Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej

Serce rośnie gdy ogląda się polskie filmy stojące na takim poziomie.  Filmy świetnie zagrane, realizowane z przekonaniem, werwą, przepięknie nakręcone, dopracowane w szczegółach, wywołujące konkretne emocje.  Doczekaliśmy się wreszcie polskiego kina, którego nie musimy się wstydzić, doczekaliśmy się kina którym możemy się chwalić.  "Sztuka kochania" choć jest jedną z najbardziej reklamowanych polskich produkcji ostatnich miesięcy, nie jest produktem, który trzeba na siłę wypychać do widzów, bo inaczej sam się nie obroni.  To film, który broni się sam w sobie, który świetnie się ogląda, i który zasługuje na sukces.  Widniejące na plakacie tej produkcji nawiązanie do "Bogów", nie jest w tym przypadku tylko tanim chwytem marketingowym, mającym przyciągnąć do kin wszystkich zwolenników tamtego obrazu, ponieważ "Sztuka kochania" charakteryzuje się podobną energią jaką miał film o Relidze.  Czuć w niej ten sam pęd, podobne przekonanie, i pewność jaka porywała i fascynowała w tamtej produkcji.  Ale nie powinno to aż tak dziwić, skoro i producenci, i scenarzysta "Bogów" byli odpowiedzialni za film o Wisłockiej.

"Sztuka kochania" jest produkcją posiadającą dość trudną strukturę.  Historia nieustannie skacze pomiędzy przeszłością, przyszłością a teraźniejszością, jest rozpięta pomiędzy końcem lat trzydziestych, a końcówką lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.  Twórcy nieustannie wędrują pomiędzy różnymi etapami życia głównej bohaterki, powoli odsłaniając nam jej historię.  Z jednej strony ukazują walkę jaką musiała stoczyć by wydać swoją sławną książkę, chociaż w czasach PRL-u wydawało się to zadaniem niemożliwym, z drugiej strony odkrywają przed nami przeszłość bohaterki, która wpłynęła na nią, i doprowadziła do tego, że kobieta zdecydowała się napisać swoją książkę.  Książkę, która jeszcze przed wydaniem była czytana pod biurkiem przez wszystkich w partii, a która już po publikacji okazała się bestsellerem.  Choć wielokrotnie podróżujemy w tej filmowej czasoprzestrzeni, twórcy świetnie panują nad tą opowieścią, ani razu nie gubiąc się w oddzielnych czasach, nie tracąc wątku.  I to jest sztuka, która udaje się tylko niektórym produkcjom.  Ponadto warto zauważyć, że ten z pozoru błahy i nieciekawy temat (w końcu chodzi "tylko" o wydanie książki) ogląda się z wypiekami na twarzy, niczym jakiś thriller pędzący z akcją na złamanie karku. Wielka w tym zasługa scenarzysty, który tę z pozoru zwyczajną historię opisuje w tak pasjonujący sposób.  Świetnie napisane, cięte dialogi, masa zabawnych momentów, i wyraziście nakreślone postaci, to trzon tego udanego filmu.

Nie byłoby tej produkcji gdyby nie Magdalena Boczarska, która jest idealna w roli Michaliny Wisłockiej.  Rola tym trudniejsza, bo rozciągnięta na przestrzeni lat.  Od czasów młodości, które przypadły na okres II wojny światowej, przez lata spędzone w miłosnym trójkącie, czas pracy nad doktoratem, pracę w roli lekarza od spraw intymnych, aż po okres walki z władzą o prawo do wydania książki.  To co w tej podróży przez czas z pewnością pomaga jest świetna charakteryzacja, która wyraźnie zaznacza poszczególne etapy w życiu bohaterki, ale jest to tylko dodatek do świetnej kreacji Boczarskiej, która wyraźnie odróżnia sposób gry w zależności od tego czy akurat portretuje swoją bohaterkę w młodości, czy na późniejszych etapach jej życia.  Fantastyczna rola.  Świetnie sprawują się również pozostali aktorzy, w drugoplanowych bądź też epizodyczny rolach: Adamczyk, Wasilewska, Lubos czy Stenka, którzy dodają do tego świetnie zagranego filmu trochę swojego talentu aktorskiego.  W tej produkcji zachwyca również dbałość o szczegóły (scenografia), oraz pewność inscenizacyjna i realizatorska (praca kamery, przepiękne zdjęcia, wszystkie sceny zbiorowe, te niezwykle długie ujęcia).  Całość dopełnia fantastyczny, zamaszysty soundtrack, który idealnie buduje klimat tego filmu, nadaje mu niezwykle szybkie tempo, otula go pięknymi dźwiękami, których niekoniecznie można by się było spodziewać w takim dramacie, ale pasują tutaj perfekcyjnie. Mam ogromną nadzieję, że ta muzyka doczeka się kiedyś swojej własnej premiery.

8/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017