Chappie
Neill Blomkamp jest reżyserem w którym pokładano ogromne nadzieje. Kilka lat temu zrealizował film krótkometrażowy "Alive in Joburg", który zyskał taką popularność w sieci, że został zauważony również w Hollywood, które umożliwiło młodemu twórcy realizację pełnego metrażu. I tak powstał jeden z najciekawszych filmów sci-fi ostatnich lat, genialny "Dystrykt 9", który zachwycił na równi widzów jak i krytyków. Tym filmem Blomkamp ustawił sobie poprzeczkę niezwykle wysoko. Cztery lata później na ekranach kin pojawił się jego drugi film - "Elizjum". I tym razem krytycy i widzowie byli zgodni - ten obraz zdecydowanie się nie udał. Zmarnowany potencjał, scenariusz pisany na kolanie, przerost konceptu nad wykonaniem, ogromne rozczarowanie, wielka wtopa. Jednak biorąc pod uwagę, że drugi film w karierze jest zawsze najtrudniejszy, równie dobrze można było uznać to za wypadek przy pracy (do którego z resztą przyznał się niedawno sam Blomkamp). Publiczność tą wpadką się najwyraźniej zraziła, co widać po wynikach finansowych trzeciego filmu reżysera, który właśnie walczy w kinach i po pierwszym weekendzie w USA wypadł niezwykle słabo. Trochę szkoda bo "Chappie" nie jest tak nieznośnie kiepski jak wcześniejsze "Elizjum", ale niestety nie jest też tak fantastyczny jak "Dystrykt 9". To film bardzo nierówny, mający swoje lepsze i gorsze momenty.
"Chappie" to takie nowoczesne połączenie "Krótkiego spięcia" i "Robocopa". Połączenie całkiem interesujące ale nie mogące się zdecydować którym z tych filmów chciałoby bardziej być. Stąd momentami wpada w ramy kina familijnego, innymi zaś chwilami robi się mocno brutalne. I tak waha się między jednym a drugim do samego końca, w czasie którego wyczuć można wyraźnie echa "Dystryktu 9", ale bez tego emocjonalnego ciężaru jaki niósł ze sobą tamten film, który trzymał w napięciu do ostatnich sekund. W "Chappie" ta sztuka się niestety nie udała z jednego, bardzo prostego powodu - brakuje w nim bohaterów, którym można by kibicować, z którymi można by się było zżyć. Klęska tym większa, bo tu jest ich w sumie aż sześcioro, a w "Dystrykcie 9" był tylko jeden. Blomkamp głównymi bohaterami tego filmu uczynił zespół Die Antwoord - Ninja i Yo Landi, którzy powiedzmy sobie szczerze najlepszymi aktorami nie są (i ciężko zrozumieć czemu akurat oni grają tu tak ważne role). Ponadto występują jako para gangsterów, którzy przygotowują Chappiego do wielkiego skoku, uczą go jak być cool, spoko, jak kraść, bić się i nie dać się zabić. Może i chwilami jest to zabawne, ale przez to kim są bohaterowie i jakie są ich cele, niewiele do nich czujemy, przez co finał w którym zagrożone jest ich życie (przyszywani mama i tata robota) jest zupełnie nijaki i nieemocjonujący. Oprócz pary gangsterów pojawia się jeszcze Twórca (Dev Patel), a także występującący w kilku scenach na krzyż: Sigourney Weaver jako szefowa koncernu zbrojeniowego, oraz zazdrosny o wynalazek Twórcy, inżynier (Hugh Jackmann), który jest postacią tak stereotypową, że nic nie jest w stanie jej uratować. W efekcie jedyną postacią, którą da się lubić jest "Chappie", ale to zdecydowanie za mało by napędzić cały film.
Najnowsza produkcja Blomkampa zalicza najlepsze momenty w scenach pomiędzy robotem poznającym świat, a jego Twórcą. Ten wątek jest najsilniejszą stroną tego filmu i właśnie te chwile ogląda się z największym zainteresowaniem. Ogromna w tym zasługa Sharlto Copleya, który poprzez motion capture wcielił się w Chappiego, fantastycznie odegrał robota poznającego otaczającą go rzeczywistość, który z początku zachowuje się jak dziecko, chłonie jak gąbka wszystko to co znajduje się dookoła niego. Sceny w których widać jak tworzy się osobowość robota są zdecydowanie najlepsze w całym filmie. Produkcji tej nie można odmówić świetnego konceptu, niewidocznych efektów specjalnych, ciekawego wyglądu robotów, kreacji świata przyszłości. W tym Blomkamp był zawsze najsilniejszy i po raz trzeci udowodnił, że do tego ma talent. Nic dziwnego, że jego rysunki koncepcyjne do kolejnej części "Obcego", które nie tak dawno umieścił w sieci, i które stały się przepustką dla niego do reżyserii piątej części tej kultowej sagi, zachwyciły fanów na całym świecie. Na tym Blomkamp zna się doskonale. Oby tylko nie zapomniał jeszcze napisać scenariusza. Może wtedy otrzymamy coś na miarę "Dystryktu 9".
6.5/10
"Chappie" to takie nowoczesne połączenie "Krótkiego spięcia" i "Robocopa". Połączenie całkiem interesujące ale nie mogące się zdecydować którym z tych filmów chciałoby bardziej być. Stąd momentami wpada w ramy kina familijnego, innymi zaś chwilami robi się mocno brutalne. I tak waha się między jednym a drugim do samego końca, w czasie którego wyczuć można wyraźnie echa "Dystryktu 9", ale bez tego emocjonalnego ciężaru jaki niósł ze sobą tamten film, który trzymał w napięciu do ostatnich sekund. W "Chappie" ta sztuka się niestety nie udała z jednego, bardzo prostego powodu - brakuje w nim bohaterów, którym można by kibicować, z którymi można by się było zżyć. Klęska tym większa, bo tu jest ich w sumie aż sześcioro, a w "Dystrykcie 9" był tylko jeden. Blomkamp głównymi bohaterami tego filmu uczynił zespół Die Antwoord - Ninja i Yo Landi, którzy powiedzmy sobie szczerze najlepszymi aktorami nie są (i ciężko zrozumieć czemu akurat oni grają tu tak ważne role). Ponadto występują jako para gangsterów, którzy przygotowują Chappiego do wielkiego skoku, uczą go jak być cool, spoko, jak kraść, bić się i nie dać się zabić. Może i chwilami jest to zabawne, ale przez to kim są bohaterowie i jakie są ich cele, niewiele do nich czujemy, przez co finał w którym zagrożone jest ich życie (przyszywani mama i tata robota) jest zupełnie nijaki i nieemocjonujący. Oprócz pary gangsterów pojawia się jeszcze Twórca (Dev Patel), a także występującący w kilku scenach na krzyż: Sigourney Weaver jako szefowa koncernu zbrojeniowego, oraz zazdrosny o wynalazek Twórcy, inżynier (Hugh Jackmann), który jest postacią tak stereotypową, że nic nie jest w stanie jej uratować. W efekcie jedyną postacią, którą da się lubić jest "Chappie", ale to zdecydowanie za mało by napędzić cały film.
Najnowsza produkcja Blomkampa zalicza najlepsze momenty w scenach pomiędzy robotem poznającym świat, a jego Twórcą. Ten wątek jest najsilniejszą stroną tego filmu i właśnie te chwile ogląda się z największym zainteresowaniem. Ogromna w tym zasługa Sharlto Copleya, który poprzez motion capture wcielił się w Chappiego, fantastycznie odegrał robota poznającego otaczającą go rzeczywistość, który z początku zachowuje się jak dziecko, chłonie jak gąbka wszystko to co znajduje się dookoła niego. Sceny w których widać jak tworzy się osobowość robota są zdecydowanie najlepsze w całym filmie. Produkcji tej nie można odmówić świetnego konceptu, niewidocznych efektów specjalnych, ciekawego wyglądu robotów, kreacji świata przyszłości. W tym Blomkamp był zawsze najsilniejszy i po raz trzeci udowodnił, że do tego ma talent. Nic dziwnego, że jego rysunki koncepcyjne do kolejnej części "Obcego", które nie tak dawno umieścił w sieci, i które stały się przepustką dla niego do reżyserii piątej części tej kultowej sagi, zachwyciły fanów na całym świecie. Na tym Blomkamp zna się doskonale. Oby tylko nie zapomniał jeszcze napisać scenariusza. Może wtedy otrzymamy coś na miarę "Dystryktu 9".
6.5/10
Komentarze
Prześlij komentarz