Ziarno prawdy

Nie czytałem powieści Zygmunta Miłoszewskiego na podstawie której zrealizowany został ten kryminał.  Wobec filmu Borysa Lankosza ta nieznajomość materiału źródłowego była za razem i zaletą jak i wadą.  Zaletą, bo dzięki temu dane mi było obejrzeć "Ziarno prawdy" całkiem na świeżo, nie znając samej historii, najważniejszych zwrotów akcji i tego jakie jest jej rozwiązanie.  Nie wiedząc kto zabił mogłem dać się zaskoczyć i odruchowo nie porównywałem filmowych wydarzeń do tych zapamiętanych z powieści.  Z drugiej jednak strony, film jak to film, jest tylko bardzo zwięzłym skrótem powieści, jego namiastką, jak to bywa z ekranizacjami, gdy tylko esencja trafia na wielki ekran, a poboczne wątki, otoczka, wielokrotnie nie mniej ważna, nie przedostają się do świata filmu.  Stąd filmowa wersja książkowej historii niejednokrotnie bywa uboższa, bardziej powierzchowna.  Biorąc jednak pod uwagę to, że nad scenariuszem pracował również autor powieści, można było mieć nadzieję, że ta produkcja nie będzie zbyt odległa od materiału źródłowego.

Pewnego dnia zostaje odnaleziona naga kobieta z poderżniętym gardłem.  Podejrzenia od razu padają na jej męża, ale szybko pojawiają się też inne hipotezy, płynące z ust mieszkańców Sandomierza, bo właśnie tam rozgrywa się akcja tego filmu.  Ze względu na sposób w jaki zginęła kobieta mówi się o mordzie rytualnym.  I tak, im dłużej trwa śledztwo prowadzone przez prokuratora Szackiego, tym coraz więcej mitów, zabobonów i przesądów z przeszłości wychodzi z cienia, wkracza w codzienne życie.  Okazuje się bowiem, że lęki z dawnych lat są nadal żywe i równie silne co kiedyś.  Szacki będzie musiał wśród demonów przeszłości odnaleźć sens obecnych wydarzeń i znaleźć prawdziwego mordercę.  Przebywając w niewielkim mieście, zamkniętej społeczności, w której każdy zna każdego, a czas w pewnym stopniu się jakby zatrzymał.  W tym otoczeniu reżyser  świetnie punktuje nasze wady narodowe, uprzedzenia, zaściankowość, ksenofobię, nietolerancję.  Wywleka na światło dzienne grzechy przeszłości jak i teraźniejszości, niespełnienie, zazdrość, fałszywą pobożność, krzywo pojmowany patriotyzm.  Wady z którymi bezskutecznie walczymy od lat.

Od strony technicznej "Ziarno prawdy" to bardzo profesjonalna robota.  Ładne zdjęcia, ciekawa muzyka Abla Korzeniowskiego (przypominająca odrobinę soundtrack do "Autora Widmo" Alexandre Desplata), nawet animowana czołówka niczym w filmach o 007 robi niezłe wrażenie.  Do tego dochodzi dobra obsada (Więckiewicz jako racjonalny, zdecydowany prokurator sypiący kąśliwymi komentarzami i Pieczyński jako mężczyzna podejrzewany o zamordowanie swojej żony) oraz soczyste dialogi, których świetnie się słucha.  Czuć tu niestety, że trochę treści i sensu zagubiło się w procesie przenoszenia książki na ekran.  Zaniedbana zostaje chociażby postać Barbary Sobieraj, która w powieści pewnie odgrywała ważniejszą rolę, a tu plącze się po ekranie właściwie nie wiedzieć po co i na co.  Samo rozwiązanie zagadki następuje natomiast zdecydowanie zbyt nagle, zdaje się być jakby zaskoczeniem nawet dla samego głównego bohatera.  A w całej tej opowieści jakoś brakuje napięcia.  Wyczuwa się je na samym początku, tylko szkoda, że nie starcza go na cały film.  Szkoda, bo z gęstszą atmosferą oglądałoby się tę produkcję na wstrzymanym oddechu, a tak jest ona tylko po prostu ciekawym thrillerem, któremu do klasy światowej jeszcze niestety trochę brakuje.

7/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017