Siedem minut po północy / A Monster Calls

Conor nie ma łatwego dzieciństwa.  Jest zamkniętym w sobie, szczupłym chłopakiem, któremu wiecznie dokuczają w szkole.  Nie ma przyjaciół, nie ma znajomych z którymi mógłby wspólnie spędzać wolny czas.  Jest marzycielem, który każdą wolną chwilę spędza na rysowaniu.  Miłość do sztuki zaszczepiła w nim matka, niespełniona artystka, która swoją pasję zarzuciła po urodzeniu syna.  Problemy w szkole, brak przyjaciół oraz ojca (który opuścił ich gdy chłopak był jeszcze mały) są jednak niczym w porównaniu z tym, z czym Conor będzie się musiał niedługo zmierzyć.  Jego mama jest śmiertelnie chora, kolejne eksperymentalne terapie zawodzą, i wszystko wskazuje na to, że niedługo nastąpi nieuniknione.  Pewnego wieczoru, dokładnie siedem minut po północy, do Conora przychodzi drzewny potwór.  Oznajmia mu, że będzie do niego przychodzić w kolejne noce, by opowiedzieć mu trzy różne historie.  Wtedy on, będzie musiał w odpowiedzi na nie, opowiedzieć swój koszmar, który nawiedza go od dłuższego czasu.  Conor musi posłuchać drzewnego potwora, bo jak się okazuje, sam go do siebie wezwał.

J.A.Bayona realizując ten film poszedł w najlepszym z możliwych kierunków: stworzył poważną, mroczną baśń w której bohater z horroru codziennej rzeczywistości przenosi się do świata fantazji, który okazuje się być wcale nie lżejszy czy prostszy.  Tak jak Guillermo del Toro przenosił bohaterkę genialnego "Labiryntu Fauna" ze świata pogrążonego w wojnie do niebezpiecznej krainy baśni, tak w tym filmie młody Conor ucieka od choroby swej matki do wyobraźni w której odwiedza go potężny potwór.  Co więcej, historie jakie potwór opowiada chłopakowi dalekie są od typowych bajek, w których łatwo jest odróżnić co dobre a co złe, kto jest prawy a kto nie, w których zawsze następuje szczęśliwe zakończenie.  Te trzy opowieści wcale nie są proste ani łatwe i już same w sobie są świetną lekcją dla młodego widza, który dopiero poznaje skomplikowaną, trudną rzeczywistość w jakiej żyjemy.  Uczą, że nie ma ludzi jednoznacznie dobrych ani złych, a wszystko, całe nasze życie, rozgrywa się gdzieś pomiędzy, w szarościach.  Skrajne, przeciwstawne uczucia wcale się nie zaprzeczają, nic nie jest takie proste jak się wydaje na pierwszy rzut oka, życie nie zawsze jest sprawiedliwe, a świat oszukuje nas na każdym kroku. Co więcej my sami siebie oszukujemy, bo najtrudniej jest powiedzieć prawdę, najtrudniej jest się z nią zmierzyć.

Reżyser kieruje swój film bardziej do dorosłych niż do dzieci, czeka na widzów świadomych i otwartych.  Opowiada o godzeniu się ze stratą, o odpuszczaniu ale i trwaniu przy boku osób dla nas najważniejszych.  Pokazuje żałobę z punktu widzenia dziecka i robi to z ogromną dozą zrozumienia.  I choć domyślamy się w jakim kierunku dąży ta opowieść, jaki będzie jej finał, udaje się stworzyć kilka naprawdę niezwykle wzruszających scen, na których nie sposób nie uronić choćby kilku łez.  Obojętnie jak dobrze byśmy się przed nimi nie przygotowywali, są to momenty dotykające do żywego.  I tu przede wszystkim wspomnieć trzeba odtwórcę roli Conora, młodego Lewisa MacDougalla, który właściwie sam dźwiga ten film na swoich barkach.  Bo choć otaczają go dorośli, w osobach Babci, Ojca czy chorej Matki, to jednak w większości cała historia kręci się wokół Conora, i tego co czuje, jak reaguje na kolejne stadia choroby swojej mamy, jak odpowiada na baśnie snute przez potwora.  Albo więc jest sam na ekranie, albo z wygenerowanym cyfrowo potworem. W dużej mierze to właśnie dzięki niemu dramat Conora jest tak poruszający. Warto.

8/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017