Dzika droga / Wild

"Dzika droga" to spokojny, niespieszny film drogi.  Opowieść oparta na prawdziwej historii, życiu pewnej przeciętnej Amerykanki, która postanowiła, że przejdzie pieszo szlakiem Pacific Crest Trail prowadzącym od Meksyku po Kanadę, pokonując tym samym dystans ponad tysiąca mil, by na końcu tej pieszej wędrówki odnaleźć nowe życie i nową siebie.  Ostatnie kilka lat nie było bowiem dla niej najlepszym okresem (oględnie powiedziawszy).  Ta droga przez pustkowia, pustynie i góry miała jej pomóc w odnalezieniu celu do dalszej wędrówki.  Wędrówki przez życie.

"Dzika droga" to bardzo skromny film.  Z początku zdaje się być opowieścią jednej postaci, przedstawiając jedynie kolejne dni jakie bohaterka spędza na powolnym marszu.  Choć plan dziewczyny był bardzo ambitny, choć poczyniła ku niemu spore przygotowania, nie miała jednak doświadczenia w takich wyprawach, dość szybko napotkała więc pierwsze przeszkody, przeciwności.  Jak chociażby to, że płyn do przenośnej kuchenki nie pasował do tej, którą kupiła, plecak do którego spakowała wszystkie rzeczy, okazał się być zdecydowanie za ciężki, a buty zbyt małe przez co uciskały jej stopy.  Dziewczyna jednak uparła się i postanowiła, że wytrzyma, że dojdzie do samego końca.  I choć jak sama mówi, średnio co dwie minuty zastanawiała się czy nie zrezygnować ze swojego planu, nadal uparcie szła przed siebie.  Pokonując dziennie, pięć do ośmiu mil.  Z początku jej podróż zdaje się być nudna, ale z każdą kolejną milą, gdy nawiedza ją coraz więcej myśli, zaczynamy poznawać jej dotychczasowe życie.  I wtedy robi się ciekawiej.  Krótkie, świetnie zmontowane migawki przelatują po wydarzeniach z ostatnich kilku lat życia bohaterki, wyjaśniając dlaczego zdecydowała się na taką wyprawę, co takiego się zdarzyło, że znalazła się właśnie w takim momencie swojego życia.  Wspomnienia z przeszłości przeplatane są natomiast spotkaniami z przeróżnymi osobami, na które natyka się co jakiś czas na swojej drodze.  Podobni do niej wędrowcy albo mieszkańcy niewielkich miast o jakie zahacza w czasie swojej wyprawy.  I na tym właśnie upływa ten obraz.  Na marszu w czasie którego bohaterka próbuje poradzić sobie z przeszłością, z żalem, z wyrzutami sumienia i żałobą.  Tej ostatniej dotychczas bowiem najbardziej nie przepracowała.

W filmie Jean-Marc Vallée (twórca niedawnego "Witaj w klubie") warto wyróżnić piękne zdjęcia niezwykłych krajobrazów, miejsc przez które przemierza kobieta, oraz bardzo delikatną nastrojową muzykę, która świetnie buduje klimat tego filmu (udana składanka znanych, starych piosenek).  Niezła jest również rola Reese Witherspoon, która wciela się tutaj w główną bohaterkę i prezentuje różne etapy jej życia, od młodości, przez czas gdy była na studiach, aż po chwilę obecną, gdy wreszcie musi wydorośleć, odnaleźć siebie, pojąć o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi.  Co ciekawe o wiele wyraziściej, prezentuje się tutaj Laura Dern, która choć pojawia się tylko w krótkich migawkach z przeszłości kradnie każdą scenę wyłącznie dla siebie.  Gra matkę głównej bohaterki, niezwykłą kobietę, której podejścia do życia, świata i ludzi można pozazdrościć.  Jej optymizmu, jej chęci czerpania ile się tylko da z każdego pojedynczego dnia.  Jak to miała w zwyczaju mówić: każdy dzień zaczyna się od wschodu słońca i kończy zachodem.  I tylko od nas zależy co z tym zrobimy.

7/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017