Cloverfield Lane 10 / 10 Cloverfield Lane

"Cloverfield Lane 10" to film niezwykły.  Produkcja, która pojawiła się znikąd, o której nikt nie słyszał, aż dosłownie dwa miesiące przed amerykańską premierą, światło dzienne ujrzał pierwszy, bardzo oszczędny zwiastun.  Aż do tamtej pory nie było żadnych przecieków, żadnych doniesień z planu, wielu miesięcy oczekiwań na premierę oraz nawarstwiających się przypuszczeń co do treści tego obrazu.  Bang!  I nagle w kinach pojawia się film, który trzeba zobaczyć.  W dzisiejszych czasach, gdy właściwie już nic nie jest tajemnicą, wycieki informacji z planu są na porządku dziennym, taka sytuacja totalnej niewiadomej o istnieniu przygotowywanej produkcji, jest czymś niezwykłym, nietypowym i wartym docenienia.  Po raz pierwszy od nie wiem jak dawna, można było iść do kina na film, prawie nic o nim nie wiedząc.  Bo pierwszy zwiastun (europejska promocja tej produkcji została niestety skopana), zdradzał tyle co nic, jedynie zaostrzając apetyt na seans.  Atrakcyjności całej sytuacji dodawał jeszcze fakt, że w tytule tego filmu pojawiło się słowo Cloverfield, co jednoznacznie przywoływało w pamięci bardzo dobrze przyjęte monster movie z 2008 roku, na którego kontynuację czekało wielu fanów.  Tak więc oprócz oczywistego pytania o treść tego filmu, pojawiło się jeszcze to drugie, o to czy jest to tak długo wyczekiwana kontynuacja pierwszego "Cloverfield".

Wszyscy, którzy widząc tytuł tej produkcji, nastawiali się na powrót wielkiego potwora, który kilka lat temu pustoszył Manhattan, mogą w czasie seansu poczuć się odrobinę zawiedzeni, wręcz oszukani, bo produkcja ta choć jawnie korzysta z popularności tamtego filmu, nie jest bezpośrednią kontynuacją tamtej opowieści.  Co wcale nie znaczy, że nie ma z nią nic wspólnego.  To opowieść, która równie dobrze mogłaby rozgrywać się w świecie, który poznaliśmy w "Cloverfield", ale porusza zupełnie odmienną historię.  "Cloverfield Lane 10" jest więc filmem w pewnym sensie spokrewnionym z tamtym monster movie, jest pewnego rodzaju duchową kontynuacją, która wymyka się spod standardowego, typowego rozumienia sequeli.  Jednak to, że film ten nie jest bezpośrednim sequelem, nie oznacza wcale, że nie warto poświęcić na niego czasu.  Wręcz przeciwnie.  Film Dana Trachtenberga (autora świetnego krótkiego metrażu "Portal"), to inteligentne, sprawnie nakręcone, świetnie trzymające w napięciu i niepewności kino, które idealnie funkcjonuje i jako kameralny thriller rozgrywający się na małej powierzchni, i jako całkiem efektowne kino akcji.  Film, który sprawia wrażenie przemyślanego od początku do samego końca, niezwykle konsekwentnego i nakręconego z ogromnym przekonaniem.  Mała - wielka produkcja, tak rozpisana i zagrana, że trzyma nieustannie w napięciu, aż do napisów końcowych.

To co najbardziej działa w tym filmie to jego nieoczywistość.  Wodzenie widza za nos i przedstawianie przeciwstawnych informacji na temat bohaterów, rozgrywającej się sytuacji.  Całość jest bowiem oparta na niewiedzy, niepewności głównej bohaterki.  Przeczuciach, które równie dobrze mogą się potwierdzić lub okazać nieprawdziwe.  Świadomość dzisiejszego świata, innych historii i obrazów, podpowiada nam różne scenariusze, i przez to właściwie do samego końca nie można być pewnym, czy wierzyć w to co widzi się na ekranie, czy posłuchać podejrzliwych przypuszczeń.  Za każdym razem, gdy tak jak bohaterka nabieramy podejrzeń na temat poczynań głównego bohatera, pojawia się w tle dodatkowe, inne, logiczne wytłumaczenie, przez co podejrzane sytuacje mogą zostać wytłumaczone w zdroworozsądkowy sposób.  Ale gdy jedne podejrzenia się wyjaśniają, wtedy pojawią się następne, kolejne pytania, które czekać będą na rozwiązanie, wywoływać dalszy niepokój.  I tak przez cały seans aż do całkiem zaskakującego finału, którzy może z początku razi swoją dosłownością, ale z drugiej strony powoduje, że ten film wyróżnia się i nie jest tylko historią o dziewczynie uwięzionej w podziemnym bunkrze.  Ta dosłowność finału paradoksalnie dodaje całej opowieści jeszcze więcej dwuznaczności, przedstawiając ją, jak i jej bohaterów w odmiennym świetle.

Oprócz ciekawej, naprawdę dobrze napisanej historii, która w pewnym momencie znajduje chwilę czasu by całkiem mądrze zastanowić się nad tym jak to nasze życie składa się z niewykorzystanych szans, zaprzepaszczonych marzeń, nieodżałowanych sytuacji, nie da się ukryć, że film ten stoi świetnymi występami aktorskimi.  Troje aktorów, niewielka przestrzeń i ich interakcje, które przede wszystkim budują tę historię.  Emmet, jako przeciętniak, którego życie niczym szczególnym się nie wyróżnia i który przypadkiem znalazł się w bunkrze.  Michelle czyli dziewczyna, która dotychczas uciekała od swoich problemów, a teraz wreszcie będzie musiała się z nimi zmierzyć.  I na koniec, świetna, bardzo nieoczywista postać Howarda, fantastycznie zagranego przez Johna Goodmana, który oferuje tej dwójce przypadkowych ludzi schronienie pod swoim dachem, ale z drugiej strony jest osobą bardzo podejrzaną, samym swoim wyglądem przywołującą niezbyt pozytywne skojarzenia.  Dodając do ciekawej historii i tych udanych występów aktorskich jeszcze fantastyczny soundtrack, idealnie podnoszący napięcie, budujący atmosferę zagrożenia i tajemnicy, otrzymujemy nadspodziewanie udany, intensywny thriller.  Oby więcej takich pozytywnych niespodzianek.

8.5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017