Przełęcz ocalonych / Hacksaw Ridge

Mel Gibson sięga po prawdziwą historię Desmonda Dossa, który w czasie II wojny światowej, został powołany do wojska, ale na polu walki nie oddał ani jednego strzału, co więcej nie nosił przy sobie żadnej broni.  Samo posiadanie broni, nie wspominając już o zabijaniu, stało w sprzeczności z jego poglądami, kłóciło się z jego wiarą.  Doss pomimo swoich pacyfistycznych poglądów był przekonany, że musi wziąć udział w wojnie, skoro wszyscy inni młodzi na nią jechali.  Nie chciał być jedynym, który nie przysłużył się dla swojego kraju.  Był sanitariuszem i chciał ratować życia, zamiast je odbierać.  I choć z początku uznawany był za wariata, wręcz tchórza, stał się bohaterem narodowym, gdy podczas bitwy o Okinawę z pola walki wyprowadził o własnych siłach blisko 75 rannych żołnierzy, tym samym ratując im życie.

Film Gibsona to takie trzy w jednym.  Pierwszy akt, który przedstawia dzieciństwo Dossa to wzruszające kino obyczajowe.  Historia chłopaka, który musiał zmierzyć się z przemocą domową ze strony ojca alkoholika, weterana wojennego, którego całkiem rozbiła poprzednia wojna.  Drugi akt przedstawia pierwsze dni w koszarach, przeszkolenie rekrutów zanim trafią na front.  Ta część jest zaskakująco zabawna, w większości dzięki postaci generała w którą wciela się Vince Vaughn, ale również przez konkretnie nakreślone charaktery żołnierzy, którzy może i wpadają w pewien schemat ale jak na postaci drugoplanowe są wystarczająco dobrze zarysowani.  Ta część filmu trzyma również nieźle w napięciu, szczególnie pod koniec, w czasie procesu wojskowego, w którym bohater staje po stronie oskarżonego.  I wreszcie trzecia część tej produkcji skupia się na walce w Hacksaw Ridge, która trochę bez uprzedzenia uderza z ogromną siłą, w bezpośredni sposób ukazując koszmar wojny.  Gibson się nie patyczkuje, aranżując niezwykle rozbudowane, skomplikowane i szokujące sceny batalistyczne, rozpętując na ekranie trzymający w napięciu horror.  Trzeci akt to również moment bohaterstwa Dossa, gdy niespodziewanie dla wszystkich wykazał się ogromną odwagą, ratując swoich kolegów z oddziału.

"Przełęcz ocalonych" to taka trochę piękna laurka dla odwagi Desmonda Dossa.  Amerykańska pochwała dla człowieka wielkiego choć z wyglądu całkiem niepozornego, który zapisał się na kartach historii.  Opowieść napisana, zagrana i zrealizowana tak sprawnie, że wciąga od samego początku.  Angażuje, przeraża i wzrusza.  Cały film jest natomiast jak soundtrack Ruperta Gregsona-Williamsa.  Podniosły ale nie patetyczny.  Poważny i wzruszający ale nie ckliwy.  I choć jest w tej opowieści kilka momentów, w które bardzo trudno uwierzyć (chociażby końcowe odrzucanie granatów), choć momentami widać, że budżet odrobinę nie domagał, to jednak Gibsonowi udaje się to co najważniejsze: poruszyć, wstrząsnąć widzem, spowodować by zastanowił się nad bohaterstwem i postawą niepozornego żołnierza, który nie zwątpił w swoje przekonania, który wbrew wszystkim i wszystkiemu, pozostał w zgodzie z samym sobą.

8/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017