Carte Blanche
"Carte Blanche" to film opowiadający prawdziwą historię o której kilka lat temu było całkiem głośno w polskich mediach. Pewien nauczyciel historii w jednej z lubelskich szkół zaczął miewać problemy ze wzrokiem. Wpierw gorzej widział po zmroku, jego pole widzenia się zawężało, a na tym co widział pojawiały się czarne plamki. Wkrótce okazało się, że cierpiał na bardzo rzadką, nieuleczalną chorobę wobec której medycyna była bezsilna. Nie wiadomo było jak choroba będzie się rozwijać, u niektórych trwa to kilka lat, u innych zaledwie miesiące. Pewne było tylko jedno. W jej wyniku nauczyciel wkrótce całkowicie utraci swój wzrok. A w konsekwencji zostanie zapewne zwolniony z pracy, nie przeczyta już nigdy żadnej książki, jego życie w pewnym sensie się skończy. Mężczyzna jednak nie przyjął tej niekorzystnej diagnozy do wiadomości i starał się w tajemnicy, właściwie przed wszystkimi, żyć tak jakby nadal miał znakomity wzrok. Niesamowita historia, do tego taka, która wydarzyła się naprawdę. Tym bardziej szkoda, że film, który ją opowiada okazał się być zwykły i nijaki.
To straszne ale oglądając "Carte Blanche" nie mogłem się powstrzymać od wrażenia, że jest on wielkim spotem reklamowym lubelskiej komunikacji trolejbusowej. Tyle w nim scen przerywników ukazujących nowoczesne pojazdy, jakby to one były głównym tematem tej produkcji. Bohater jeździ nimi do pracy, jeździ również wtedy gdy rozmyśla o swojej trudnej sytuacji. Często widzimy je jak przemierzają ulice Lublina (który sam w sobie nie jest tak dokładnie i często ukazywany jak właśnie trolejbusy). I wreszcie występują one w najbardziej malowniczych i nietypowych ujęciach w całym filmie, gdy na tle nieba i mijanych drzew, widzimy ich pantografy odbierające prąd z sieci. Raj dla fanów komunikacji miejskiej w najnowszym wydaniu. Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że znajdzie się w filmie, który miał opowiadać o zmaganiach zwykłego człowieka z jego nieuleczalną, straszną chorobą.
Sama historia w „Carte Blanche” opowiedziana została w poszarpanym rytmie, skupiając się co chwila na innej osobie, jakby zapominając, że centralną postacią powinna być osoba nauczyciela. Tak więc raz skupiamy się na najlepszym przyjacielu bohatera i jego zazdrosnej żonie, raz na przesadnie obrażonej nauczycielce, z którą bohater zacznie później układać sobie życie, a raz na zdolnej uczennicy, która pochodzi z patologicznego domu. Niewiele więc miejsca zostaje dla głównego bohatera, i choć Chyra tworzy ciekawą postać, przekonująco oddając zagubienie bohatera, jego determinację, wolę walki do normalnego życia, mieszającą się z depresyjną beznadzieją nadchodzącego końca, to jednak inne postaci zbyt mocno zagłuszają jego postać. Ciekawie wypadają zdjęcia, które w kilku scenach świetnie ukazują to jak nauczyciel widzi otaczający go świat, a raczej to jak coraz mniej z niego dostrzega. Jednak mimo wysiłków Chyry, oraz tych wizualnych sztuczek ukazujących jego pogarszający się wzrok, los bohatera zdaje się być dziwnie obojętny. A jego walka o normalne życie zamiast uwznioślać, inspirować i pocieszać, tylko irytuje. Może gdyby nie wysilony optymizm, jakim nasączony jest ten film, wypływałoby z niego więcej emocji.
6/10
To straszne ale oglądając "Carte Blanche" nie mogłem się powstrzymać od wrażenia, że jest on wielkim spotem reklamowym lubelskiej komunikacji trolejbusowej. Tyle w nim scen przerywników ukazujących nowoczesne pojazdy, jakby to one były głównym tematem tej produkcji. Bohater jeździ nimi do pracy, jeździ również wtedy gdy rozmyśla o swojej trudnej sytuacji. Często widzimy je jak przemierzają ulice Lublina (który sam w sobie nie jest tak dokładnie i często ukazywany jak właśnie trolejbusy). I wreszcie występują one w najbardziej malowniczych i nietypowych ujęciach w całym filmie, gdy na tle nieba i mijanych drzew, widzimy ich pantografy odbierające prąd z sieci. Raj dla fanów komunikacji miejskiej w najnowszym wydaniu. Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że znajdzie się w filmie, który miał opowiadać o zmaganiach zwykłego człowieka z jego nieuleczalną, straszną chorobą.
Sama historia w „Carte Blanche” opowiedziana została w poszarpanym rytmie, skupiając się co chwila na innej osobie, jakby zapominając, że centralną postacią powinna być osoba nauczyciela. Tak więc raz skupiamy się na najlepszym przyjacielu bohatera i jego zazdrosnej żonie, raz na przesadnie obrażonej nauczycielce, z którą bohater zacznie później układać sobie życie, a raz na zdolnej uczennicy, która pochodzi z patologicznego domu. Niewiele więc miejsca zostaje dla głównego bohatera, i choć Chyra tworzy ciekawą postać, przekonująco oddając zagubienie bohatera, jego determinację, wolę walki do normalnego życia, mieszającą się z depresyjną beznadzieją nadchodzącego końca, to jednak inne postaci zbyt mocno zagłuszają jego postać. Ciekawie wypadają zdjęcia, które w kilku scenach świetnie ukazują to jak nauczyciel widzi otaczający go świat, a raczej to jak coraz mniej z niego dostrzega. Jednak mimo wysiłków Chyry, oraz tych wizualnych sztuczek ukazujących jego pogarszający się wzrok, los bohatera zdaje się być dziwnie obojętny. A jego walka o normalne życie zamiast uwznioślać, inspirować i pocieszać, tylko irytuje. Może gdyby nie wysilony optymizm, jakim nasączony jest ten film, wypływałoby z niego więcej emocji.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz