jest bowiem całkiem nieźle trzymający w napięciu dreszczowiec. Na szczęście nie romans, jak to sugerowały opis czy zwiastun. Bohaterem tego filmu jest Vincent, żołnierz, który w przerwie pomiędzy kolejnymi misjami dorabia sobie jako ochroniarz. Zostaje wynajęty do ochrony pewnego wielkiego przyjęcia organizowanego przez niezwykle bogatego biznesmena. Ponieważ Vincent sprawdza się i zostaje zapamiętany, zaproponowane zostaje mu nowe zadanie. Tygodniowa ochrona żony i dziecka biznesmena. W teorii spokojna praca, polegająca na kontrolowaniu kamer, zamykaniu posiadłości na noc, jeżdżeniu na zakupy i temu podobnych. Jednak szybko okaże się, że zadanie będzie znacznie trudniejsze.
To co działa w tej produkcji, to co powoduje, że seans trzyma w napięciu i interesuje, to granie na nieoczywistościach. Bohater choć fizycznie wrócił z misji wojskowej, nie powrócił z niej psychicznie. Źle sypia, miewa migreny, jest niespokojny, przewrażliwiony, podejrzliwy i wiecznie gotowy na odparcie ataku. To wszystko powoduje, że jego postrzeganie rzeczywistości bywa zaburzone. A ponieważ całą sytuację obserwujemy jego oczami, trudno stwierdzić czy w istocie jest ona taka jaką ją nam twórcy prezentują. I tu pojawia się co jakiś czas pytanie, o to czy bohater ma rację, czy jego podejrzenia są słuszne, a może to wszystko jest tylko wynikiem stresu pourazowego. A gdy reżyserce kończą się możliwości grania na tych niepewnościach, wtedy na pierwszy plan wysuwa się naprawdę dobrze zainscenizowany dreszczowiec. I tyle. Tylko tyle i aż tyle. Może można było oczekiwać czegoś więcej, ale cały sens mimo to jest udany, a niejednoznacznie zakończenie działa w nim tylko na plus.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz