Hiszpanka

Przykro patrzeć jak miliony złotych wydawane przez Polski Instytut Sztuki Filmowej na współfinansowanie polskich produkcji tak okrutnie się marnują.  Przykro patrzeć jak ciężka i świetna praca scenografów i kostiumografów idzie całkiem na marne bo są one jedynymi pozytywami w całym filmie i giną wśród wszystkich wad na które cierpi ten obraz.  Przykro wreszcie patrzeć jak tak ważne tematy jak Powstanie Wielkopolskie, do którego nawiązuje ta produkcja, są marnowane na idiotyczne wymysły, przerost formy nad treścią.  A tym niestety właśnie jest "Hiszpanka".  Gniotem, którego oglądanie sprawia fizyczny ból.  Filmem z którego ma się ochotę uciec już po kwadransie od rozpoczęcia seansu.  I choć nie mam nic przeciwko fantazjowaniu na temat wydarzeń historycznych, od tego przecież też jest kino, by urzeczywistniać niemożliwe sny i marzenia, choć nie mam nic przeciwko tworzeniu na nowo, przepisywaniu historii (Hitler mógł wszak zginąć w kinie), to na Boga niech te wariacje na temat mają choć odrobinę sensu!  Nie sposób zrozumieć, że ktokolwiek przyłożył się do realizacji tej szmiry, nie sposób zrozumieć, że przyciągnęła aż tylu znanych aktorów.  Straszny jest to film, aż nie wiadomo od czego zacząć, by wymienić wszystko to, co jest w nim takie złe.

"Hiszpanka" jest obrazem, który cierpi na totalny przerost ambicji.  Chce być dziełem ważnym, podniosłym, przełomowym.  Megaprodukcją, arcydziełem, odświeżającym, odkrywczym spojrzeniem.  A w istocie jest zlepkiem luźnych scenek, które nijak nie łączą się w jedną całość.  To film pozbawiony głównego bohatera, który wypełniają marne cienie prawdziwych postaci, przeraźliwie puste wydmuszki.  Co gorsza zagrane przez całą obsadę w tak sztuczny, nieprzekonujący, karykaturalny wręcz sposób, że aż skóra cierpnie.  To sztuka, by doprowadzić bądź co bądź utalentowanych aktorów do tak marnego poziomu.  Totalną porażką jest postać Niemca, doktora, medium, który słania się przez cały seans jakby był pod wpływem, robi groźne miny, przeżywa, szepcze i odzywa się cieniutkim głosem, jakby przez to jego postać miała być złowieszcza i straszna.  W efekcie jest przezabawna, i tragiczna za razem.  I tacy są niestety wszyscy bohaterowie tego filmu (ledwo broni się tylko Jan Peszek).  Nie ma w tej produkcji postaci, który pojawiałby się na ekranie na dłużej, wszyscy sprawiają wrażenie postaci drugoplanowych, epizodycznych.  Podobnie jest z fabułą, a raczej jej marnymi szczątkami.  Wątki pojawiają się i znikają, urywają w dowolnych momentach, by ni stąd ni zowąd ustąpić miejsca innym.

Teoretycznie "Hiszpanka" opowiada o próbach ochrony Ignacego Jana Paderewskiego, który zimą 1918 roku starał dostać się z Londynu do Polski, a pomóc w tym miała mu grupa telepatów, którzy musieli walczyć z niemieckim medium, dybiącym na życie Mistrza.  Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało.  Później jest niestety jeszcze gorzej.  Produkcja ta nie ma tempa, brakuje jej rytmu.  Raz przyspiesza nadmiernie, raz zwalnia, nie wiedzieć według jakich reguł.  Z jednej strony stylizowana jest na film sprzed kilkudziesięciu lat, stąd przesadna gra aktorska, okropne zbliżenia kamery, która zoomuje na twarze bohaterów - zabieg, którego nie stosuje się już w dzisiejszym kinie.  Z drugiej jednak strony widać tu wyraźne inspiracje najnowszymi, zachodnimi produkcjami, żeby tylko wymienić "Incepcję", "Grand Budapest Hotel", czy "Moulin Rouge".  Sporo w tym filmie również nowoczesnych zabiegów, sztuczek, jak chociażby całkiem efektowne ujęcie przemieniające się w odbicie w lustrze (ktoś tu z pewnością oglądał "Kontakt").  Ale co z tego, że ten film pęka od efektów specjalnych, co z tego, że jest tak wielką produkcją, skoro nie składa się na kompletny obraz, skoro jest totalnie o niczym, skoro jego wielkość zostaje wykorzystana do opowiedzenia nie mającej sensu, wyssanej z palca opowiastki.  Dawno nie widziałem tak złego kina.  Koszmar jakich mało.  Omijać bardzo szerokim łukiem.

2/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017