Moja miłość / Mon Roi

Czym jest miłość?  Co powoduje, że dwoje obcych sobie ludzi decyduje się na to by ze sobą być?  Razem, na dobre i na złe.  Kiedy kończy się zwykłe zauroczenie, a zaczyna prawdziwa miłość?  Kiedy miłość przemienia się w przyzwyczajenie?  Dlaczego czasem tak trudno razem wytrwać ze sobą, a osobno wcale nie jest lżej?  Co powoduje, że niektórzy tak lgną do siebie, choć wyraźnie nie jest im pisane wspólne życie?  A może właśnie ich odpychające się charaktery będą gwarantem długiego związku, przecież podobno przeciwieństwa się przyciągają?  Jak w pewnym momencie mówi bohater tego filmu: różnice, ciągła sinusoida to życie, a podobieństwa, stabilizacja, to płaska linia czyli śmierć.  To tylko niektóre pytania i kwestie nad którymi zastanawia się reżyserka tego bardzo udanego dramatu.  Filmu, który jest wszystkim tym, czym chciało być "Love" Gaspara Noe, ale czym nie było. Zamiast taniego szokowania golizną i seksem, większy nacisk kładzie się tu na historię, obserwację bohaterów, obserwację postaw i sytuacji.  I tym ten film zdecydowanie wygrywa.

Podobnie jak w "Love", "Moja miłość" składa się z dwóch przeplatających się wątków, które są oddzielone od siebie znaczącym upływem czasu.  Główną bohaterkę poznajemy w momencie gdy po zbyt szybkim zjeździe na nartach ze stoku, trafia do specjalnego ośrodka na kilkutygodniową rehabilitację.  Pomiędzy kolejnymi zabiegami, ćwiczeniami, rozmowami z innymi mieszkańcami ośrodka, kobieta przypomina sobie życie z Georgio, którego poznała kilkanaście lat temu na imprezie.  Ona była początkującym prawnikiem, on właścicielem restauracji i niepoprawnym lekkoduchem.  Między nimi zaiskrzyło właściwie momentalnie.  Bo choć wiele ich dzieliło, Tony potrzebowała takiego wariata, kogoś kto wywróci jej świat do góry nogami, kogoś kto pokaże go w innych barwach.  To co jednak z początku wydawało się być bajką, dość szybko zostało zweryfikowane przez szarą rzeczywistość.  Ale miłość ma przecież to do siebie, że tak łatwo się nie poddaje, i mimo wszystko, mimo wszelkich przeciwności chce trwać.  I tak Tony i Giorgio trwali ze sobą przez lata, mimo trudności jakie stawały im na drodze, mimo ran jakie sobie wzajemnie zadawali.

To co powoduje, że ten film jest tak udaną obserwacją, to niezwykła naturalność jaka z niego wypływa.  Od razu kupujemy tych bohaterów, od razu się do nich przywiązujemy, wierząc w uczucie jakie ich łączy.  Świetny jest przede wszystkim Vincent Cassel, jako czarujący lekkoduch, który żyje od imprezy do imprezy, który potrzebuje wokół siebie ludzi i ciągle nowych wrażeń, bo codzienna rzeczywistość go nuży i męczy.  To człowiek, któremu nie sposób się oprzeć, który rozśmiesza swoim zachowaniem i swoimi komentarzami, któremu łatwo wiele przebaczyć.  On sam jednak wiele by na ekranie nie zdziałał, gdyby nie Emmanuelle Bercot.  Jest między nimi wyraźna chemia.  Tony pasuje i nie pasuje jednocześnie do Georgio.  Jest opanowana i roztrzęsiona, zakochana niczym nastolatka i zmęczona ciągłym zamieszaniem jakie wprowadza w ich życie Georgio.  Ich relacja to wieczny huragan.  A sam film najlepiej porównać do niedawnego "Życia Adeli", które również w niezwykle naturalny, szczery, bezpośredni sposób opowiadało o miłości, kolejnych etapach związku.  I tak jak tamten film i ten kończy się w idealnym momencie, sceną która zastanawia, pozostawia pole do dyskusji, własnej interpretacji.

7/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017