Fantastyczna Czwórka / Fantastic 4

Tego, jak tak na prawdę wyglądała praca na planie "Fantastycznej Czwórki" nie dowiemy się pewnie nigdy.  Plotki i doniesienia o konflikcie na linii reżyser - producenci docierały już od dawna.  Każda ze stron miała swoją wersję wydarzeń, z każdej ze stron płynęły inne oskarżenia.  Praca nad tą produkcją miała być podobno piekłem na Ziemi dla młodego reżysera Josha Tranka, twórcy bardzo dobrze przyjętej "Kroniki".  Wybór Tranka na to stanowisko wydawał się być jak najbardziej uzasadniony, wszak jego wcześniejszy film opowiadał dość podobną historię - grupa nastolatków niespodziewanie zyskuje nadprzyrodzone moce i musi sobie z nimi jakoś poradzić.  Podobno jednak studio zbyt mocno wpływało na młodego reżysera, decydując o wszystkim, zabijając jego kreatywność.  Wpierw zrezygnowano z trzech kluczowych scen akcji, które uzgodniono jeszcze przed realizacją tego filmu, później odsunięto reżysera od procesu montażu, zarządzając szereg dokrętek, które podobno zrealizował już kto inny.  W efekcie (podobno) obecny wygląd widowiska ma niewiele wspólnego z zamierzeniami Tranka.

Niezależnie po czyjej stronie leży wina, niezależnie kto ma rację w tym sporze, nie da się ukryć, że gotowy produkt, najnowsza "Fantastyczna Czwórka", jest filmem nieudanym.  Właściwie pod każdym względem.  To najgorsza ekranizacja komiksu od wielu lat, przypominająca bardziej telewizyjną produkcję pokroju "Power Rangers", niż wielki, kinowy blockbuster.  I właściwie nie wiadomo od czego zacząć, wymieniając co w tym obrazie nie funkcjonuje tak jak powinno, bo przyczepić się można do wszystkiego.  Po pierwsze bohaterowie.  Nieciekawi, schematyczni, nudni, i co najgorsze patrząc na nazwiska aktorów w nich się wcielających - Teller, Mara, Bell - naprawdę źle zagrani. Pytanie na ile jest to wina kiepskiego scenariusza wypełnionego okropnymi dialogami, na ile nieciekawej atmosfery na planie, a na ile jeszcze innych, nieznanych czynników.  Aktorzy nie czują się dobrze w swoich rolach, wypowiadają swoje kwestie bez przekonania.  Dlatego teorie naukowe, które wygłaszają, tłumacząc chociażby zasadę działania teleportera, brzmią sztucznie, a żarty i dowcipne odzywki nijak nie śmieszą.  Co gorsza jednak nie czuć między postaciami żadnej chemii.  Żadnej.  Powinni być przyjaciółmi, powinni uczyć się ze sobą współpracować, ale tej więzi nie ma w żadnym momencie tego filmu.  Nie ma nieufności gdy się poznają w laboratorium, nie ma momentu w którym zaczęliby się wzajemnie doceniać, lubić.  Nie tworzą zgranego zespołu, nie ma między nimi nici porozumienia.  Sue i Johnny nie sprawiają wrażenia rodzeństwa, Reed i Ben nie wyglądają na wieloletnich kumpli.  To oddzielne postaci, które odseparowane od siebie pozostają do samego końca, choć o współpracy mówi się tu stale.  Oczywiście wyłącznie w podniosłym tonie, bo przecież bez patetycznych przemów ten film nie mógłby się obejść, a w tych tyradach przoduje doktor Storm, co rusz wpadając w umoralniający ton.  Koszmar, którego nie da się słuchać.

Podobnie jak nieciekawi są główni bohaterowie, tak również totalnie nijaki, sztampowy jest w tym obrazie czarny charakter.  Marvel chyba jeszcze nigdy nie zaproponował godnego przeciwnika dla swoich superbohaterów, więc i to rozczarowanie nie jest niczym nadzwyczajnym, chociaż dotychczasowi przeciwnicy, w poprzednich filmach, przynajmniej prezentowali się ciekawie z wyglądu.  Doom nie dość, że jest bardzo słabo umotywowany - obłąkany ekolog zafascynowany nowym światem, którego chce chronić - to jeszcze wygląda koszmarnie.  Zmutowany zombie manekin, który choć posiada nieograniczone moce, zostaje pokonany w zaledwie kwadrans - bo tyle trwa największa scena akcji w tym filmie, będąca jednocześnie strasznie nieudanym finałem.  Co jednak najgorsze, w tej produkcji nie bronią się nawet efekty specjalne.  Już dawno nie widziałem blockbustera, który miałby tak sztuczne, nieprzekonujące CGI.  Zupełnie jakbyśmy cofnęli się o kilkanaście lat wstecz i oglądali jakąś telewizyjną produkcję, która całkiem przypadkiem trafiła do kin.  Koszmar.

3/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017