Hity Kity 2015
Początek nowego roku to idealny czas na dokonywanie podsumowań. Wspominanie najważniejszych wydarzeń, najlepszych chwil, najbardziej znaczących momentów zakończonego roku. Tworzenie zestawień, rankingów, list najlepszych i najgorszych sytuacji, zdarzeń, czy filmów. Największe zaskoczenia, najdotkliwsze rozczarowania, niespodziewane sukcesy, sromotne porażki. Miniony rok zapisze się w historii jako rok ożywiający dawne serie - powrót "Mad Maxa", "Jurassic Park", czy "Gwiezdnych Wojen". Może zostać również zapamiętany jako rok polskiego kina - Oscar dla "Idy" za najlepszy film obcojęzyczny, oraz jubileuszowy, czterdziesty Festiwal Filmowy w Gdyni. Dla mnie osobiście był to rok rekordowy. Na srebrnym ekranie obejrzałem aż 128 filmów - dwa razy więcej niż sześć lat temu, gdy po raz pierwszy zabrałem się za filmowe podsumowania. A gdybym tak jak "Gwiezdne Wojny", które widziałem w kinie dwukrotnie, również po raz drugi wybrał się na "Mad Maxa" (ależ żałuję, że tego nie zrobiłem), to sale kinowe odwiedziłbym aż 130 razy. Wśród tych seansów aż dwadzieścia cztery były polskimi filmami, z czego szesnaście obejrzałem w ramach Festiwalu Filmowego w Gdyni. Tylko średnia ocena obejrzanych produkcji spadła w porównaniu z poprzednimi latami. Być może dlatego, że oglądając więcej filmów, oglądam przez to więcej słabszych produkcji. Albo przez lata zrobiłem się ostrzejszy w swoich ocenach (ósemka dla "Igrzysk śmierci" by temu jednak przeczyła). A może po prostu ubiegł rok był słabszy od poprzednich?
Najbardziej intensywnymi miesiącami ubiegłego roku były wrzesień i październik. Nie dość, że wypełnione po brzegi ciekawymi premierami, to jeszcze będące miesiącami w trakcie których odbywają się dwa dla mnie najważniejsze festiwale filmowe - All About Freedom Festival, z którym jestem związany już od pięciu lat, oraz Festiwal Filmowy w Gdyni, który dzięki uprzejmości Miesięcznika Film (dzięki Kaczy!), mogłem doświadczyć w pełnym wymiarze, jako dziennikarz. Odbywający się w październiku w Europejskim Centrum Solidarności festiwal AAFF, to impreza łącząca kino, teatr, muzykę i debaty, by mówić o wolności, To impreza, w której mam przyjemność uczestniczyć co roku, która ma w sobie ogromny potencjał, której jubileuszowa dziesiąta edycja odbywać się będzie już w przyszłym roku. To festiwal, którego głównym elementem są pokazy filmowe, po dwa do trzy filmy dziennie, a więc relatywnie niedużo patrząc na wypchane po brzegi programy innych festiwali na których widzowie są zmuszeni wybierać co obejrzą, bo fizycznie nie mają możliwości zobaczyć wszystkiego. Szkoda więc trochę, że twórcy festiwalu niejako sami ograniczają możliwość doświadczenia tego wydarzenia - choć pokazy filmowe na siebie nie zachodzą, to już odbywające się po nich dyskusje i debaty, nie rzadko z samymi twórcami, odbywają się w trakcie kolejnych seansów. Trzeba więc wtedy wybierać: film, albo debata, a szkoda, bo wielokrotnie chciałoby się wziąć udział we wszystkich atrakcjach festiwalu. Rzecz do poprawy, szczególnie, że gdy AAFF odbywał się w gdańskim Multikinie, wtedy ten problem nie istniał.
We wrześniu natomiast na sześć dni moja rodzinna Gdynia zamieniła się w centrum festiwalowe, goszcząc twórców, aktorów, producentów filmowych z całej Polski. Wraz z rozpoczęciem Festiwalu, otwarte zostało również Gdyńskie Centrum Filmowe, nowe miejsce na mapie Festiwalu, które stało się idealnym uzupełnieniem dla dotychczasowych obiektów (Multikino i Teatr Muzyczny), w których odbywały się pokazy festiwalowe. Wraz z GCF, znajdującym się na przeciwko Teatru Muzycznego, przy Placu Grunwaldzkim, Festiwal zyskał swego rodzaju dziedziniec, miejsce spotkań na świeżym powietrzu. Fantastyczna atmosfera, udany poziom filmów (wśród których najbardziej wyróżniały się "Panie Dulskie", "Noc Walpurgi", oraz zasłużenie wyróżnione przez dziennikarzy oraz festiwalową publiczność: "Moje córki krowy") oraz liczne spotkania z twórcami, powodowały, że to święto polskiego kina wspominam niezwykle dobrze. Zdziwiły tylko trochę wybory jury, ale o gustach się nie dyskutuje. Radosną celebrację kina przerwała w sobotę rano tragiczna wiadomość, o śmierci Marcina Wrony, którego "Demon" brał udział w Konkursie Głównym. Niezwykle smutna wiadomość i wielka strata dla polskiego kina. Zmarł utalentowany twórca, którego filmy były przyjmowane dobrze nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Jednocześnie warto pochwalić organizatorów Festiwalu, którzy błyskawicznie zdecydowali się na zmianę charakteru Gali zamknięcia FFG, rezygnację z czerwonego dywanu, skrócenie uroczystości do minimum, nadanie jej odpowiedniego, poważnego tonu.
Mam taką zasadę, (takie osobiste wariactwo) polegającą na odwiedzaniu kin, w miastach w których jeszcze nie byłem. W zeszłym roku miałem okazję do kilku takich wizyt. Najpierw poznałem Kino Nowe Horyzonty, podczas kilkudniowego pobytu we Wrocławiu. Co prawda nie w trakcie festiwalu Nowe Horyzonty (to ciągle w planach), ale samo miejsce, trzypiętrowy multiplex, warto było zobaczyć. Później, przy okazji wizyty w Łodzi, z okazji fenomenalnego koncertu Florence and the Machine, odwiedziłem najnowszy, flagowy obiekt sieci Helios - dziewięciosalowe kino, w którym każda z sal nosi imię dawnego kina w Łodzi, a w lobby znajdują się wielkie dotykowe ekrany, na których można zapoznać się z historią tych dawnych, już zamkniętych kin. Niby zwykły multiplex, a jednak miejsce z klimatem, do którego chciałoby się chodzić. I wreszcie, na koniec roku, dzień przed Sylwestrem, odwiedziłem krakowski Imax, by po raz drugi obejrzeć "Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy". I choć już kiedyś, kilka lat temu byłem w warszawskim Imaxie (na krótkometrażowym filmie dokumentalnym), to ten seans był dla mnie szczególny - pierwszy raz na pełnometrażowym widowisku. Wrażenia naprawdę udane.
A teraz czas na podsumowanie:
Najlepsze 10
Wśród dziesiątki najlepszych filmów 2015 znalazły się (w kolejności od dołu do miejsca pierwszego):
Na miejscu dziesiątym skromny, wyciszony ale nie pozbawiony emocji obraz, swoim podejściem do historii przypominający produkcje Ulricha Seidla, swego rodzaju spokojną obserwację. Świetnie zagrany i ciekawie poprowadzony niemiecki dramat "Droga krzyżowa". Następnie odjazdowy, przerysowany, emocjonujący i zabawny blockbuster "Kingsman: Tajne służby". Później, jedna z najciekawszych baśni ostatnich lat - hiszpański "Pentameron", który łączy w sobie trzy mroczne, niepokojące opowieści, przywołując magię baśni, jakiej w kinie brakowało od czasu genialnego "Labiryntu Fauna". Na miejscu siódmym najlepszy horror ubiegłego roku, straszący atmosferą zagrożenia, tym co niewidoczne oraz fenomenalnym klimatem wyciągniętym z filmów grozy lat 80. - "Coś za mną chodzi". Miejsce wyżej, najlepsza komedia ubiegłego roku, czyli brytyjskie "Dumni i wściekli", które z niezwykłym humorem, ale i wrażliwością opowiada prawdziwą historię strajku brytyjskich górników, do których dołączyła się organizacja gejów i lesbijek, by w połowie lat 80. protestować przed reformami wprowadzanymi przez Margaret Thatcher. Miejsce wyżej polski, czarno-biały film, genialny występ dwójki aktorów, który zachwyca formą, który porusza, wzrusza i nie pozostawia obojętnym. Ciekawe kino mówiące o wojnie, tej wojny wcale nie pokazując - "Noc Walpurgi". Tuż przed podium, film, który właściwie od początku ubiegłego roku, przez wiele tygodni zajmował miejsce numer jeden, fenomenalny "Whiplash" - jeden z nielicznych obrazów po seansie którego publiczność biła brawo. Na miejscu trzecim najlepszy polski film ubiegłego roku, zasłużenie nagrodzony na Festiwalu w Gdyni przez dziennikarzy, oraz festiwalową publiczność. "Moje córki krowy", które swoją oficjalną premierę będą miały już 8 stycznia. Zapamiętajcie tę datę, bo to naprawdę fenomenalne kino obyczajowe, którego bardzo brakowało na naszych ekranach. Na miejscu drugim, najlepsza animacja 2015, niezwykle pomysłowe, oryginalne, wzruszające, poruszające "W głowie się nie mieści". Animacja, która przywraca wiarę w Pixar, która pokazuje, że twórcy tego studia mają nam nadal wiele do pokazania. I na miejscu pierwszym, najlepszy film ubiegłego roku i jednocześnie najlepszy blockbuster ostatnich kilkunastu lat. Pędzący z zawrotną prędkością, szalony ale przemyślany i konsekwentny, oparty na praktycznych efektach specjalnych, posiadający wreszcie konkretną, wyrazistą postać kobiecą: "Mad Max: Na drodze gniewu". Idealne kino rozrywkowe.
1. Mad Max: Na drodze gniewu // 2. W głowie się nie mieści // 3. Moje córki krowy // 4. Whiplash // 5. Noc Walpurgi // 6. Dumni i wściekli // 7. Coś za mną chodzi // 8. Pentameron // 9. Kingsman: Tajne służby // 10. Droga krzyżowa
Wyróżnione 5:
Obok dziesięciu najlepszych produkcji chciałbym jeszcze wymienić pięć filmów, które nie zmieściły się do ścisłej czołówki, ale które są warte zauważenia.
Przede wszystkim "Steve Jobs" - obraz ze świetnymi kreacjami aktorskimi Kate Winslet, Setha Rogena i Michaela Fassbendera, oraz genialnym scenariuszem Aarona Sorkina, który udowadnia, że biografia wcale nie musi być poprowadzona podręcznikowo i poprzez ukazanie tylko kilku chwil z życia bohatera, może mówić o nim więcej niż filmy, które przelatują przez całe życie tytułowej postaci. Innym ciekawym filmem ubiegłego roku była dokumentalna "Amy", która nie zajmując żadnej ze stron, starała się przybliżyć życie i ostatnie chwile piosenkarki Amy Winehouse. Następnie dwa filmy, które miałem okazję obejrzeć na festiwalu All About Freedom: chińskie "Nawet góry przeminą", którego rozciągnięta w czasie akcja ukazuje niezwykłość międzyludzkich relacji, oraz "Louder Than Bombs", duńskiego reżysera Joachima Triera, które ukazuje wpływ wojny na ludzi, którzy zdawałoby się nie mają z nią nic wspólnego. I wreszcie na koniec, film, który choć jako jedyny z tej piętnastki nie otrzymał ode mnie ósemki, ale na tyle mocno zapisał się w mojej pamięci, że wart jest wymienienia. A jest nim "Ex Machina", opowieść rozegrana pomiędzy trójką bohaterów, która w intrygujący sposób porusza temat sztucznej inteligencji. Bardzo udane sci-fi.
Steve Jobs // Amy // Nawet góry przeminą // Louder Than Bombs // Ex Machina
Najgorsze 5:Obok najlepszych produkcji muszą się też oczywiście pojawić te najgorsze. A w tym roku tych było naprawdę sporo, w związku z czym wybór tej ścisłej piątki okazał się wyjątkowo trudny. W związku z czym niektóre z produkcji, które aż prosiły się by pojawić się na tej liście (jak "Listy do M. 2" czy "Król życia"), jednak się na nią nie załapały i musiały ustąpić jeszcze gorszym propozycjom. Chociażby okropnemu, wydumanemu porno jakim było "Love" Gaspara Noe, czy najgorszemu blockbusterowi ubiegłego roku czyli "Fantastycznej Czwórce", która poległa na każdym polu, zaczynając od naiwnej fabuły, na tragicznych efektach specjalnych kończąc. Niestety na tej krótkiej liście najgorszych produkcji znalazły się aż trzy polskie filmy. "Jak całkowicie zniknąć", który okazał się być nudną i nic nie znaczącą przechadzką po ulicach Berlina. "Córki dancingu", które okazały się być najbardziej zmarnowanym potencjałem wśród wszystkich filmów festiwalu w Gdyni, okrutnie marnującym obecność tak znanych i utalentowanych aktorów jak Magdalena Cielecka, Katarzyna Herman, czy Kinga Preis. I wreszcie, najgorszy film ubiegłego roku - "Hiszpanka" Łukasza Barczyka, będąca idiotycznym historycznym fanficiem i najbardziej zmarnowanym budżetem na polską produkcję.
Hiszpanka // Love // Fantastyczna czwórka // Córki dancingu // Jak całkowicie zniknąć
I na koniec Jedenastki 2015. Prywatne wyróżnienia w jedenastu kategoriach, do których przywiązuję największą wagę.
Najlepszy film – Mad Max: Na drodze gniewu
Najlepszy reżyser – George Miller - Mad Max: Na drodze gniewu
Najlepszy scenariusz oryginalny – W głowie się nie mieści
Najlepszy scenariusz adaptowany – Steve Jobs
Najlepsza aktorka – Maja Ostaszewska - Body/Ciało // Małgorzata Zajączkowska – Noc Walpurgi
Najlepszy aktor – Eddie Redmayne - Teoria wszystkiego
Najlepsza aktorka drugoplanowa – Alicia Vikander - Ex Machina
Najlepszy aktor drugoplanowy – J.K.Simmons - Whiplash
Najlepsza muzyka – Rich Vreeland - Coś za mną chodzi
Najlepsze zdjęcia – Sturla Brandth Grovlen - Victoria // John Seale - Mad Max: Na drodze gniewu
Najlepsze efekty specjalne – Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy // Mad Max: Na drodze gniewu
I to by było na tyle. Pozostaje mi już tylko życzyć wszystkiego dobrego (filmowego) w Nowym Roku. A patrząc na nadchodzące premiery chociażby tylko w styczniu, będzie w czym wybierać.
Najlepszego!



Komentarze
Prześlij komentarz