Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2016

Śmietanka towarzyska / Café Society

"Śmietanka towarzyska" to kolejny film wiecznie żywego Woody Allena.  Film, który w przeciwieństwie do jego ostatniego dokonania ("Nieracjonalny mężczyzna") zebrał całkiem pozytywne recenzje i został ciepło przyjęty na ostatnim festiwalu w Cannes.  I nic w tym dziwnego bo faktycznie jest to bardzo przyjemny seans.  To nadal taka trochę opowieść o wszystkim i o niczym, podobnie jak ostatnie komedie Allena, ale lżejsza i ładniejsza od nich.  Niby schemat powtarzany wielokrotnie, ale tym razem jakoś lepiej układający się w całość.  Komedia nieprzekombinowana, dość prosta, skupiająca się na jednym wątku i nawet odrobinę zaskakująca.  Produkcja całkiem zabawna, świetnie napisana i nieprzegadana, choć to dialogi są tym co ją napędza.  Naprawdę przyjemne półtorej godziny, które równie dobrze spisywać się będzie na małym, jak i na dużym ekranie. To co najbardziej wyróżnia "Śmietankę towarzyską" od poprzednich filmów Allena, to zdjęcia. Bardzo jasne, doświetl...

Sausage Party

To ciekawe jak bardzo forma filmu wpływa na jego odbiór.  Osobiście mam alergie na amerykańskie komedie.  Ten kloaczny humor jaki reprezentują, uważając, że ohyda i przekleństwa w znacznym stężeniu są tym co jest w stanie rozśmieszyć.  Nie bawi mnie rzucanie jedzeniem w twarz czy kojarzenie wszystkiego z seksem.  Dlatego gdyby "Sausage Party" było filmem aktorskim, z ludźmi w rolach głównych, pewnie ominąłbym go szerokim łukiem.  Ale ponieważ jest to animacja, której główni bohaterowie to artykuły spożywcze, to wulgarność tej komedii nie jest wcale tak denerwująca czy odrzucająca.  Oczywiście to nadal nie jest humor wysokich lotów, żarty kręcą się wokół seksu, a przekleństwa zdarzają się w co drugim zdaniu, ale ponieważ opowiadana tu historia jest totalnie absurdalna, do tego ubrana w animowane szaty, to całość składa się w bardzo przyjemny, zabawny seans.  "Sausage Party" jest takim filmowym "South Parkiem" z żywnością w rolach głównych.  Filmem,...

10 lat reviews.blox.pl

16 sierpnia, dziesięć lat temu, wszedłem na główną stronę blox.pl i założyłem tego bloga. Dziesięć lat temu. Miałem wtedy z dziewiętnaście lat, zaczynałem studia na polibudzie, kino odwiedzałem od czasu do czasu, zdecydowanie rzadziej niż teraz, ale uwielbiałem te wypady do pierwszych multipleksów i (już wtedy) nielicznych tradycyjnych kin. Blog był bardziej dodatkiem niż głównym miejscem mojej aktywności w sieci.  Wtedy bardziej udzielałem się na filmweb, dyskutowałem na tamtym forum, zbierałem punkty uzupełniając bazę danych. Dziesięć lat temu nie miałem fejsbuka. Nie bylo twittera, instagrama, snapchata. Internet nastawiony był bardziej na dłuższe treści niż na obrazki, memy, newsy, klikalność. Komentarze zostawiało się na blogu, a nie na fejsie. Na wszystko było jakoś więcej czasu, na filmy, na pisanie recenzji, słuchanie soundtracków i długie dyskusje na temat obejrzanych produkcji. Dziesięć lat później zmieniło się właściwie wszystko. Zamiast blogów coraz bardziej popularne...

Legion samobójców / Suicide Squad

"Worst heroes ever”.  “Worse of the worst” - głosiły zapowiedzi.  Producenci jednak wystraszyli się tego całkiem odważnego pomysłu i dlatego za każdym razem gdy bohaterowie przedstawiani są od złej strony, zaraz znajduje się jakiś usprawiedliwienie, jakiś sposób na ocieplenie ich wizerunku.  Deadshot jest płatnym zabójcą, który nigdy nie pudłuje i nie ma żadnych wyrzutów sumienia w związku ze swoją pracą?  Ale chwila, przecież ma śliczną córeczkę z którą najchętniej rozwiązywałby zadania domowe niczym perfekcyjny ojciec.  Harley Quinn jest szurniętą panią psycholog, wariatką zakochaną na zabój w Jokerze, kobietą w zasadzie jeszcze bardziej od niego zwariowaną?  Nie, nie, tak naprawdę Harley chciałaby założyć przykładną rodzinę dwa plus dwa.  Kapitan Bumerang w wersji kinowej to natomiast tylko pijak i drobny złodziejaszek, a taki Killer Croc to facet odrzucony przez społeczeństwo ze względu na swój wygląd.  Słabo jak na film, który miał mówić o an...

Zjednoczone stany miłości

Cztery przeplatające się historie kobiet żyjących w tym samym, niewielkim mieście.  Cztery bohaterki perfekcyjnie zagrane przez fantastyczne aktorki.  Julia Kijowska wcielająca się w postać kobiety żyjącej w długim ale całkiem wypalonym związku, marzącej o prawdziwej choć zakazanej miłości.  Magdalena Cielecka jako dyrektorka lokalnej szkoły, kochanka z sześcioletnim stażem, która chciałaby wreszcie wyjść z cienia.  Fenomenalna Dorota Kolak jako nauczycielka języka rosyjskiego, która zostaje zwolniona z pracy, a żyjąc samotnie, pragnie zostać przez kogoś zauważona.  I wreszcie Marta Nieradkiewicz czyli młoda nauczycielka tańca, była miss piękności, marząca o modelingu, prywatnie tęskniąca za mężem, który wyjechał za pracą.  Wspaniałe kreacje, które w dużej mierze opierają się na grze ciała, mimice, spojrzeniach.  Wszystkim tym co niewypowiedziane, a co można zobaczyć, poczuć. Świetne w "Zjednoczonych stanach miłości" jest po pierwsze to, że film ten ...

Kamper

Ona i On.  Są już ze sobą dwa lata.  Niby szczęśliwi ale jednak nie do końca.  Niby razem ale jednak bardziej osobno.  Mają swoje wspólne, małe rytuały, które ich rozśmieszają, jak chociażby straszenie się nawzajem po wejściu do mieszkania, czy wspólne słodkie śniadania, ale na dłuższą metę przebywanie razem ze sobą bardziej ich męczy niż uszczęśliwia.  On pracuje jako tester gier komputerowych w wielkiej korporacji, ona po pracy chodzi na różne kursy, między innymi gotowania.  Mieszkają w Warszawie.  Seks uprawiali ostatnio nie wiadomo kiedy.  Krótka informacja wypowiedziana pewnego wieczoru, o tym, że ona całowała się z kimś innym, wywróci ich życie do góry nogami. Film Grzegorzka to taka słodko gorzka komedia.  Dramat, który zawiera elementy humorystyczne.  Bo choć opowiada o rozpadającym się związku, choć mówi o ludziach, których coraz więcej dzieli, bo ich miłość dziwnie szybko przeminęła, to robi to w zaskakująco lekki sposób....

Neon Demon

Brokat. Neonowe światła. Krew. Szczupłe ciała. Zazdrość i pożądanie. Nagość. Niewinność. Sztuczne pozy i wydumane słowa. Forma ponad treścią. Wielkie nadzieje i presja by osiągnąć sukces. Dorabiane piękno i hipnotyzująca naturalność. Wielki świat przewracający w głowie. Senny koszmar. Demoniczna wizja. Przesadnie wystylizowane kadry. Wewnętrzna pustka. Plastik. Obraz stanowiący tło do muzyki, a nie muzyka będąca tłem dla obrazu. Metafora ponad metaforą dla kolejnej metafory. Wizualny majstersztyk. Hipnotyzujący soundtrack. Zaskakujący Keanu Reeves w innej dla siebie roli. Schemat utraty przyjaciela przez wstąpienie do innego świata. Obrzydliwa scena w kostnicy. Fantastyczny pierwszy akt. Odrealnione sesje zdjęciowe. Uprzedmiotowienie ciała. Elektroniczny trans. Opowieść przesadnie rozciągnięta do dwugodzinnego pokazu obrazów. Neonowe światła. Krew. Brokat. Brak pomysłu na rozwinięcie historii i dalszy los bohaterki. Na siłę wstrząsający finał. Dosłowna konsumpcja piękna. Odrealni...