Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2015

Amy

Bardzo udany, interesujący, wciągający dokument.  Film przybliżający sylwetkę Amy Winehouse, jednej z najważniejszych, najciekawszych młodych piosenkarek tego wieku, której kariera zakończyła się właściwie zanim tak na dobre zaczęła się rozkręcać.  Ta utalentowana piosenkarka zmarła przedwcześnie w wieku 27 lat, tym samym dołączając do tak zwanego Klubu 27, znanych artystów rocka, bluesa i R&B (Jimi Hendrix, Janis Joplin, Kurt Cobain), którzy zakończyli swoje życie mając właśnie tyle lat.  I choć mogłoby się zdawać, że ta produkcja skierowana jest przede wszystkim do fanów piosenkarki,  jest to obraz, który warto obejrzeć nawet jeśli wcześniej nie przepadało się za twórczością Amy, nawet jeśli nie za wiele się o niej wie.  A może właśnie przede wszystkim wtedy, by poznać tę zdolną dziewczynę trochę bliżej, spojrzeć na jej życie z trochę innej perspektywy, w oderwaniu od krzykliwych nagłówków brukowców, które szczególnie pod koniec jej życia skupiły się wyłąc...

Kryptonim U.N.C.L.E. / The Man From U.N.C.L.E.

Trudno przewidzieć która z letnich, wysokobudżetowych produkcji okaże się wpadką, a która stanie się prawdziwym hitem.  Co roku zdarzają się pozytywne jak i negatywne zaskoczenia. Filmy na które publiczność ciągnie jak zaklęta, choć wcześniej nic nie wskazywało na takie zainteresowanie, oraz dla kontrastu takie produkcje, które są całkiem ignorowane przez widzów, choć zdawało się, że przyciągną miliony.  Chwilami można sądzić, że ta popularność blockbusterów zależy w dużej mierze od przypadku.  Nie ważne jak wielka, intensywna jest promocja, nie ważne jak znani grają aktorzy, bez znaczenia jest również to czy sam film prezentuje zaskakująco wysoki poziom, czy jest przeciętniakiem.  Żeby tylko wspomnieć ten rok i gigantyczne zarobki słabego "Jurassic World" i niestety dość słabe osiągi najlepszego filmu akcji od wielu lat, jakim bez wątpienia jest "Mad Max: Fury Road".  "Kryptonim U.N.C.L.E." miał być jednym z większych hitów tegorocznego box-office, wiele ...

Fantastyczna Czwórka / Fantastic 4

Tego, jak tak na prawdę wyglądała praca na planie "Fantastycznej Czwórki" nie dowiemy się pewnie nigdy.  Plotki i doniesienia o konflikcie na linii reżyser - producenci docierały już od dawna.  Każda ze stron miała swoją wersję wydarzeń, z każdej ze stron płynęły inne oskarżenia.  Praca nad tą produkcją miała być podobno piekłem na Ziemi dla młodego reżysera Josha Tranka, twórcy bardzo dobrze przyjętej "Kroniki".  Wybór Tranka na to stanowisko wydawał się być jak najbardziej uzasadniony, wszak jego wcześniejszy film opowiadał dość podobną historię - grupa nastolatków niespodziewanie zyskuje nadprzyrodzone moce i musi sobie z nimi jakoś poradzić.  Podobno jednak studio zbyt mocno wpływało na młodego reżysera, decydując o wszystkim, zabijając jego kreatywność.  Wpierw zrezygnowano z trzech kluczowych scen akcji, które uzgodniono jeszcze przed realizacją tego filmu, później odsunięto reżysera od procesu montażu, zarządzając szereg dokrętek, które podobno zreal...

O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu / A Girl Walks Home Alone at Night

Przedziwna mieszanina kultur, wpływów, gatunków i filmów.  Produkcja, która czerpie skąd tylko się da, a mimo to posiada swój własny, unikatowy klimat.  Inspiracji, zapożyczeń, motywów w niej zawartych jest bez liku.  Główna, bezimienna bohaterka jest wampirem, ale przez swój strój, który przywdziewa co nocy, przypominający niezwykle długą pelerynę, wygląda niczym superbohaterka.  Jedna z tych licznych komiksowych postaci jakie obecnie zalewają ekrany kin.  Superbohaterka, która poluje na występnych mężczyzn i karze ich za ich grzechy.  Głównym bohaterem jest natomiast nastoletni Irańczyk, starający się żyć zgodnie z obyczajami, ale który swoim wyglądem przypomina Jamesa Deana - gęste włosy, biały, obcisły t-shirt i jeansy kojarzą się jednoznacznie z tym amerykańskim aktorem.  Irańska muzyka miesza się tutaj z nowoczesną elektroniką.  Miejsce akcji - przedziwne, opuszczone, irańskie Złe Miasto, przypomina momentami małe amerykańskie osiedla z lat ...

Mały Książę / Le Petit Prince

Twórcy tego filmu mieli bardzo ambitny plan. Ożywić na ekranie ukochaną przez pokolenia czytelników opowieść Antoine de Saint-Exupéry’ego, jednocześnie nie opowiadając jedynie napisanej przez niego historii. Przypomnieć niezwykłość opowieści o Małym Księciu ale jednocześnie mieć ją jedynie jako tło, a nie główny temat tej animacji. Połączenie dwóch historii w której jedna wpływa na drugą, niejako zapis tego jak „Mały Książę” oddziałuje na czytelnika. Pomysł o tyle oryginalny, co piekielnie trudny do realizacji, bo mając dwa wątki, oba powinny prezentować podobny poziom, by film nie okazał się nierówny. A mając za jeden z wątków jedną z najbardziej znanych, najpiękniejszych opowieści dla dzieci i dorosłych, poprzeczka ustawiła się niezwykle wysoko. I niestety choć twórcy starali się mocno, choć próbowali do samego końca, nie udało się do niej doskoczyć. Dlatego „Mały Książę” jest filmem, który chwilami szczerze zachwyca, a innymi momentami za bardzo się ciągnie i nudzi. I oczywiście nie...

Dar / The Gift

"Dar" to ciekawy, pełnometrażowy debiut reżyserski Joela Edgertona, aktora, który gra tutaj jedną z głównych ról.  Nie taki straszny horror jak go reklamują, nie tak brutalny thriller jakby się można było spodziewać.  Interesujący, mroczny, całkiem trzymający w napięciu i co najważniejsze - niegłupi.  Historia z dreszczykiem, napędzana tajemnicą.  Opowieść z drugim dnem, które zmusza do zastanowienia się, pewnych przemyśleń już po seansie.  To taki typ thrillera, który nie straszy makabrą, hektolitrami krwi czy paranormalnymi sytuacjami.  Zamiast tego odwołuje się do lęków dnia codziennego.  Strachem przed tym, że ktoś wtargnie do naszego domu, naruszy naszą prywatność.  Strachem przed tym, że dotąd znane, uporządkowane życie okaże się kłamstwem, a ludzie, których wydawać by się mogło dobrze znamy, okażą się kimś innym.  Prawdziwe lęki współczesnego świata, tutaj wplecione w ciekawą, całkiem intensywną historię. Trzeba przyznać, że jak na p...

Mission: Impossible - Rogue Nation

Największym problemem "Rouge Nation" jest to, że jest ona częścią "Mission Impossible" następującą po fantastycznym "Ghost Protocol" zrealizowanym przez Brada Birda.  Ten wzbił się na wyżyny, wydobywając z serii cały jej potencjał.  Podniósł poprzeczkę tak wysoko, że tym razem nie było możliwości jej przeskoczyć.  I choć film Christophera McQuarrie jest również bardzo udanym kinem akcji, a w porównaniu do poprzednich opowieści o niemożliwych akcjach Ethana Hunta, drugim najlepszym filmem z rzędu, to jednak musiał ustąpić przed "Ghost Protocol".  Niefart, że nie został zrealizowany przed epizodem numer cztery, wtedy seans pozbawiony byłby tego nieprzyjemnego (i w sumie zbędnego) uczucia niedosytu.  W oderwaniu bowiem od poprzednika, jako oddzielna produkcja, "Rogue Nation" prezentuje się naprawdę bardzo dobrze, lepiej niż można by przypuszczać.  To pomysłowe, szybkie, ekscytujące i momentami całkiem zabawne kino akcji, a do tego przyzwoi...

Rejs

Jestem zdania, że dobry film obroni się po wielu latach.  Nie ważne ile ich upłynie, nie ważne jak zmieni się świat.  Dobre kino będzie się bronić mimo wszystko.  Jednak tylko nieliczne obrazy stają się ponadczasowe, tylko niektóre oglądane teraz, i wiele lat później, wywoływać będą podobne emocje, oddziaływać w podobny sposób na widzów.  Doceniane na równi przez dawne, obecne i przyszłe pokolenia.  Zaszczyt, którego dostąpić może jedynie garstka produkcji, naprawdę nieliczne dzieła.  Wydaje mi się, że kluczem do takiego zbliżonego odbioru filmów bez względu na czas, jest uniwersalność historii.  Opowiadanie o sprawach, przeżyciach, stanach, które są wspólne dla wszystkich ludzi, obojętnie gdzie i kiedy byśmy nie żyli.  Miłość, strach, przyjaźń, gniew, poświęcenie, tęsknota.  Uczucia i emocje, które zrozumie każdy.  Wydaje mi się, że to podstawa, bez której niemożliwe jest pozostanie aktualnym, świeżym, pomimo upływu lat. Prawdę powied...

Wykolejona / Trainwreck

Największą niespodzianką tego filmu jest udział w nim Tildy Swinton.  Tak, Tilda Swinton zagrała w tej komedii i to wcale nie taką małą rolę, pojawiając się w kilku większych scenach, wyraźnie zaznaczając obecność swojej bohaterki.  Ona sama w tym filmie jest całkiem niewidoczna.  Po części rozpoznać można ją po jej głosie, choć mówi tutaj z dziwnym akcentem.  Kobieta kameleon, która zmienia się dla każdej roli, ale tym razem przeszła samą siebie.  Choć zdawać by się mogło, że już w "Grand Budapest Hotel" grając Madame D., czy w "Snowpiercer" wcielając się w postać Masona, który pierwotnie w scenariuszu była mężczyzną, osiągnęła szczyt wtopienia się w rolę.  A tu niespodzianka.  Postać konkurentki dla Mirandy z "Diabeł ubiera się u Prady" okazała się być największym kamuflażem.  Żeby było ciekawiej w tej komedii Jude Apatowa gra również Ezra Miller, pamiętny Kevin z filmu Lynne Ramsay.  Tam grał syna bohaterki w którą wcielała się Swinton, tu...

Z dala od zgiełku / Far from the Madding Crowd

Rok 1870, Anglia.  Młoda i piękna Bathsheba Everdene dziedziczy po stryju ogromny majątek i zaczyna nim zarządzać.  Chce doprowadzić go do stanu świetności sprzed wielu lat.  Od zawsze chciała być niezależna, od zawsze chciała decydować o swoim losie, dlatego perspektywa prowadzenia gospodarstwa cieszy ją i ekscytuje.  Już samo to, bycie Panią domu, czyni z niej niezwykły przypadek w oczach sąsiadów i okolicznych mieszkańców.  Wkrótce wokół młodej, inteligentnej, energicznej i bogatej kobiety zacznie kręcić się wianuszek adoratorów, którzy będą zainteresowani jej ręką, oferując spokojne życie, wygody gospodarstwa i... pianino.  Ona jednak nigdy nie chciała być czyjąś żoną, nigdy nie pragnęła być czyjąś własnością.  Jednak wtedy, w tamtych czasach, taka niezależność, jaką przejawiała Bathsheba, była podejrzana, niepoprawna, niemile widziana.  Dlatego już wkrótce plany ambitnej kobiety, zaczną zderzać się z brutalną rzeczywistością... "Z dala od z...

Lost River

Ryan Gosling zrealizował swój pierwszy pełnometrażowy film.  I poległ z kretesem.  A przynajmniej takie słychać zewsząd głosy.  Zła prasa rozpoczęła się na zeszłorocznym festiwalu w Cannes, na którym obraz ten miał swoją oficjalną premierę.  Wygwizdany, bardzo źle przyjęty przez krytyków,  zebrał najgorsze recenzje z możliwych.  Z całą pewnością nie cieszyłby się takim zainteresowaniem, gdyby nie nazwisko Goslinga.  Ono przyciągnęło tłumy, ono również niepotrzebnie zawyża poprzeczkę, wzmagając oczekiwania, wzmacniając krytykę.  Gdyby nie to, że za tą produkcję stoi utalentowany młody aktor, ostatnio ulubieniec Refna, wtedy film ten po pierwsze przeszedłby  bez większego echa, po drugie nie doznałby tak srogiej krytyki.  To debiut, który choć nie jest tak udany jak chciałby być, nie jest wcale tak zły jak o nim piszą i mówią.  Choć to specyficzne, dziwne kino - to z całą pewnością. "Lost River" składa się z trzech powiązanych wątkó...