Wykolejona / Trainwreck
Największą niespodzianką tego filmu jest udział w nim Tildy Swinton. Tak, Tilda Swinton zagrała w tej komedii i to wcale nie taką małą rolę, pojawiając się w kilku większych scenach, wyraźnie zaznaczając obecność swojej bohaterki. Ona sama w tym filmie jest całkiem niewidoczna. Po części rozpoznać można ją po jej głosie, choć mówi tutaj z dziwnym akcentem. Kobieta kameleon, która zmienia się dla każdej roli, ale tym razem przeszła samą siebie. Choć zdawać by się mogło, że już w "Grand Budapest Hotel" grając Madame D., czy w "Snowpiercer" wcielając się w postać Masona, który pierwotnie w scenariuszu była mężczyzną, osiągnęła szczyt wtopienia się w rolę. A tu niespodzianka. Postać konkurentki dla Mirandy z "Diabeł ubiera się u Prady" okazała się być największym kamuflażem. Żeby było ciekawiej w tej komedii Jude Apatowa gra również Ezra Miller, pamiętny Kevin z filmu Lynne Ramsay. Tam grał syna bohaterki w którą wcielała się Swinton, tutaj jest jej asystentem. Ciekawie odwróciły się dla nich role. Takich drugoplanowych wystąpień znanych aktorów jest w tej komedii znacznie więcej. Żeby tylko wspomnieć o Danielu Radcliffie i Marisie Tomei, pojawiających się w czarno-białym filmie z Sundance, który oglądają bohaterowie. Smaczki, które bardzo uatrakcyjniają tę produkcję. A co o niej samej?
"Wykolejona" to całkiem sympatyczna komedia romantyczna. Tylko tyle i aż tyle. Odrobinę odmienne spojrzenie na ten wyeksploatowany gatunek filmowy - odrobinę bardziej sprośne oraz napisane przez kobietę - Amy Shumer, która gra tutaj główną rolę jest jednocześnie autorką scenariusza. Jednak prócz tych dwóch nowości, to tylko komedia romantyczna. Historia pewnej pary z Nowego Jorku, która spotyka się przypadkiem, zaczyna ze sobą chodzić, by po pewnym czasie ze sobą zerwać, by w finale jednak się ze sobą zejść, oczywiście w wielkim stylu. Tyle. Coś co widzieliśmy już setki razy. Lekkie, przyjemne filmidło. Może nie aż tak schematyczne jak reszta tego typu produkcji, może nie aż tak naiwne i głupie jak bywają tego typu obrazy. Ale niestety ginące w zalewie tego typu kina. I choć na szczęście twórcy oszczędzają nam tym razem żartów poniżej pasa, tych dotyczących wszelkiego rodzaju wydzielin, prezentując całkiem przyzwoity poziom jak na amerykańską komedię, to jednak jest to humor raczej letni, powodujący zaledwie lekki uśmiech na twarzy, nie gromki śmiech rozsadzający całą salę kinową. Choć oczywiście lepsze to, niż żenowanie się co drugim dowcipem. Obejrzeć można, ale niekoniecznie.
6/10
"Wykolejona" to całkiem sympatyczna komedia romantyczna. Tylko tyle i aż tyle. Odrobinę odmienne spojrzenie na ten wyeksploatowany gatunek filmowy - odrobinę bardziej sprośne oraz napisane przez kobietę - Amy Shumer, która gra tutaj główną rolę jest jednocześnie autorką scenariusza. Jednak prócz tych dwóch nowości, to tylko komedia romantyczna. Historia pewnej pary z Nowego Jorku, która spotyka się przypadkiem, zaczyna ze sobą chodzić, by po pewnym czasie ze sobą zerwać, by w finale jednak się ze sobą zejść, oczywiście w wielkim stylu. Tyle. Coś co widzieliśmy już setki razy. Lekkie, przyjemne filmidło. Może nie aż tak schematyczne jak reszta tego typu produkcji, może nie aż tak naiwne i głupie jak bywają tego typu obrazy. Ale niestety ginące w zalewie tego typu kina. I choć na szczęście twórcy oszczędzają nam tym razem żartów poniżej pasa, tych dotyczących wszelkiego rodzaju wydzielin, prezentując całkiem przyzwoity poziom jak na amerykańską komedię, to jednak jest to humor raczej letni, powodujący zaledwie lekki uśmiech na twarzy, nie gromki śmiech rozsadzający całą salę kinową. Choć oczywiście lepsze to, niż żenowanie się co drugim dowcipem. Obejrzeć można, ale niekoniecznie.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz