Elle

Pierwsza scena.  Do domu Michele włamuje się zamaskowany mężczyzna.  Gwałci kobietę na podłodze salonu.  Wszystkiemu ze znudzeniem przygląda się zielonooki kot.  Mężczyzna po zaspokojeniu swych potrzeb podciąga dresowe spodnie i wychodzi.  Kobieta po pewnym czasie podnosi się z podłogi.  Bierze kąpiel, by zmyć z siebie krew.  Sprząta porozbijane talerze i szklanki w salonie.  Wieczorem jakby nigdy nic zamawia jedzenie przez telefon.  Tak zaczyna się najnowszy film Paula Verhoevena "Elle".  Trochę thriller, trochę perwersyjny dramat, trochę czarna komedia, trochę kontrowersyjna opowieść o związkach oraz o wyznaczaniu, a także przesuwaniu granic pomiędzy tym co dozwolone, a tym co niedopuszczalne.  Film problematyczny. Trudno mi powiedzieć czy mi się podobał, ale jednocześnie nie jestem w stanie napisać, że mi się nie podobał. 

Problem jaki mam z tym obrazem wynika chyba w większości z postaci Michele.  To bohaterka, którą trudno zrozumieć, która wydaje się momentami nieprawdziwa, sztuczna, nierzeczywista.  Z drugiej jednak strony, biorąc pod uwagę jej historię, to co przeszła w dzieciństwie, a co ujawniane jest w miarę rozwoju akcji, niejako może tłumaczyć jej dziwne, zaskakujące, czasem nieprzekonujące zachowania.  Michele jest pewną siebie, zamożną, zdecydowaną, wymagającą kobietą, która twardą ręką  prowadzi wraz z przyjaciółką firmę tworzącą gry komputerowe.  Gry zawierające perwersyjne, mocne treści, które jednych mogą odrzucić, dla innych mają stanowić materiał wywołujący podniecenie. Są chwile gdy rozumiemy bohaterkę, są momenty gdy jej postępowanie zdaje się być zupełnie niezrozumiałe.  To postać, którą trudno rozgryźć i która sama siebie chyba nie do końca rozumie.  Problematyczne są chociażby pragnienia jakie się w niej rodzą od momentu gwałtu.  Z jednej strony kupuje gaz pieprzowy, wymienia zamki w domu, z drugiej strony zaczyna fantazjować o tamtej chwili, wyobrażać sobie różne scenariusze tego co wydarzyło się na podłodze jej salonu, i co więcej myśleć o tym co by było gdyby ta sytuacja zdarzyła się ponownie. Kusząc los, niejako prowokując zdarzenia, które nie chce by się powtórzyły, ale jednocześnie ma na to chęć.

Ta relacja w jaką wplątuje się Michele (zagrana moim zdaniem zbyt teatralnie przez Isabelle Huppert) jest trudna do oceny, trudna do zrozumienia i to chyba właśnie ona najbardziej odpycha od tego filmu.  W pewnym sensie zdaje się trywializować koszmar zdarzenia jakim jest gwałt, bawić się koncepcją ofiary pragnącej dalszego upokorzenia, zniewolenia.  Ta perwersyjna relacja staje się źródłem scen, które jednocześnie przerażają, ale i bawią.  I ta nieoczywistość, dwuznaczność tego co popędza bohaterkę do działania jest tym co najbardziej niepokoi ale i przyciąga w tym filmie.  Trudno powiedzieć czy to dobrze czy źle.  Trudno jednoznacznie ocenić jej postać, jej zachowanie.  Po seansie pozostaje uczucie zmieszania, zdziwienia, ale i obojętności, bo choć zdaje się, że ten dramat rozegrał się w bliskiej nam rzeczywistości, to jednak jakoś dziwnie wydumanej, nieprawdziwej, a przez to nie zostawiającej realnego, mocnego śladu.

6/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017