Jak całkowicie zniknąć

Uwielbiam Julię Marcell.  Co prawda nie pamiętam już jak trafiłem na jej kompozycje ale było to już jakiś czas temu.  Jej poprzednią płytę sprzed czterech lat znam niemal całkiem na pamięć.  Za każdym razem gdy artystka koncertuje w Trójmieście, jestem obowiązkowo na widowni, ostatnio nawet w pierwszym rzędzie, tuż pod samą sceną.  Gdyby nie Julia, z pewnością nie zainteresowałbym się tym filmem.  Ona właśnie napisała muzykę do tej produkcji.  Całkiem wpadającą w ucho piosenkę oraz kilka instrumentalnych kompozycji, wybrzmiewających co jakiś czas w spokojniejszych momentach.  To właśnie ze względu na wkład Julii w ten obraz, zdecydowałem się na seans.  Szkoda tylko, że film ten prócz ciekawego soundtracku, nie ma nic więcej do zaoferowania.

"Jak całkowicie zniknąć" to przykład skromnego kina z rodzaju tych najbardziej irytujących.  Zestaw przedłużających się, przesadnie wydłużonych scen, które powoli przenikają jedna w drugą.  Obraz pozbawiony scenariusza (w większości improwizowany), który choć zaczyna się całkiem intrygująco, później zamienia się w nudny, płytki, nic nie wnoszący kolaż przypadkowych scen, w którym przeważają ujęcia pleców bohaterek.  Kamera śledzi bowiem jak przemierzają nocą ulice Berlina.  Łażą ulicami, bujają się w rytm klubowej łupanki, siedzą w knajpach prowadząc krótkie i mało konkretne rozmowy właściwie o niczym.  A mogło być przecież zupełnie inaczej.  Mogło być tak interesująco, ciekawie, gdyby tylko tę wędrówkę po nocnym mieście nasączyć jakąś treścią.  "Jak całkowicie zniknąć" mogło się stać polskim "Zupełnie innym weekendem", filmem naturalnym, prawdziwym, jakby podejrzanym przez ramię, intymnym portretem pewnej rzeczywistości.  Gdyby tylko film ten o czymś opowiadał.  Jednak jak oznajmia już sam opis - produkcja ta o niczym nie mówi. I tak niestety jest w istocie.

Najlepsze w tej produkcji jest pierwsze piętnaście minut.  Intrygująca, zabawna, wciągająca, nietypowa zabawa w berka.  Młoda brunetka, najprawdopodobniej Polka, jedzie metrem, nie mogąc oderwać oczu od pewnej niedbale ubranej blondynki.  Zerka na nią co chwilę, w końcu przyciągając jej wzrok.  Gdy blondynka wysiada z pociągu, brunetka podąża za nią.  Gdy Niemka wraca z powrotem do metra, Polka śledzi ją krok w krok.  I tak kobiety podróżują od stacji do stacji, zmieniając pociągi i składy, aż w końcu już tylko one zostają w podziemiach.  Wtedy rozpoczynają swój nienaturalnie długi marsz przez miasto, zaliczając kolejne kluby, kawiarnie, robiąc rzeczy szalone, nieprzyzwoite, karalne.  Jest tylko jeden problem.  Tak jak w kiepskich ekranizacjach gier komputerowych żałuje się, że są one tylko filmami w które nie można zagrać, tak tutaj ta obserwacja nocnego wypadu na miasto w ogóle nie bawi, skoro nie bierze się w niej udziału, tylko biernie się ją obserwuje.  Bardzo zmarnowany potencjał.

4/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017