Mad Max 2 - Wojownik szos / Mad Max 2
Dwa lata po premierze pierwszego "Mad Maxa", który odniósł spory sukces, powstała jego kontynuacja. Wzorowy przykład sequela, który pod każdym względem jest lepszy od części pierwszej. Na pierwszy rzut oka widoczny większy budżet, ogromny rozmach inscenizacyjny, spójność pomysłu z wykonaniem, czyli to czego tak bardzo brakowało filmowi z 1979 roku, który zdawał się być zlepkiem nie do końca pasujących do siebie pomysłów, w pewnym sensie amatorską produkcją. W kontynuacji wszystko podporządkowane jest jednej, przewodniej myśli - pustynia, zdezelowane samochody, szaleni członkowie gangu, ubrani w skórzane wdzianka sado-maso i świat w totalnej ruinie. To jest "Mad Max" o jakim słyszałem, o jakim myślałem zasiadając do tej trylogii, jaki widziałem tu i ówdzie w przeróżnych urywkach i klipach, przez ostatnie lata. Opustoszały świat pogrążony w totalnym chaosie. Przerażająca, brutalna, krwawa postapokalipsa. Ludzie za wszelką cenę walczący o każdy litr benzyny. Grasujące po ulicach gangi motocyklistów, gwałty, rozboje, morderstwa i przemoc. Świat w którym nie obowiązują żadne prawa, w którym wygrywają najsilniejsi, najszybsi, najlepiej uzbrojeni.
Początkowo jednak film ten prezentuje się dość średnio. Bardzo spokojny, długi wstęp nie zapowiada szaleństwa, które rozpęta się w drugiej połowie seansu. Kolejne sceny są przesadnie oddzielne, nie łączą się bezpośrednio ze sobą, nie tworzą jednego, ciągłego filmu w którym jeden obraz gładko przepływa w następny. Na szczęście taki jest tylko pierwszy akt, potraktowany zbyt drastycznymi cięciami. Od momentu gdy Max trafia na trop ludzi mieszkających w obozie pośród wzgórz, którzy bronią złoża ropy, akcja nabiera tempa i od tej pory już tylko przyspiesza do dramatycznego finału. Wpada w szał, pędzi przed siebie na złamanie karku. Co najważniejsze, czego brakowało w części pierwszej, zmierza w jasno określonym kierunku i świadomość tego celu wyraźnie napędza ten obraz. Dzieje się dużo, szybko i spektakularnie. Pościgi robią ogromne wrażenie (szczególnie jeśli zdać sobie sprawę z tego, że zostały nakręcone ponad trzydzieści lat temu). Bardzo dużo dało wyniesienie akcji w przestworza, dzięki małemu helikopterowi, który wielokrotnie bierze udział w pościgach i również z jego punktu widzenia portretowana jest akcja. Z góry wygląda ona jeszcze lepiej niż z poziomu dróg.
W "Wojowniku szos" Max uciekając od demonów przeszłości, całkiem przypadkiem trafia na grupę ludzi zamieszkujących pewien obóz pośród wzgórz. Wydobywają oni ropę, a wytworzoną z niej benzynę pilnują jak oka w głowie. Stają się jednak celem coraz brutalniejszych ataków pewnego gangu, który za wszelką cenę zamierza odbić od nich ten cenny surowiec. Max decyduje się pomóc ludziom z obozu, w zamian za kilka kanistrów benzyny. I tak rozpoczyna się brutalny pojedynek, wypełniony pościgami, wyczynami kaskaderskimi. Świetny film akcji, który dzięki wysokiej kategorii wiekowej nie boi się ani przemocy ani golizny. To rozpędzony blockbuster, którego najlepszymi momentami są sceny pościgu za ciężarówką (w jedną jak i w drugą stronę). Szkoda tylko trochę, że finał tego widowiska jest zdecydowanie za bardzo podobny do zakończenia pierwszej części. Kontynuacja kończy się bowiem zbyt szybko, bez właściwego wybrzmienia. Nie zmienia to jednak faktu, że jest ona obrazem znacznie lepszym od pierwszego "Mad Maxa". Sequelem, który w pełni wykorzystuje potencjał zawarty w tej opowieści.
7,5/10
Początkowo jednak film ten prezentuje się dość średnio. Bardzo spokojny, długi wstęp nie zapowiada szaleństwa, które rozpęta się w drugiej połowie seansu. Kolejne sceny są przesadnie oddzielne, nie łączą się bezpośrednio ze sobą, nie tworzą jednego, ciągłego filmu w którym jeden obraz gładko przepływa w następny. Na szczęście taki jest tylko pierwszy akt, potraktowany zbyt drastycznymi cięciami. Od momentu gdy Max trafia na trop ludzi mieszkających w obozie pośród wzgórz, którzy bronią złoża ropy, akcja nabiera tempa i od tej pory już tylko przyspiesza do dramatycznego finału. Wpada w szał, pędzi przed siebie na złamanie karku. Co najważniejsze, czego brakowało w części pierwszej, zmierza w jasno określonym kierunku i świadomość tego celu wyraźnie napędza ten obraz. Dzieje się dużo, szybko i spektakularnie. Pościgi robią ogromne wrażenie (szczególnie jeśli zdać sobie sprawę z tego, że zostały nakręcone ponad trzydzieści lat temu). Bardzo dużo dało wyniesienie akcji w przestworza, dzięki małemu helikopterowi, który wielokrotnie bierze udział w pościgach i również z jego punktu widzenia portretowana jest akcja. Z góry wygląda ona jeszcze lepiej niż z poziomu dróg.
W "Wojowniku szos" Max uciekając od demonów przeszłości, całkiem przypadkiem trafia na grupę ludzi zamieszkujących pewien obóz pośród wzgórz. Wydobywają oni ropę, a wytworzoną z niej benzynę pilnują jak oka w głowie. Stają się jednak celem coraz brutalniejszych ataków pewnego gangu, który za wszelką cenę zamierza odbić od nich ten cenny surowiec. Max decyduje się pomóc ludziom z obozu, w zamian za kilka kanistrów benzyny. I tak rozpoczyna się brutalny pojedynek, wypełniony pościgami, wyczynami kaskaderskimi. Świetny film akcji, który dzięki wysokiej kategorii wiekowej nie boi się ani przemocy ani golizny. To rozpędzony blockbuster, którego najlepszymi momentami są sceny pościgu za ciężarówką (w jedną jak i w drugą stronę). Szkoda tylko trochę, że finał tego widowiska jest zdecydowanie za bardzo podobny do zakończenia pierwszej części. Kontynuacja kończy się bowiem zbyt szybko, bez właściwego wybrzmienia. Nie zmienia to jednak faktu, że jest ona obrazem znacznie lepszym od pierwszego "Mad Maxa". Sequelem, który w pełni wykorzystuje potencjał zawarty w tej opowieści.
7,5/10
Komentarze
Prześlij komentarz