Rejs
Jestem zdania, że dobry film obroni się po wielu latach. Nie ważne ile ich upłynie, nie ważne jak zmieni się świat. Dobre kino będzie się bronić mimo wszystko. Jednak tylko nieliczne obrazy stają się ponadczasowe, tylko niektóre oglądane teraz, i wiele lat później, wywoływać będą podobne emocje, oddziaływać w podobny sposób na widzów. Doceniane na równi przez dawne, obecne i przyszłe pokolenia. Zaszczyt, którego dostąpić może jedynie garstka produkcji, naprawdę nieliczne dzieła. Wydaje mi się, że kluczem do takiego zbliżonego odbioru filmów bez względu na czas, jest uniwersalność historii. Opowiadanie o sprawach, przeżyciach, stanach, które są wspólne dla wszystkich ludzi, obojętnie gdzie i kiedy byśmy nie żyli. Miłość, strach, przyjaźń, gniew, poświęcenie, tęsknota. Uczucia i emocje, które zrozumie każdy. Wydaje mi się, że to podstawa, bez której niemożliwe jest pozostanie aktualnym, świeżym, pomimo upływu lat.
Prawdę powiedziawszy zastanawia mnie dlaczego "Rejs" zyskał miano filmu kultowego, dlaczego wymieniany jest jednym tchem wśród najważniejszych polskich filmów ostatnich kilkudziesięciu lat. To tytuł o którym słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się kinem. To film bardzo mocno zanurzony w czasach w których był realizowany. To metafora Polski z lat siedemdziesiątych, metafora tamtej rzeczywistości, państwa, społeczeństwa. Metafora, która traci na sile im więcej lat upływa od jej premiery, która jest mniej zrozumiała dla kolejnych pokoleń. Do której przydałby się dodatkowy komentarz, by żarty, sceny, sytuacje w niej prezentowane, nabrały drugiego dna, większego znaczenia, humorystycznego akcentu. Kiedyś być może śmieszyły do łez, teraz w oderwaniu od tamtej rzeczywistości, stają się ciekawostką, znakiem czasów, których odbiór jest trudniejszy, mniej zrozumiały niż kiedyś.
"Rejs" to film zaskakująco krótki (trwający ledwo ponad godzinę), będący zbiorem scen, luźnych skeczy, w większości improwizowanych, rozgrywających się na niewielkim statku. Opowieść o pewnym pasażerze na gapę (ależ młody Tym!), który wzięty zostaje przypadkiem za instruktora kulturalno-oświatowego, tzw. kaowca. Mężczyzna szybko wpada na pomysł by przygotować niespodziankę dla Kapitana i w jej realizację angażuje pasażerów statku. Tańczą, śpiewają, ćwiczą fizycznie, dyskutują. Każdy musi coś od siebie dać, jakoś się wykazać. Filozof, inżynier, żona, babinka, i inni pasażerowie. Absurd za absurdem, przedziwny ciąg improwizowanych scen. Niestety najlepiej opisuje go rozmowa jaką w pewnym momencie prowadzi dwóch pasażerów. Rozmowa o polskim kinie i o filmach. Filmach, w których nic się nie dzieje, w których dialogi nie są dobre, aktorzy grają źle, i nie ma w ogóle akcji. I dla mnie niestety taki też jest sam "Rejs".
Film obejrzany w ramach akcji "Kultura Dostępna" w kinie Helios.
6/10
Prawdę powiedziawszy zastanawia mnie dlaczego "Rejs" zyskał miano filmu kultowego, dlaczego wymieniany jest jednym tchem wśród najważniejszych polskich filmów ostatnich kilkudziesięciu lat. To tytuł o którym słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się kinem. To film bardzo mocno zanurzony w czasach w których był realizowany. To metafora Polski z lat siedemdziesiątych, metafora tamtej rzeczywistości, państwa, społeczeństwa. Metafora, która traci na sile im więcej lat upływa od jej premiery, która jest mniej zrozumiała dla kolejnych pokoleń. Do której przydałby się dodatkowy komentarz, by żarty, sceny, sytuacje w niej prezentowane, nabrały drugiego dna, większego znaczenia, humorystycznego akcentu. Kiedyś być może śmieszyły do łez, teraz w oderwaniu od tamtej rzeczywistości, stają się ciekawostką, znakiem czasów, których odbiór jest trudniejszy, mniej zrozumiały niż kiedyś.
"Rejs" to film zaskakująco krótki (trwający ledwo ponad godzinę), będący zbiorem scen, luźnych skeczy, w większości improwizowanych, rozgrywających się na niewielkim statku. Opowieść o pewnym pasażerze na gapę (ależ młody Tym!), który wzięty zostaje przypadkiem za instruktora kulturalno-oświatowego, tzw. kaowca. Mężczyzna szybko wpada na pomysł by przygotować niespodziankę dla Kapitana i w jej realizację angażuje pasażerów statku. Tańczą, śpiewają, ćwiczą fizycznie, dyskutują. Każdy musi coś od siebie dać, jakoś się wykazać. Filozof, inżynier, żona, babinka, i inni pasażerowie. Absurd za absurdem, przedziwny ciąg improwizowanych scen. Niestety najlepiej opisuje go rozmowa jaką w pewnym momencie prowadzi dwóch pasażerów. Rozmowa o polskim kinie i o filmach. Filmach, w których nic się nie dzieje, w których dialogi nie są dobre, aktorzy grają źle, i nie ma w ogóle akcji. I dla mnie niestety taki też jest sam "Rejs".
Film obejrzany w ramach akcji "Kultura Dostępna" w kinie Helios.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz