Głosy / The Voices

Jerry jest młodym, nieśmiałym mężczyzną, żyjącym w niewielkim miasteczku Milton.  Jego mieszkanie znajduje się nad lokalną kręgielnią, jest niewielkie ale całkiem przytulne.  Jerry od niedawna pracuje w lokalnej fabryce wytwarzającej sprzęt do łazienek, przede wszystkim wanny.  Dogaduje się z szefem, dziewczyny z księgowości też go bardzo lubią.  Jerry uwielbia zwierzęta, ma kota oraz psa, z którymi często rozmawia.  Jerry słyszy bowiem głosy w swojej głowie i przez to ma wrażenie, że rozmawia ze swoimi pupilami.  A te zachowują się trochę jak anioł i diabeł pojawiające się tuż nad ramionami bohaterów w starych kreskówkach, swoimi radami wpływając na bohaterów.  Przy czym o ile pies jest głosem rozsądku, widzącym samo dobro, tak kot nakłania mężczyznę do złego, podsuwając najgorsze rozwiązania i myśli, w tym te o zabijaniu...

"Głosy" to interesująca, całkiem pomysłowa czarna komedia o pewnym morderczym psychopacie, opowiedziana z jego punktu widzenia.  Dobrego chłopaka, który przypadkiem, niechcący za namową kota i psa, sięga po nóż i zabija, osuwając się w coraz większy obłęd.  Historia dość krwawa, trochę makabryczna, ale poprowadzona w formie komedii, co samo w sobie trochę się gryzie i nie do końca działa tak jak powinno.  Bo choć z jednej strony jest w tym filmie całkiem sporo scen w teorii zabawnych, to w zderzeniu z kolejnymi zdarzeniami, dalszym rozlewem krwi, na dłuższą metę przestaje być śmieszne.  I w sumie nie wiadomo czy się śmiać, czy się bać, czy współczuć głównemu bohaterowi, bo i elementy poważniejszego dramatu się w tym filmie znalazły (wspomnienia z dzieciństwa).  I to chyba jest największy problem "Głosów".  To film, który nie potrafi się zdecydować jaki tak naprawdę chciałby być.  Za letni na komedię, zbyt płaski na dramat, za nudny na thriller.

Brakuje w tej produkcji ikry, energii, brakuje napięcia i szybszego tempa, dzięki którym ta historia by bardziej wciągała, intrygowała i bawiła.  Aż się prosi o to, by ten film pędzi przed siebie na łeb na szyję, by wybuchał kolejnymi coraz bardziej szokującymi, absurdalnymi pomysłami, by przekraczał kolejne granice i stale przyspieszał.  Niestety po prostu tylko toczy się przed siebie, spokojnie przedstawiając kolejne zdarzenia.  Być może szkodzi brak muzyki (choć dla kontrastu na końcu znalazł się postrzelony występ musicalowy), być może zbyt łagodny montaż, albo zbyt rozwleczony scenariusz.  Bo choć pomysł na tę historię był świetny, to już wykonanie nie ekscytuje, nie rusza, nie bawi tak jak powinno.  I w sumie jedyne to co tu zaskakuje najbardziej to absurdalny epilog i informacja na napisach końcowych, że wszystkie głosy jakie słyszy bohater, są w istocie głosem Ryana Reynoldsa, który wcielił się w kilka postaci.  Zdolniacha.

6/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017