Łowca i Królowa Lodu / The Huntsman: Winter's War
"Łowca i Królowa Lodu" to idealny przykład filmu nijakiego. To poprawna produkcja, która teoretycznie niczym specjalnym nie grzeszy ale jednocześnie niczym też nie zachwyca. To film o którym zapomina się jeszcze w trakcie jego seansu, bo wszystko jest w nim tak obojętne i gdzieś już wcześniej zaprezentowane. To kontynuacja zrealizowana na siłę, wymuszona wyłącznie dobrymi wynikami finansowymi pierwszego filmu. To produkcja, która czerpie zewsząd dookoła i niczym się nie wyróżnia. Jest w niej trochę z poprzedniego filmu, jest trochę z kina drogi, jest trochę odniesień do innych filmów fantasy, a nawet do Disnejowskiego "Frozen". Wszystko to się jakoś w miarę ze sobą klei, ale nie stanowi o sobie, nie tworzy nowej jakości, nie wybija się niczym ponad konkurencję, przez co pozostawia po sobie jedynie spory niedosyt.
"Łowca i Królowa Lodu" to film, który jest jednocześnie prequelem do "Śnieżki i Łowcy", ale również jego kontynuacją. Akcja rozpoczyna się dawno temu, przed wydarzeniami z pierwszej części, gdy to poznajemy wszystkich bohaterów tej nowej, dotąd nieznanej opowieści. Młodego Łowcę, jego ukochaną, oraz dwie królowe, Ravenę oraz jej siostrę Freyię, która wkrótce stanie się złą Królową Lodu. A wtedy też przeniesiemy się siedem lat wprzód by niejako kontynuować wątki z poprzedniego filmu, ale i rozwijać historię nowej Królowej i jej niecnego planu budowy wielkiej zimowej armii. Problem jednak w tym, że cały drugi akt zajmuje przede wszystkim nudny, strasznie rozciągnięty i powolny film drogi, który prawie całkiem pomija dwie najciekawsze postaci tej opowieści, czyli Ravenę i Freyię. Zamiast interesującego konfliktu między siostrami, otrzymujemy na siłę uszczypliwy wątek wielkiej miłości między Łowcą i jego wybranką (Chastain z okropnym akcentem), którzy ciągle wygadują banały o prawdziwej, wiecznej miłości. Towarzyszy im kilkoro karłów, którzy w zamierzeniu mieli zapewniać comic relief, ale różnie z tym bywa.
To co najciekawsze zostaje zepchnięte na dalszy plan, a jest tym opowieść o Królowej Lodu, w którą rewelacyjnie wcieliła się Emily Blunt, przysłaniając swoim występem wszystkich pozostałych aktorów. Blunt kradnie każdą scenę wyłącznie dla siebie, jest idealna w roli kobiety, która przestała wierzyć w miłość i relacje międzyludzkie opierające się na uczuciach. To bohaterka, która od zawsze przebywała w cieniu swojej siostry, od zawsze wątpiła w swoje umiejętności. Niedoceniana, pozbawiona potomka i zdradzona przez ukochanego, zmroziła całkiem swoje wnętrze. Świetny występ, który chce się oglądać, który ożywia ten bardzo obojętny film. Rola bardziej rozbudowana od mszczącej się Raveny, która niestety w tym filmie (inaczej niż w pierwszej części), sprawia wrażenie postaci jakby wyjętej z reklam perfum. Cała reszta to nudne tło, do tego w większości ukazane już w zwiastunach, więc zupełnie pozbawione emocji i zaskoczeń. Szkoda czasu.
5/10
"Łowca i Królowa Lodu" to film, który jest jednocześnie prequelem do "Śnieżki i Łowcy", ale również jego kontynuacją. Akcja rozpoczyna się dawno temu, przed wydarzeniami z pierwszej części, gdy to poznajemy wszystkich bohaterów tej nowej, dotąd nieznanej opowieści. Młodego Łowcę, jego ukochaną, oraz dwie królowe, Ravenę oraz jej siostrę Freyię, która wkrótce stanie się złą Królową Lodu. A wtedy też przeniesiemy się siedem lat wprzód by niejako kontynuować wątki z poprzedniego filmu, ale i rozwijać historię nowej Królowej i jej niecnego planu budowy wielkiej zimowej armii. Problem jednak w tym, że cały drugi akt zajmuje przede wszystkim nudny, strasznie rozciągnięty i powolny film drogi, który prawie całkiem pomija dwie najciekawsze postaci tej opowieści, czyli Ravenę i Freyię. Zamiast interesującego konfliktu między siostrami, otrzymujemy na siłę uszczypliwy wątek wielkiej miłości między Łowcą i jego wybranką (Chastain z okropnym akcentem), którzy ciągle wygadują banały o prawdziwej, wiecznej miłości. Towarzyszy im kilkoro karłów, którzy w zamierzeniu mieli zapewniać comic relief, ale różnie z tym bywa.
To co najciekawsze zostaje zepchnięte na dalszy plan, a jest tym opowieść o Królowej Lodu, w którą rewelacyjnie wcieliła się Emily Blunt, przysłaniając swoim występem wszystkich pozostałych aktorów. Blunt kradnie każdą scenę wyłącznie dla siebie, jest idealna w roli kobiety, która przestała wierzyć w miłość i relacje międzyludzkie opierające się na uczuciach. To bohaterka, która od zawsze przebywała w cieniu swojej siostry, od zawsze wątpiła w swoje umiejętności. Niedoceniana, pozbawiona potomka i zdradzona przez ukochanego, zmroziła całkiem swoje wnętrze. Świetny występ, który chce się oglądać, który ożywia ten bardzo obojętny film. Rola bardziej rozbudowana od mszczącej się Raveny, która niestety w tym filmie (inaczej niż w pierwszej części), sprawia wrażenie postaci jakby wyjętej z reklam perfum. Cała reszta to nudne tło, do tego w większości ukazane już w zwiastunach, więc zupełnie pozbawione emocji i zaskoczeń. Szkoda czasu.
5/10
Komentarze
Prześlij komentarz