W kręgu miłości / The Broken Circle Breakdown



Zwyczajna historia opowiedziana w niezwykłym filmie.  Ona i on, spotkali się całkiem przypadkowo.  Ona, pracowała w salonie tatuażu, on był starszym od niej muzykiem, grającym w zespole country.  Elise i Dieter.  Ją fascynowało ozdabianie ciała kolejnymi malunkami, on wzdychał za Ameryką, choć oboje mieszkali w Belgii.  Poszli na randkę, dwie, zakochali się w sobie do szaleństwa.  Mieszkali w jego przyczepie, razem występowali w jego zespole. Żyli szczęśliwie i zgodnie.  I choć on nie zareagował zbyt dobrze na wieść o tym, że ona zaszła w ciążę, szybko się zreflektował i wyremontował starą szopę, by nie musieli gnieździć się wraz z dzieckiem na małej powierzchni.  Bał się mieć dzieci, nigdy bowiem nie chciał brać odpowiedzialności za nowe życie, ale dzień w którym narodziła się Maybelle był najszczęśliwszym w jego życiu.  I tak mijały kolejne miesiące, lata.  Choć ogień pierwszego uczucia trochę przygasł, choć w ich związek wkradać zaczęła się rutyna, proza codziennego życia, było im dobrze ze sobą.  Aż do momentu gdy dowiedzieli się, że ich mała Maybelle jest chora...

Długo ten film za mną chodził, wiele razy miałem w planach go obejrzeć.  Tuż po oficjalnej polskiej premierze ominął niestety trójmiejskie kina, a gdy pojawił się w drugim obrocie, odwiedzając kina studyjne, zawsze coś mi wypadało, by się na niego wybrać.  A to dzień, a to godzina nie pasowały.  Coś mnie jednak mocno ciągnęło do tego obrazu - bardzo dobre opinie wśród widzów i krytyków, deszcz nagród i nominacji jaki się na niego posypał (żeby tylko wymienić nominację do Oscarów).  Po dwóch latach, dzięki akcji "Kino Letnie w Orłowie", wreszcie udało mi się nadrobić tę produkcję.  Warto było tyle czekać, warto było się doczekać możliwości zobaczenia tej opowieści na wielkim ekranie.  Tym nie zwyklej, że w plenerze, na plaży, z widokiem na morze, zatokę Gdańską.  I choć sama treść tego opartego na sztuce filmu może niczym szczególnym się nie wyróżnia, to wyjątkowym czyni go muzyka, piosenki country, które budują bardzo specyficzny klimat.  Dla kontrastu piosenki country, śpiewane w zimnej Belgii, będące jednocześnie integralną częścią tej opowieści, wypowiedzią bohaterów, odzwierciedleniem ich uczuć i emocji.  Cudowna muzyka, świetnie tworząca atmosferę tego udanego filmu.

"W kręgu miłości" to intrygująca, spokojna ale przejmująca opowieść przede wszystkim o miłości.  Niezwykłym uczuciu, które łączy dwoje ludzi, przyciąga ich do siebie, spaja w radosnym uniesieniu.  Uczuciu, które zmienia się z czasem, nad którym trzeba nieustannie pracować, by szarość dnia codziennego go nie zgasiła, by w radości wypowiadane "i, że Cię nie opuszczę" faktycznie się spełniło.  Opowieść o tym, jak mimo wszystko trudno jest w tym wytrwać, jak trudne bywa życie, nawet z tą najbliższą osobą na świecie.  Jak trudności i przeciwności losu mogą te dwie zakochane osoby od siebie oddalić.  Jak to co stanowiło o wyjątkowości wybrańców, co ich do siebie przyciągało, nagle staje się tym co zaczyna ich dzielić.  „W kręgu miłości” to sprawnie i ciekawie opowiedziana historia, korzystająca z zaburzonej chronologii, mieszająca radosne chwile początków, ze smutnymi momentami rozstań.  Wzruszająca historia o życiu, przywiązaniu, uczuciu, miłości, rodzicielstwie i wierze.  Irracjonalnemu myśleniu, które pozwala przebrnąć przez gorszy czas, dając nadzieję, na lepsze chwile.  Tłumacząc sens ludzkich tragedii, przemijania i końca.

8/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017