Nowy początek / Arrival

Denis Villeneuve, twórca tak udanych filmów jak "Sicario" czy "Wróg", sięga tym razem do kina science-fiction, tworząc niezwykłą, trzymającą w napięciu historię, mówiącą o istocie komunikacji i trudach pierwszego kontaktu z nieznanym.  Prezentuje historię spotkania z przybyszami z kosmosu, pozbawioną spektakularnych scen, obłędnych efektów specjalnych, czy akcji pędzącej na złamanie karku.  Tworzy film skromny, niewielki, niespieszny, ale niezwykle klimatyczny. Opowiada o Louise, doktor lingwistyki, która zostaje wybrana przez rząd do nawiązania kontaktu z przybyszami. Na świecie bowiem, pewnego dnia, w zupełnie przypadkowych miejscach, pojawia się dwanaście statków. Szybko okazuje się, że język jakim posługują się istoty nimi kierujące, nie ma nic wspólnego z tym co znamy z naszego świata. Bez zrozumienia mowy przybyszów nie będzie możliwe nawiązanie prawdziwego kontaktu, nie będzie możliwe odpowiedzenie na podstawowe pytanie: po co przylecieli?

W "Arrival" fantastyczne jest to, jak inny jest to obraz. Nie zainteresowany rozbuchanym spektaklem. To dramat, bardzo kameralna historia opowiadana z punktu widzenia bohaterki. Film, który rzetelnie, przekonująco, dokładnie, stara się przedstawić jak mógłby wyglądać pierwszy kontakt z obcymi. Jak zareagowaliby zwykli ludzie, jak zachowywałyby się media, co zrobiłyby konkretne państwa. To film, który zamiast rozpędzonej akcji, wybiera zagadkę, niewiadomą, powolne odkrywanie kolejnych tajemnic. To realistyczna opowieść, która bardzo serio zadaje pytanie jak mogłoby wyglądać pierwsze spotkanie, jak wyglądałyby próby zrozumienia nieznanego, nie mając z początku żadnych punktów wspólnych.  I chociażby już samo to jest cudowne w tym filmie. To jak zupełnie inaczej ukazuje taką sytuację i obce istoty. Ich nieludzki wygląd, ich mowę całkiem dla nas obcą, ich język zapisywany w całkiem odmienny, skomplikowany sposób. To co najbardziej tu fascynuje to poszczególne kroki jakie bohaterowie podejmują by zrozumieć przybyszów. Aż szkoda, że w pewnym momencie twórcy decydują się na montaż kolejnych dni, prób i sesji jakie podejmują naukowcy, by w skrócie, a przez to nie dość jasno, wytłumaczyć jak udało się ludziom zacząć rozmawiać z przybyszami.

To niesamowite ale w tym prostym filmie udaje się reżyserowi stworzyć i utrzymać niebywałe napięcie, do samego końca trzymając widzów na skraju foteli.  Fenomenalnie wypada pierwsze spotkanie z istotami, które jest zaskakujące, pomysłowe, niezwykłe. Jednocześnie straszne ale i inspirujące.  Przepełnione sprzecznymi emocjami, nadzieją, przerażeniem, zachwytem, konsternacją, niedowierzaniem. Ale i późniejsze wydarzenia ogląda się jednym tchem (gdy choć bohaterom udaje się zrozumieć pierwsze słowa, to prowadzą one do kolejnych niewiadomych i niepewności).  I tak, poprzez ukazanie niecodziennej sytuacji pierwszego spotkania z istotami, film ten staje się produkcją w gruncie rzeczy mówiąca o nas samych. O tym jak trudno nawiązać wspólne porozumienie, ze względu na język, ze względu na pochodzenie, kontekst, podłoże, przez które słowa i przekaz można interpretować na różne sposoby. Ludzkość w filmie Denisa Villeneuve by nawiązać kontakt z przybyszami, wpierw musi zrozumieć samą siebie, wpierw musi nauczyć się słuchać i rozmawiać sama ze sobą, Coś tak prostego, codziennego, ale tak trudnego, nawet pomiędzy jednostkami tego samego gatunku. Bez efekciarstwa, prostymi środkami, reżyser tworzy ten pełen napięcia, zagadkowy, niepokojący thriller. Już samo to jak wyglądają statki przybyszów, jak unoszą się w pionie, kilka metrów ponad ziemią, jest jednocześnie niepokojące, niezwykłe i fascynujące.

Fenomenalne w "Arrival" jest również to, że film ten nie prowadzi widza za rączkę, nie odpowiada na wszystkie pytania, wiele spraw pozostawiając niejasnych, niewyjaśnionych. To czego dowiadujemy się o przybyszach to okruchy większej całości, ledwo zrozumiane z ich skomplikowanego pisma. Niejasne ze względu na ich kompletnie odmienny sposób postrzegania czasoprzestrzeni. Jednak ten brak jasnych, konkretnych, domkniętych odpowiedzi wcale nie działa na niekorzyść tego filmu.  Wręcz przeciwnie. Reżyser pozostawia pewną niewiadomą, pewne pole do własnej interpretacji, do własnego zrozumienia tej opowieści. Mówi tylko to co najbardziej istotne, tylko to co konieczne do zrozumienia historii Louise. Nie interesują go dokładne szczegóły tej kosmicznej historii, bo na pierwszym planie stawia swoją bohaterkę, jej dążenie do nawiązania kontaktu z przybyszami, i poradzenie sobie z powracającymi wizjami życia z córką, którą utraciła. To Louise, jej prywatna historia i jej utracona relacja z córką są tym co leży u źródła tej opowieści. Niezwykłej, nieszablonowej, zaskakującej, nietypowej, zmuszającej do zatrzymania się na chwilę i przemyślenia. Fantastyczny film.

8.5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017