Dumni i wściekli / Pride
Ostatnimi czasy bardzo brakuje mi dobrych komedii. Filmów, które byłyby jednocześnie niesamowicie zabawne i mądre. Których humor byłby inteligentny, utrzymany na wysokim poziomie, których żarty bawiły do łez, które zapamiętywałoby się na długo po zakończonym seansie. Filmów, które oprócz wprowadzania w fantastyczny nastrój, opowiadałyby jednocześnie ciekawe, wciągające, interesujące historie. Niestety trudno o takie produkcje, szczególnie w polskich kinach, do których trafiają przede wszystkim głupiutkie amerykańskie komedie, którym co najwyżej udaje się tylko na chwilę rozbawić, w większości jednak prezentując żenująco niski poziom, kloaczny humor i totalną nijakość scenariuszy, opowiadających jednorazowe historie. Dlatego też w amerykańskie komedie przestałem już dawno temu wierzyć, a te, które faktycznie są udane są tylko wyjątkami od reguły. Tym, którym nadal udaje się kręcić filmy, spełniające wszystkie wcześniej wymienione warunki, pozostają niezmiennie Brytyjczycy. Poprzez "Pride" (polskie "Dumni i wściekli"), kolejny raz udowadniają, że jak po komedię, to tylko do nich warto się zwracać.
"Dumni i wściekli" opowiada prawdziwą historię, jaka wydarzyła się w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Wielkiej Brytanii. Od wielu tygodni trwał strajk generalny górników. Rozmowy stały w miejscu, żadna ze stron nie chciała odpuścić, ani rząd kierowany przez Margaret Thatcher, ani przedstawiciele związku górników. Wtedy grupa gejowskich aktywistów zdecydowała się, że zacznie zbierać pieniądze dla rodzin górników, którzy ucierpieli w strajku, nie mając już pieniędzy na podstawowe potrzeby. Aktywiści założyli grupę LGSM - Lesbijki i Geje Wspierają Górników. Ponieważ Narodowy Związek Górników nie chciał przyjąć ich pomocy, obawiając się tak otwartej współpracy z grupą homoseksualistów, dlatego też aktywiści zdecydowali się na przekazanie swoich dotacji bezpośrednio do małego miasteczka Onllwyn w Walii. I choć początki były bardzo trudne, choć dwie całkiem odmienne grupy podchodziły do siebie z wielką nieufnością, to współpraca okazała się być sukcesem.
Film ten w zabawny sposób opowiada jak wyglądało to spotkanie i współpraca dwóch totalnie odmiennych, uprzedzonych do siebie grup. Pokazuje jak to spotkanie stało się okazją do stawienia czoła stereotypom, utartym, błędnym przekonaniom, jak otworzyło niektórym oczy, jak obaliło mity i przesądy. Bo w rzeczywistości i geje, i górnicy okazali się być nie tacy straszni jak o sobie nawzajem myśleli, a żywione przez lata przekonania, zweryfikowane z rzeczywistością, prawdziwymi, żywymi ludźmi, okazały się nie mieć zbyt wiele wspólnego z prawdą. To zderzenie dwóch przeciwieństw ukazane zostało w tym filmie w mądry i jednocześnie zabójczo zabawny sposób. „Pride” aż kipi od cudownego brytyjskiego poczucia humoru, jest przepełniony ciętymi żartami, fantastycznymi dialogami, które niejednokrotnie śmieszą do łez. Dawno nie byłem na komedii, która tak mocno by bawiła, na której publiczność tak zgodnie, ryczałaby wspólnie ze śmiechu. Zabójczo zabawne żarty padają tutaj z ust przede wszystkim pewnej babci, która jest ciekawa nowopoznanych osób i chce się jak najwięcej o nich dowiedzieć, oraz postaci przewodniczącej lokalnego komitetu wsparcia (świetna Imelda Staunton), która ma silny charakter i swoją pewnością siebie prze jak taran.
"Dumni i wściekli" to film mądry, zabawny (owacja na stojąco na festiwalu w Cannes), momentami całkiem wzruszający (scena przygotowywania kanapek). Jednocześnie nie jest przesadnie przesłodzony, czy upstrzony nadmierną ilością brokatu. To bardzo pozytywny obraz, który sprawnie łączy i przeplata komedię, dramat, wzruszenie i humor. To film, który fantastycznie poprawia nastrój, ale który wie kiedy uderzyć w poważniejsze tony i kiedy nie przedobrzyć (chociażby zakończenie, któremu daleko do typowego happy-endu). Co prawda można się w tej produkcji trochę przyczepić do tego, że w sumie jest ona bardzo jednostronna, pokazuje tylko jedną stronę konfliktu na linii górnicy-rząd. Oprócz jednego, krótkiego wystąpienia Thatcher, jakie w pewnym momencie widzimy w telewizji, nie ma tu właściwie okazji do przedstawienia tej drugiej strony sporu. Trochę szkoda, bo i ten punkt widzenia byłby ciekawy, ale może i dobrze, że twórcy nie łapali się jeszcze za ten wątek, bo tych i tak jest w tym obrazie całkiem sporo. Oprócz głównego - pomocy gejowskich aktywistów grupie górników z małego miasteczka, obraz ten mówi dodatkowo o młodzieńczym coming-oucie, potrzebie akceptacji u rodziców, trudnych powrotach do miejsc rodzinnych. Marsz do kin.
8/10
"Dumni i wściekli" opowiada prawdziwą historię, jaka wydarzyła się w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Wielkiej Brytanii. Od wielu tygodni trwał strajk generalny górników. Rozmowy stały w miejscu, żadna ze stron nie chciała odpuścić, ani rząd kierowany przez Margaret Thatcher, ani przedstawiciele związku górników. Wtedy grupa gejowskich aktywistów zdecydowała się, że zacznie zbierać pieniądze dla rodzin górników, którzy ucierpieli w strajku, nie mając już pieniędzy na podstawowe potrzeby. Aktywiści założyli grupę LGSM - Lesbijki i Geje Wspierają Górników. Ponieważ Narodowy Związek Górników nie chciał przyjąć ich pomocy, obawiając się tak otwartej współpracy z grupą homoseksualistów, dlatego też aktywiści zdecydowali się na przekazanie swoich dotacji bezpośrednio do małego miasteczka Onllwyn w Walii. I choć początki były bardzo trudne, choć dwie całkiem odmienne grupy podchodziły do siebie z wielką nieufnością, to współpraca okazała się być sukcesem.
Film ten w zabawny sposób opowiada jak wyglądało to spotkanie i współpraca dwóch totalnie odmiennych, uprzedzonych do siebie grup. Pokazuje jak to spotkanie stało się okazją do stawienia czoła stereotypom, utartym, błędnym przekonaniom, jak otworzyło niektórym oczy, jak obaliło mity i przesądy. Bo w rzeczywistości i geje, i górnicy okazali się być nie tacy straszni jak o sobie nawzajem myśleli, a żywione przez lata przekonania, zweryfikowane z rzeczywistością, prawdziwymi, żywymi ludźmi, okazały się nie mieć zbyt wiele wspólnego z prawdą. To zderzenie dwóch przeciwieństw ukazane zostało w tym filmie w mądry i jednocześnie zabójczo zabawny sposób. „Pride” aż kipi od cudownego brytyjskiego poczucia humoru, jest przepełniony ciętymi żartami, fantastycznymi dialogami, które niejednokrotnie śmieszą do łez. Dawno nie byłem na komedii, która tak mocno by bawiła, na której publiczność tak zgodnie, ryczałaby wspólnie ze śmiechu. Zabójczo zabawne żarty padają tutaj z ust przede wszystkim pewnej babci, która jest ciekawa nowopoznanych osób i chce się jak najwięcej o nich dowiedzieć, oraz postaci przewodniczącej lokalnego komitetu wsparcia (świetna Imelda Staunton), która ma silny charakter i swoją pewnością siebie prze jak taran.
"Dumni i wściekli" to film mądry, zabawny (owacja na stojąco na festiwalu w Cannes), momentami całkiem wzruszający (scena przygotowywania kanapek). Jednocześnie nie jest przesadnie przesłodzony, czy upstrzony nadmierną ilością brokatu. To bardzo pozytywny obraz, który sprawnie łączy i przeplata komedię, dramat, wzruszenie i humor. To film, który fantastycznie poprawia nastrój, ale który wie kiedy uderzyć w poważniejsze tony i kiedy nie przedobrzyć (chociażby zakończenie, któremu daleko do typowego happy-endu). Co prawda można się w tej produkcji trochę przyczepić do tego, że w sumie jest ona bardzo jednostronna, pokazuje tylko jedną stronę konfliktu na linii górnicy-rząd. Oprócz jednego, krótkiego wystąpienia Thatcher, jakie w pewnym momencie widzimy w telewizji, nie ma tu właściwie okazji do przedstawienia tej drugiej strony sporu. Trochę szkoda, bo i ten punkt widzenia byłby ciekawy, ale może i dobrze, że twórcy nie łapali się jeszcze za ten wątek, bo tych i tak jest w tym obrazie całkiem sporo. Oprócz głównego - pomocy gejowskich aktywistów grupie górników z małego miasteczka, obraz ten mówi dodatkowo o młodzieńczym coming-oucie, potrzebie akceptacji u rodziców, trudnych powrotach do miejsc rodzinnych. Marsz do kin.
8/10
Komentarze
Prześlij komentarz