Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć / Fantastic Beasts and Where to Find Them

Cudownie jest znowu wrócić do świata Magii i Czarodziejstwa, świata wykreowanego kilkanaście lat temu przez J.K.Rowling.  Po ostatniej części Harry'ego Pottera nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś będę mieć okazję by znów zobaczyć unoszące się w chmurach logo Warner Bros., w tle usłyszeć znany motyw przewodni Johna Williamsa i ponownie trafić do tego niezwykłego świata.  Nie minęło pięć lat i znów było to możliwe.  Szkoda tylko, że ten powrót jak na razie nie jest w pełni satysfakcjonujący.  Bo choć i owszem "Fantastyczne zwierzęta" miewają swoje momenty, choć sporo w nich ciekawych pomysłów i zadatków na ciekawą opowieść, to jednak jako film, a nie tylko sentymentalny powrót do świata z dzieciństwa, są obrazem dość przeciętnym, borykającym się z licznymi problemami.

Po pierwsze film Davida Yatesa jest potwornie nierówny.  Raz pędzi przed siebie zapominając by wytłumaczyć o co tu tak naprawdę chodzi, raz zwalnia przesadnie, prezentując sceny w których nawet bohaterowie nie za bardzo wiedzą jak mają się zachować, tak niewiele się tu dzieje.  Jest również obrazem nierównym pod względem atmosfery.  Niektóre momenty są przesadnie mroczne (chociażby prolog), inne przesadnie słodkie i ugrzecznione jakby były kierowane do najmłodszego widza. Przy okazji kuleje tu humor, wielokrotnie bardzo prosty, slapstickowy, nadający się bardziej do kreskówki, lub produkcji dla najmłodszych.  „Fantastyczne zwierzęta” są również filmem rozlazłym, rozleniwionym i wybierającym najczęściej najprostsze, najbardziej schematyczne, ograne rozwiązania.  Gdy bohater nosi ze sobą torbę, oczywiście trafi się ktoś z identyczną, która zostanie zupełnie przypadkiem podmieniona.  Gdy ma przy sobie fiolkę z pewnym bardzo mocnym zapachem, można być pewnym, że ją na siebie wyleje.  Takie banalne rozwiązania odbierają radość ze śledzenia całej historii, powodują, że staje się ona nudna i przewidywalna.

Bardzo brakuje w tym filmie również czarnego charakteru.  Niby w prologu wspomniany zostaje Grindenwald, ale szybko twórcy o nim zapominają. Niby postać grana przez Colina Farrella jest nieoczywista, ale twórcy nie poświęcają mu wystarczająco wiele czasu.  Niby wspomina się o czymś co od pewnego czasu grasuje w mieście, ale tak naprawdę nie ma w tym filmie głównego przeciwnika, kogoś kto stanowiłby od początku realne zagrożenie.  A przez to niestety gubi się cała akcja.  Nie wiadomo za bardzo dokąd ten film dąży.  Otrzymujemy gapowatego Newta, kilka pobocznych postaci i nieskładne bieganie po mieście za Zwierzętami, które uciekły z walizki.  Ani to ekscytujące, ani prowadzące akcję w jasno określonym kierunku.  Jest oprócz tego jeszcze jeden, dodatkowy wątek, pewnego sierocińca, pewnej organizacji ostrzegającej przed czarownicami, ale jest on tutaj wprowadzony właściwie tylko po to by móc zakończyć tę produkcję w wybuchowym stylu rodem z produkcji Marvela.  Otrzymujemy więc nudną, nieciekawą, nijaką walkę w centrum miasta, liczne zniszczenia i nijaki finał.  Same „Fantastyczne zwierzęta” nie miały potencjału na tak rozbuchane zakończenie, problem jednak w tym, że ten poboczny wątek jest za słabo zaznaczony, zbyt późno rozwinięty, przez co nie za bardzo pasuje do całości.

Z drugiej jednak strony jest w tej produkcji naprawdę wiele udanych pomysłów i wątków.  Chociażby świetna postać Kowalskiego, nie-maga (amerykańska nazwa mugola), który ma okazję zajrzeć do świata magii i brać czynny udział w kolejnych wydarzeniach.  Sprawdzają się także niektóre z Fantastycznych Stworzeń, przede wszystkim uroczy niuchacz uganiający się za wszystkim co się świeci.  Świetnym pomysłem było również przeniesienie akcji w lata 20., do Nowego Jorku, który już sam w sobie zdaje się być naprawdę niezwykłym, wyjątkowym, magicznym miejscem.  Nadzieję na to, że kolejne filmy będą już tylko lepsze daje natomiast fakt, że akcja tej części rozgrywa się w roku 1926 czyli roku gdy narodził się Tom Riddle, a już teraz mówi się o Dumbledorze i Grindenwaldzie (szkoda tylko, że ten będzie grany przez Johnny „Sparrow” Deppa, który nijak nie komponuje się tutaj do całości).  Z pewnością te postaci odegrają większe role w kolejnych filmach i rozwinięcie tej opowieści może być naprawdę interesujące.  Czuć bowiem, że Rowling ma zamysł na to jak ma wyglądać ta rozpisana na pięć filmów historia.  Oby więc kolejne części były tylko lepsze.  W końcu i pierwszy "Harry Potter" wcale nie był tak udanym filmem.

6/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017