X-Men: Apocalypse

Jest w tym filmie taka scena.  Bohaterowie wychodzą z kina z "Powrotu Jedi".  Dyskutują o tym, która z części „Gwiezdnych Wojen” była najlepsza.  I wtedy jedna z osób oznajmia, że część trzecia prawie zawsze jest najsłabsza i tak też było i tym razem.  A ponieważ tak się składa, że "Apocalypse" jest właśnie trzecią częścią nowej trylogii X-Men, nie da się nie odnieść tego komentarza bezpośrednio do samego filmu.  Jest to takie autoironiczne spojrzenie twórców na tę produkcję, które niestety ma w sobie wiele racji, bo nie da się ukryć, że "Apocalypse” jest najsłabszą częścią nowej trylogii, stojąc daleko w tyle za "First Class", oraz najlepszym z tej trójki "Days of Future Past".  Mam jednak wrażenie, że twórcy poprzez ten żart chcieli się niejako wytłumaczyć ze swojego filmu, usprawiedliwić.  Jakby z założenia spodziewali się, że to co tym razem przygotowali jest słabsze od poprzednich produkcji.  Bo jest i to znacznie.  "Apocalypse" sprawia wrażenie filmu zrealizowanego na szybko, po najmniejszej linii oporu.  Nie jest co prawda taką porażką jak niedawny "Batman v Superman", ale do poziomu prezentowanego przez inne filmy Marvela naprawdę wiele mu brakuje.

Najsłabszym elementem tego filmu jest tytułowy Apocalypse, którego motywacje należą do tych najprostszych z możliwych - po przebudzeniu się z odwiecznego snu koleś chce wszystko zniszczyć, obrócić cały świat w pył.  To okrutnie patetyczna, nudna i nieciekawa postać, która w kółko wygłasza te same banały o potrzebie zbudowania nowej, lepszej rzeczywistości.  Co prawda bohaterowie muszą się trochę natrudzić by go w końcu pokonać. Nie jest to może tak łatwe jak w innych filmach Marvela, ale prócz swej mocy ten bad guy charyzmy nie ma za grosz.  Niestety Oscar Isaac totalnie poległ w tej roli, przygnieciony przez kiczowaty kostium, zakryty przez tonę makijażu.  Strasznie słabo wypada również cały wątek rozgrywający się w Polsce, w którym co ciekawe sporo dialogów (a nawet jedna piosenka) prowadzonych jest w języku polskim.  Oczywiście amerykańskie wyobrażenie Polski Ludowej lat osiemdziesiątych jest dalekie od prawdy, oczywiście Michael Fassbender nijak nie radzi sobie z naszym językiem, kalecząc wszystkie swoje kwestie, wywołując tym samym uzasadniony śmiech widowni.  To co jednak najgorsze w tym wątku, to statyści, w założeniu prawdziwi Polacy, którzy również po polsku mówić nie potrafią.  Tak jakby nie można było do tych kilku krótkich scen zatrudnić prawdziwych Polaków, nie mających trudności z płynnym wypowiedzeniem kilku zdań.  Skoro twórcy zdecydowali się na tak odważny ruch i zrezygnowali z języka angielskiego, to mogli zrobić to już po całości.  Tak wyszło zabawnie i chwilami niestety żenująco.

Sam film niestety ale momentami zalatuje tandetą. Krzykliwe, plastikowe stroje bohaterów rażą swoim wyglądem szczególnie w naturalnych sceneriach, a zdjęcia wyglądają po prostu okropnie.  Aż trudno uwierzyć, że odpowiada za nie Newton Thomas Sigel, ten sam, który tworzył chociażby dopracowane "Drive".  Co najgorsze jednak, również efekty specjalne zostawiają wiele do życzenia - są niedopracowane, a ich sztuczność momentami bardzo mocno daje się odczuć.  Szczególnie w scenie z Quicksilverem, który podobnie jak i w poprzednim filmie w zwolnionym tempie błyskawicznie ratuje sytuację.  Szkoda tylko, że ta scena zostaje tu doczepiona na siłę, wynika bardziej z zachwytu sceną w kuchni z "Days of Future Past" niż z wydarzeń mających miejsce w tej produkcji.  Jest takim wykorzystywaniem sukcesów poprzednika - skoro wtedy tego typu scena się spodobała, to musiał pojawić się również i teraz.  Sam film jest ponadto bardzo nierówny.  Chwilami zdecydowanie zbyt powolny, momentami niezamierzenie zabawny, przesadnie podniosły i plastikowy.  Tak jakby kino superbohaterskie zatrzymało się na produkcjach sprzed ostatnich dziesięciu lat.  Najgorsze jest jednak to, że "Apocalypse" jest krokiem wstecz dla serii o X-Men.  Po jej odnowieniu przez "First Class" i wzmocnieniu naprawdę bardzo udanym "Days of Future Past", ta część jest zdecydowanym wycofaniem się, krokiem w kierunku bezmyślnej, sztucznej, popcornowej rozrywki.  A X-Meni, szczególnie w czasach rozkwitu bardzo udanych komiksowych produkcji, zasługują na coś znacznie lepszego.

6/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017