Pingwiny z Madagaskaru / Penguins of Madagascar
Studio DreamWorks od kilku lat bezskutecznie szuka następnej animacji, która mogłaby zagwarantować kasowy sukces na miarę pierwszego i drugiego "Shreka". Niektóre pomysły cieszą się całkiem sporą popularnością, jak chociażby "Kung Fu Panda" i "Jak wytresować smoka", inne przelatują przez kina prawie w ogóle niezauważone. I tych drugich jest niestety więcej. Stąd nie dziwi niedawna decyzja decydentów, aby ograniczyć liczbę rocznie wypuszczanych animacji, skupić się bardziej na ich jakości, a nie ilości. Nie udał się bowiem pomysł na zawojowanie box-office poprzez filmy, w których wystąpili bohaterowie znani z popularnych, poprzednich filmów studia. Spin-offy nie przyciągnęły do kin masy widzów. Klapę poniósł "Kot w butach", sukcesu nie odniosły również "Pingwiny z Madagaskaru", będące najsłabiej zarabiającym filmem DreamWorks od lat (nie dobiły nawet do 100 milionów w samych USA). Odcinanie kuponów od znanej marki jak widać nie przekłada się na sukces.
"Pingwiny z Madagaskaru" to idealny przykład filmu, skrojonego według standardowych wymogów i oczekiwań, który choć teoretycznie posiada wszystko to co powinna zawierać udana animacja, w efekcie jest obrazem co najwyżej przeciętnym. Jeden z wielu filmów z taśmy produkcyjnej wielkiego studia. Produkt, któremu brakuje duszy. Bo choć składa się on z zabawnych scen, ciekawych pomysłów, ciętych żartów i obowiązkowego morału, nie udaje mu się wznieść ponad typowy poziom dzisiejszych animacji. To jednorazowa, przyjemna rozrywka, która choć bawi podczas seansu, nie pozostawia za sobą żadnego głębszego wrażenia, przez co zapomina się o niej wraz z opuszczeniem sali kinowej. Bo ani przemiana Szeregowego, który zawsze był traktowany przez pozostałe Pingwiny jako maskotka zespołu, a który teraz będzie musiał udowodnić, że jest istotnym członkiem zespołu, ani zmiana zdania jaką wykona grupa Wiatr Północy doceniając na końcu Pingwiny w ich działaniach, nie są w stanie wynieść tego filmu na poziom wyższy od kolorowej opowiastki. Ot przyjemna animacja ale nic ponadto.
6/10
"Pingwiny z Madagaskaru" to idealny przykład filmu, skrojonego według standardowych wymogów i oczekiwań, który choć teoretycznie posiada wszystko to co powinna zawierać udana animacja, w efekcie jest obrazem co najwyżej przeciętnym. Jeden z wielu filmów z taśmy produkcyjnej wielkiego studia. Produkt, któremu brakuje duszy. Bo choć składa się on z zabawnych scen, ciekawych pomysłów, ciętych żartów i obowiązkowego morału, nie udaje mu się wznieść ponad typowy poziom dzisiejszych animacji. To jednorazowa, przyjemna rozrywka, która choć bawi podczas seansu, nie pozostawia za sobą żadnego głębszego wrażenia, przez co zapomina się o niej wraz z opuszczeniem sali kinowej. Bo ani przemiana Szeregowego, który zawsze był traktowany przez pozostałe Pingwiny jako maskotka zespołu, a który teraz będzie musiał udowodnić, że jest istotnym członkiem zespołu, ani zmiana zdania jaką wykona grupa Wiatr Północy doceniając na końcu Pingwiny w ich działaniach, nie są w stanie wynieść tego filmu na poziom wyższy od kolorowej opowiastki. Ot przyjemna animacja ale nic ponadto.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz