Foxcatcher
Dobre występy aktorskie nie czynią od razu udanego filmu. Choć w danej produkcji występują wybitni aktorzy, choć tworzą niezapomniane kreacje, choć dwoją się i troją wcielając się w niezwykłe postaci, ich występy wcale nie muszą być równoznaczne z tym, że i sam film będzie tak dobry jak ich gra. Niejednokrotnie się już zdarzało, że choć aktorzy stawali na wysokości zadania, pozostałe składowe filmu nie prezentowały tak udanego poziomu, a sam film okazywał się być przeciętny. Tak jest niestety w przypadku „Foxcatchera”, który zdaje się będzie jednym z większych rozczarowań dopiero co rozpoczynającego się roku. Jego najsilniejszą stroną są bowiem właśnie występy aktorskie. Steve Carell w poważnej roli, ucharakteryzowany tak dokładnie, że gdyby nie jego nazwisko wśród występujących tu aktorów, byłby całkiem nie do poznania. Świetny Mark Ruffallo, który bez specjalnego makijażu tworzy integrującą rolę. I nawet Channing Tatum próbuje udowodnić, że nie jest tylko ciachem, że potrafi grać, i całkiem nieźle mu to wychodzi. Ta trójka wygrywa ten film, dzięki nim relacja między bohaterami jest przepełniona dziwnymi, niepokojącymi emocjami. Niestety cała reszta pozostawia wiele do życzenia.
Największym problemem "Foxcatchera" jest scenariusz. Od początku czuć, że ta historia nie dąży w dobrym kierunku, że nie będzie mieć szczęśliwego zakończenia. I faktycznie opowieść ta kończy się tragicznie. Jednak równie ciekawe jak to w jaki sposób doszło do takiej sytuacji, jest to jakie były tego konsekwencje. Tragiczny koniec ma jednak miejsce właściwie w ostatniej scenie. W ten sposób film ten omija więc to co najważniejsze, najciekawsze - konsekwencje i skutki. Nie sprawdza się w tej produkcji również klimat, strasznie chłodny, wręcz sztucznie wyprany z emocji, jakby obraz ten nie posiadał duszy. Stąd bardzo niedaleko do całkowitego wyprania z uczuć, które nijak nie wypływają z tej produkcji. Jest ona emocjonalnie obojętna. Problemem są również zbyt wielkie przeskoki miedzy wydarzeniami, zbyt znaczące niedopowiedzenia, które powodują, że ta opowieść nie zawsze łączy się w jedną, spójną całość. Jedno nie zawsze wynika z drugiego. Brakuje tu emocji, brakuje energii, wszystko jest przesadnie wyciszone i spokojne. Nie ma ani krztyny napięcia. Być może twórcy chcieli uniknąć schematu równoległych planów zdarzeń, uniknąć przeskoków między kiedyś i teraz. Między tym jak do tego doszło i jaki jest tego skutek. Ale to właśnie one ożywiłyby ten obraz. Nudny, przegadany i pusty jak przemowy du Ponta, który w kółko powtarza o patriotyzmie, Ameryce, byciu dobrym obywatelem. Puste, wielkie, napuszone słowa.
"Foxcatcher" miał w sobie ogromny potencjał, ale nijak go nie wykorzystuje, nijak nie czerpie z historii. Ta wydarzyła się naprawdę i zdawała się być fantastycznym materiałem na trzymający w napięciu, poważny, skomplikowany thriller. To historia niespełnionych ambicji, kompleksów wyniesionych z dzieciństwa, cichej rywalizacji w rodzeństwie, chęci bycia kimś innym. Opowieść o dwóch braciach, zapaśnikach, którzy zdobyli złoto na Olimpiadzie w 1984 roku. Starszy to świetny trener mający już rodzinę, będący ojcem też dla tego młodszego, bo rodziców stracili przedwcześnie. Młodszy to zagubiony, niepewny siebie chłopak, pozostający jakby w cieniu brata, starający się sam sobie udowodnić, że jest najlepszy. I ten trzeci, bogacz z rodowodem, marzący o zapasach, który oferuje im utrzymanie, pieniądze, możliwości, byleby ćwiczyli u niego. Marzący o roli trenera, mentora, tak naprawdę próbujący się dowartościować w oczach surowej matki, postrzegającej zapasy jako sport dla plebsu, nie równający się jeździe konnej. Kompleksy, nadzieje, oczekiwania, chęć zwycięstwa, wola walki, wielkie pieniądze. Skomplikowany układ z którego wynikła dramatyczna, tragiczna historia i z której mógł wyniknąć świetny, emocjonujący film. Niestety nie tym razem.
6/10
Największym problemem "Foxcatchera" jest scenariusz. Od początku czuć, że ta historia nie dąży w dobrym kierunku, że nie będzie mieć szczęśliwego zakończenia. I faktycznie opowieść ta kończy się tragicznie. Jednak równie ciekawe jak to w jaki sposób doszło do takiej sytuacji, jest to jakie były tego konsekwencje. Tragiczny koniec ma jednak miejsce właściwie w ostatniej scenie. W ten sposób film ten omija więc to co najważniejsze, najciekawsze - konsekwencje i skutki. Nie sprawdza się w tej produkcji również klimat, strasznie chłodny, wręcz sztucznie wyprany z emocji, jakby obraz ten nie posiadał duszy. Stąd bardzo niedaleko do całkowitego wyprania z uczuć, które nijak nie wypływają z tej produkcji. Jest ona emocjonalnie obojętna. Problemem są również zbyt wielkie przeskoki miedzy wydarzeniami, zbyt znaczące niedopowiedzenia, które powodują, że ta opowieść nie zawsze łączy się w jedną, spójną całość. Jedno nie zawsze wynika z drugiego. Brakuje tu emocji, brakuje energii, wszystko jest przesadnie wyciszone i spokojne. Nie ma ani krztyny napięcia. Być może twórcy chcieli uniknąć schematu równoległych planów zdarzeń, uniknąć przeskoków między kiedyś i teraz. Między tym jak do tego doszło i jaki jest tego skutek. Ale to właśnie one ożywiłyby ten obraz. Nudny, przegadany i pusty jak przemowy du Ponta, który w kółko powtarza o patriotyzmie, Ameryce, byciu dobrym obywatelem. Puste, wielkie, napuszone słowa.
"Foxcatcher" miał w sobie ogromny potencjał, ale nijak go nie wykorzystuje, nijak nie czerpie z historii. Ta wydarzyła się naprawdę i zdawała się być fantastycznym materiałem na trzymający w napięciu, poważny, skomplikowany thriller. To historia niespełnionych ambicji, kompleksów wyniesionych z dzieciństwa, cichej rywalizacji w rodzeństwie, chęci bycia kimś innym. Opowieść o dwóch braciach, zapaśnikach, którzy zdobyli złoto na Olimpiadzie w 1984 roku. Starszy to świetny trener mający już rodzinę, będący ojcem też dla tego młodszego, bo rodziców stracili przedwcześnie. Młodszy to zagubiony, niepewny siebie chłopak, pozostający jakby w cieniu brata, starający się sam sobie udowodnić, że jest najlepszy. I ten trzeci, bogacz z rodowodem, marzący o zapasach, który oferuje im utrzymanie, pieniądze, możliwości, byleby ćwiczyli u niego. Marzący o roli trenera, mentora, tak naprawdę próbujący się dowartościować w oczach surowej matki, postrzegającej zapasy jako sport dla plebsu, nie równający się jeździe konnej. Kompleksy, nadzieje, oczekiwania, chęć zwycięstwa, wola walki, wielkie pieniądze. Skomplikowany układ z którego wynikła dramatyczna, tragiczna historia i z której mógł wyniknąć świetny, emocjonujący film. Niestety nie tym razem.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz