Wszystkie wcielenia Tary - sezon II / United States of Tara - season II
Nadrabiam serialowe zaległości. Produkcje, których oglądanie rozpocząłem dawno temu, ale których z różnych powodów nie dokończyłem. Bo choć obejrzane odcinki mi się podobały, na kolejne przyszło mi czekać zdecydowanie za długo, dłużej niż z początku myślałem. Jedną z takich produkcji są "Wszystkie wcielenia Tary". Serial komediowy, wyprodukowany przez Spielberga, którego twórcą jest Diablo Cody, o której głośno było kilka lat temu przy okazji filmu "Juno", do którego napisała scenariusz. Pierwszy sezon tego serialu obejrzałem w telewizji, dokładniej rzecz biorąc w tvn, w czasach gdy stacja ta starała się być w miarę na bieżąco z zagranicznymi produkcjami, w nocnym paśmie wyświetlając niektóre z amerykańskich seriali. I choć historia kobiety, która cierpi na rozszczepienie osobowości, posiada kilka wcieleń, które w stresujących sytuacjach przejmują władzę nad jej ciałem, mnie nie porwała, to z sympatii do Toni Collette, która gra tutaj główną bohaterkę byłem w stanie kontynuować tę produkcję. Tyle tylko, że sezon drugi przeleciał w telewizji bez żadnej zapowiedzi i na swój czas musiał czekać aż do teraz.
Sezon drugi właściwie niczym szczególnym nie różni się od pierwszego. To prosta kontynuacja losów Tary i jej bliskich, niezbyt normalnej rodziny, która zmierzyć się musi z kolejnymi wcieleniami kobiety. Do Bucka - weterana wojny i harleyowca, Alice - idealnej pani domu wyjętej z lat sześćdziesiątych, T. - szalonej nastolatki oraz Gimme - zwierzaka w czerwonej pelerynie, który objawił się pod koniec pierwszej serii, teraz dochodzą jeszcze Shoshana - terapeutka która poprowadzi terapię Tary, spróbuje pomóc jej przypomnieć sobie co zdarzyło się w przeszłości, co spowodowało, że kobieta przemienia się w inne osoby, oraz Kurczak - dziecięce wcielenie Tary, które namiesza szczególnie w ostatnich odcinkach. Choć od poprzedniego finału w świecie bohaterów minęły trzy miesiące, choć od tego czasu, Tara będąc na lekach była ciągle sobą, pewne dramatyczne wydarzenie z naprzeciwka spowoduje, że pozostałe jej osobowości będą znów wychodzić na wierzch, komplikować życie bohaterów. Czyli dziać się będzie dokładnie to samo co w pierwszych dwunastu odcinkach tej produkcji.
Pamiętam, że kilka lat temu, gdy dopiero poznawałem "United States of Tara" najbardziej przeszkadzało mi w tym serialu to, jak daleki jest on od swoich bohaterów, jak po łebkach pokazuje problem z jakim muszą się zmagać, jak nie wgłębia się w to co przeżywają, jak choroba Tary wpływa na każde z nich z osobna. Swobodna komedia traktująca wszystko na luzie kłóciła mi się z tematem tej produkcji, lekceważyła przypadłość bohaterki. I niestety w sezonie drugim to się nie zmienia, jest on tak samo lekki, niepoważny i błahy jak pierwsze odcinki. Do tego gdyby tak streścić go w całości, to w sumie niewiele się w nim dzieje. Moosh próbuje być hetero co nie bardzo mu wychodzi, Kate zaczynają swoją pierwszą pracę po studiach, przy okazji poznaje ekscentryczną artystkę (świetna Viola Davis), siostra Tary poznaje księcia z bajki i szykuje się do ślubu, Max jest po prostu mężem Tary, a ona sama stara się dociec prawdy, cóż takiego zdarzyło się w jej dzieciństwie. Pewne światło na przeszłość zostaje rzucone, ale finał w gruncie rzeczy za wiele nie wyjaśnia, niemrawo zapraszając na serię trzecią, po której serial został zdjęty z anteny.
6/10
Sezon drugi właściwie niczym szczególnym nie różni się od pierwszego. To prosta kontynuacja losów Tary i jej bliskich, niezbyt normalnej rodziny, która zmierzyć się musi z kolejnymi wcieleniami kobiety. Do Bucka - weterana wojny i harleyowca, Alice - idealnej pani domu wyjętej z lat sześćdziesiątych, T. - szalonej nastolatki oraz Gimme - zwierzaka w czerwonej pelerynie, który objawił się pod koniec pierwszej serii, teraz dochodzą jeszcze Shoshana - terapeutka która poprowadzi terapię Tary, spróbuje pomóc jej przypomnieć sobie co zdarzyło się w przeszłości, co spowodowało, że kobieta przemienia się w inne osoby, oraz Kurczak - dziecięce wcielenie Tary, które namiesza szczególnie w ostatnich odcinkach. Choć od poprzedniego finału w świecie bohaterów minęły trzy miesiące, choć od tego czasu, Tara będąc na lekach była ciągle sobą, pewne dramatyczne wydarzenie z naprzeciwka spowoduje, że pozostałe jej osobowości będą znów wychodzić na wierzch, komplikować życie bohaterów. Czyli dziać się będzie dokładnie to samo co w pierwszych dwunastu odcinkach tej produkcji.
Pamiętam, że kilka lat temu, gdy dopiero poznawałem "United States of Tara" najbardziej przeszkadzało mi w tym serialu to, jak daleki jest on od swoich bohaterów, jak po łebkach pokazuje problem z jakim muszą się zmagać, jak nie wgłębia się w to co przeżywają, jak choroba Tary wpływa na każde z nich z osobna. Swobodna komedia traktująca wszystko na luzie kłóciła mi się z tematem tej produkcji, lekceważyła przypadłość bohaterki. I niestety w sezonie drugim to się nie zmienia, jest on tak samo lekki, niepoważny i błahy jak pierwsze odcinki. Do tego gdyby tak streścić go w całości, to w sumie niewiele się w nim dzieje. Moosh próbuje być hetero co nie bardzo mu wychodzi, Kate zaczynają swoją pierwszą pracę po studiach, przy okazji poznaje ekscentryczną artystkę (świetna Viola Davis), siostra Tary poznaje księcia z bajki i szykuje się do ślubu, Max jest po prostu mężem Tary, a ona sama stara się dociec prawdy, cóż takiego zdarzyło się w jej dzieciństwie. Pewne światło na przeszłość zostaje rzucone, ale finał w gruncie rzeczy za wiele nie wyjaśnia, niemrawo zapraszając na serię trzecią, po której serial został zdjęty z anteny.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz