Spojrzenia - sezon II / Looking - season II
Dwudziestego drugiego marca amerykańskie HBO wyemitowało ostatni odcinek drugiej serii "Looking", będący jednocześnie ostatnim odcinkiem całego serialu. Stacja podjęła decyzję o kasacji produkcji, nie przedłużając jej na kolejny sezon. I choć fani byli rozgoryczeni tą decyzją, nie powinna ona dziwić. Pierwszy sezon "Looking" nie był wielkim sukcesem. Pierwsze osiem odcinków oglądało średnio mniej niż pół miliona widzów, co jest wynikiem raczej przeciętnym. Dzięki zaangażowaniu fanów, HBO zdecydowało się jednak w zeszłym roku na danie jeszcze jednej szansy tej produkcji, i tak powstało kolejnych dziesięć odcinków, które choć były ciekawsze, prezentowały trochę lepszy poziom, nie przyciągnęły przed ekrany większych tłumów, zbierając publiczność jeszcze mniejszą niż przy sezonie pierwszym. A ponieważ serial Andrew Haigha oglądało coraz mniej osób, zakończenie go było decyzją dość oczywistą. Na otarcie łez tym, którzy uwielbiali "Spojrzenia" HBO sprezentuje telewizyjny film, który (najprawdopodobniej jesienią) powróci do bohaterów i zakończy wszystkie wątki, będąc oficjalnym, ostatecznym zakończeniem (choć dziesiąty odcinek i tak kończy się dość konkretnie).
"Looking" od samego początku było serialem, któremu brakowało ikry, przysłowiowej kropki nad i. Produkcją przedstawiającą zwyczajne życie trójki przyjaciół, mieszkających w San Francisco. W teorii barwne, multikulturowe, krzykliwe, w obiektywie twórców zaskakująco nijakie i zwyczajne. Choć „Spojrzenia” oglądało się całkiem dobrze, nie zdawały, tak w pierwszym jak i drugim sezonie, podstawowego testu, który decyduje o długim życiu telewizyjnej produkcji - trudno się było przywiązać do bohaterów. Ci główni, byli nijacy, nieciekawi, i tylko Doris, bohaterka drugoplanowa, wykazywała takie cechy, które powodowały, że chciało się wiedzieć, jak potoczy się jej wątek. Była najciekawsza, najprawdziwsza, najbardziej żywa. W drugiej serii twórcy trochę inaczej rozłożyli akcenty pomiędzy bohaterami, na pierwszy plan (niepotrzebnie) wysuwając Patricka i jego rozwijający się romans z szefem. Pozostali bohaterowie zeszli na drugi plan, a szkoda, bo byli ciekawsi niż rozterki bohatera, którego zachowanie przypominało zachowanie niezdecydowanej nastolatki. Mało w drugiej serii Doma (w zasadzie mówi się tylko o okienku z kurczakami, które chciałby otworzyć), mało również Augustina, który przeszedł przemianę i z egoistycznego, początkującego artysty zmienił się w chłopaka, który pragnie robić coś pożytecznego, zaczął wraz z nowopoznanym Eddiem pomagać nastolatkom LGBT.
Najciekawszymi odcinkami drugiej serii "Looking" są te, które nie skupiają się na Patricku, a spoglądają na pozostałych bohaterów. Jak na przykład jeden z ostatnich epizodów w którym poznajemy trochę dokładniej i z trochę innej strony matkę bohatera. W takich odcinkach pojawiają się problemy, rozterki, trudności, poważniejsze rozmowy. Wtedy zaczyna się coś dziać, wtedy serial ten zaczyna wciągać, interesować, i nawet jeśli to 'dzianie się' jest tylko ożywioną konwersacją, to i tak jest zdecydowanie lepsze od portretu codzienności, który w większości stanowił trzon tego serialu. Codzienność w wydaniu "Looking" była bowiem zwyczajna i nudna. To ciekawe, bo to co stanowiło o sile wcześniejszego projektu Andrew Haigha - fantastycznego, niezwykle naturalnego, zwyczajnego, ale przez swoją zwyczajność tak szczególnego i niezwykłego filmu "Zupełnie inny weekend" - tutaj, w przypadku tego serialu, było jego najsłabszym elementem. Być może ta różnica wynika z tego, że tamten obraz ukazywał codzienność brytyjską, a "Looking" to spojrzenie amerykańskie, bardziej odległe, w pewnym stopniu mniej naturalne. Niestety nie sprawdza się ono zbyt dobrze, przez co serial ten nijak nie dorasta do poziomu "Zupełnie innego weekendu".
7/10
"Looking" od samego początku było serialem, któremu brakowało ikry, przysłowiowej kropki nad i. Produkcją przedstawiającą zwyczajne życie trójki przyjaciół, mieszkających w San Francisco. W teorii barwne, multikulturowe, krzykliwe, w obiektywie twórców zaskakująco nijakie i zwyczajne. Choć „Spojrzenia” oglądało się całkiem dobrze, nie zdawały, tak w pierwszym jak i drugim sezonie, podstawowego testu, który decyduje o długim życiu telewizyjnej produkcji - trudno się było przywiązać do bohaterów. Ci główni, byli nijacy, nieciekawi, i tylko Doris, bohaterka drugoplanowa, wykazywała takie cechy, które powodowały, że chciało się wiedzieć, jak potoczy się jej wątek. Była najciekawsza, najprawdziwsza, najbardziej żywa. W drugiej serii twórcy trochę inaczej rozłożyli akcenty pomiędzy bohaterami, na pierwszy plan (niepotrzebnie) wysuwając Patricka i jego rozwijający się romans z szefem. Pozostali bohaterowie zeszli na drugi plan, a szkoda, bo byli ciekawsi niż rozterki bohatera, którego zachowanie przypominało zachowanie niezdecydowanej nastolatki. Mało w drugiej serii Doma (w zasadzie mówi się tylko o okienku z kurczakami, które chciałby otworzyć), mało również Augustina, który przeszedł przemianę i z egoistycznego, początkującego artysty zmienił się w chłopaka, który pragnie robić coś pożytecznego, zaczął wraz z nowopoznanym Eddiem pomagać nastolatkom LGBT.
Najciekawszymi odcinkami drugiej serii "Looking" są te, które nie skupiają się na Patricku, a spoglądają na pozostałych bohaterów. Jak na przykład jeden z ostatnich epizodów w którym poznajemy trochę dokładniej i z trochę innej strony matkę bohatera. W takich odcinkach pojawiają się problemy, rozterki, trudności, poważniejsze rozmowy. Wtedy zaczyna się coś dziać, wtedy serial ten zaczyna wciągać, interesować, i nawet jeśli to 'dzianie się' jest tylko ożywioną konwersacją, to i tak jest zdecydowanie lepsze od portretu codzienności, który w większości stanowił trzon tego serialu. Codzienność w wydaniu "Looking" była bowiem zwyczajna i nudna. To ciekawe, bo to co stanowiło o sile wcześniejszego projektu Andrew Haigha - fantastycznego, niezwykle naturalnego, zwyczajnego, ale przez swoją zwyczajność tak szczególnego i niezwykłego filmu "Zupełnie inny weekend" - tutaj, w przypadku tego serialu, było jego najsłabszym elementem. Być może ta różnica wynika z tego, że tamten obraz ukazywał codzienność brytyjską, a "Looking" to spojrzenie amerykańskie, bardziej odległe, w pewnym stopniu mniej naturalne. Niestety nie sprawdza się ono zbyt dobrze, przez co serial ten nijak nie dorasta do poziomu "Zupełnie innego weekendu".
7/10
Komentarze
Prześlij komentarz